Pokazywanie postów oznaczonych etykietą khr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą khr. Pokaż wszystkie posty

23 czerwca 2013

22. [KHR FANFIC] Rozdział 6 "Assonato phantom"

Witajcie!

    Oto nowy rozdział dość dziwny i odmienny od poprzednich i dłuższy co najważniejsze, więc zapraszam do czytania i komentowania. Za błędy przepraszam, gdyż nie miałam jak sprawdzić tekstu, a obiecałam, że go dam, ale jeśli takowe występują poprawię je już jutro.

~~

Rozdział 6 "Assonato phantom"

     Deamon Spade był strażnikiem mgły pierwszego Vongolii, która chciała, aby była to najpotężniejsza mafijna rodzina.

    Sen nadszedł równie szybko co wcześniej, wiedza, że nie jest się samemu bardzo mu pomogła. Nie śniło mu się nic, jedynie czerń jakby umysł był zbyt zmęczony na snucie opowieści. Jednak bezkres czerni przerwała zmora, która zamąciła spokój. Wszystko nagle nabrało kształtów w odcieniach czerni, szarości, spowijając bezmiar mgłą. Przed nim ułożyła się ścieżka z ciemnych jakby kamieni, a oprócz nich była tylko nicość. Mógł zacząć jedynie iść, a gdy postąpił krok na przód, podest-kamień spadł ku niebytowi. Szedł dalej nie wiedział ile czasu minęło, a w liczeniu w końcu się pogubił. Droga wreszcie się skończyła, a raczej oprócz nicości pojawiło się coś jeszcze. Przestrzeń zapełniły misternie zdobione prostokąty, które lekko obracały się wokół własnej osi, okazały się one kartami. Kier, pik, karo, trefl zawieszone, dryfujące w bezkresie. Gdy spojrzał przed siebie ujrzał białą postać unoszącą się trochę nad ‘kamienną’ ścieżką. W tej samej chwili zaczął spadać w dół. Coraz głębiej w dół. Myślał, że spadał wieki, a w uszach czuł pęd powietrza, zaś łzy utrudniały mu widzenie. ~To wciąż sen?!~ Zapytał młócąc bezradnie rękami w przestrzeni.
    Jego plecy w końcu trafiły na jakąś powierzchnię, a siła upadku skutecznie pozbawiła go tchu jak i ogłuszyło, że zamknął na chwilę oczy. Gdy otworzył je znów wszystko było przesycone odcieniami pomarańczy- koloru płomieni nieba. Wszystko wokół niego zaczęło płonąć, ogień przemieszczał się szybko po posadzce w jego stronę. Chciał jakoś uciec od aż nazbyt prawdziwego żaru. Jednak nie było gdzie. Gdy uniósł oczy zobaczył tą samą białą postać, nie chodziło o to, że była ubrana w biel, była tylko z tego koloru, nie można było rozróżnić gdzie są oczy, a gdzie usta, była jakby konturem o tej barwie. To- gdyż płeć również była tajemnicą; uniosło ręce do góry, a płomienie będące pod nim wyrwały się do góry, otaczając po bokach jak i z tyłu ciało postaci i rozszerzając się u góry. Płomienie majestatycznie ułożyły się w kształt feniksa wokół tego. Tsunayoshi zasłonił oczy ręką, gdyż raził go blask wydobywający się od postaci i tworu z płomieni. W tej samej chwili ogień dosięgną jego nóg, otoczył go całego, jednak nie krzywdził go, ani nie uczynił niczego podobnego. Nie było wolnego miejsca od niego, zaczął on rosnąć tworząc różne scenerie, historie postaci. Podłoga stała się miejscem pokazującym historię, odległe minione czasy.
    Jeden z nich pokazywał budynki jakiegoś miasta, gdzie w alejkach biegli ludzie, ciekając przed strzelającymi mężczyznami. Biegli labiryntem, jednym udało się uciec, inni zapędzeni w kozi róg zostali brutalnie zamordowani.
    Druga z nich to było wnętrze willi, gdzie mężczyzna na oczach małego dziecka zabił jego rodziców, młodsze rodzeństwo, a później samego dzieciaka. Wszędzie była krew, a echo przerażenia, bólu i okrucieństwa było niemal wyczuwalne.
    Inne z nich ukazywało wieżę kościoła, na której stał jakiś mężczyzna, popchnięty na belkę przez strażników z halabardami został zmuszony do skoku w z najwyższego punktu w mieście. To jak spadał przypominało lot ptaka, jednak zakończenie było o wiele gorsze, mokra plama tylko tyle po nim zostało.
    Każda inna przedstawiała podobną równie straszną scenę, w której działy się najróżniejsze możliwe okrucieństwa. Od pobić, po tortury i morderstwa. ~Dlaczego to coś mi to pokazuje?!~ Uczucia z tych wspomnieć, które teraz utkane były z ognia przechodziły wprost do jego głowy. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy, nawet one chociaż kapały na posadzkę, nie były w stanie ugasić ognia.
- Dlaczego?!- Zawył przepełniony bólem, który trafił do niego. – Dlaczego każesz patrzeć mi na to?! Czym zasłużyłem sobie na to?! Dlaczego..?- Skulił się uderzając pięściami o podłogę, łzy uniemożliwiały mu prawie całkowicie patrzenie. Biała postać wyciągnęła przed siebie rękę, jej paznokcie były nieco dłuższe niż palce i zwężały się na końcach- przypominając szpony. Na otwartej dłoni pojawił się mały przedmiot, aby go dojrzeć Tsunayoshi musiał przetrzeć oczy parę razy. Wyciągnięta w jego stronę ręka, trzymała pierścień, pierścień Vongolii w swojej pierwszej, pierwotnej wersji. Patrząc na niego teraz Decimo czuł obezwładniający smutek, jakoby całe jego istnienie zostało przeklęte i przeznaczone jedynie na stratę. Łzy znów zaczęły ciec po jego policzkach, brodzie, kapiąc to na rękę to na ziemię. Wstał bardzo wolno, nie czując się pewnie na własnych nogach. Podszedł do postaci wyciągając prawą rękę przed siebie. Dłoń z bieli uniosła się trochę w dół, dając mu możliwość dotknięcia pierścienia. Gdy tylko jeden z jego palców natrafił na metal, wybuchł on stając się pasmem jasnego światła, które otoczyło Tsunę i skierowało się w stronę wciąż trwających wspomnień.
- Musisz poznać swoje dziedzictwo, Tsunayoshi Sawada, Decimo Vongola- głos białej postaci, wydawał mu się jakby znajomy, lecz nie widział skąd go znał. Był dość melodyjny, pradawny, ale płeć tego wciąż nie była określona. Światło wbiło się w ogniste wspomnienia zmieniając ich treść czasem doszczętnie niszcząc, wszystko się zmieniało, po chwili płomień zastąpiło czyste światło, otoczyło ono też Tsunę, biegnąc po jego palcach, dłoni, nadgarstkach, łokciu, ramieniu, coraz wyżej zagarniając całe jego ciało. Światło łagodziło wszystkie nieprzyjemne uczucia, wydawało się składać z miłości i ciepła, które przebijało wszystkie inne odczucia. Otuliło go swoim blaskiem dając mu także coś czego poczuć nie mógł, to co miał poznać dopiero w godzinie najcięższej z prób, poznania prawdziwego dziedzictwa z rodu, z którego pochodzi. Spojrzał w górę, na białą postać, skinęła lekko głową i wtedy ujrzał, że przez nieskalaną biel ujawniają się oczy. Całe w różnych odcieniach pomarańczy- stworzone z płomienia nieba o białych wąskich wręcz szpiczastych źrenicach. Widok wydał mu się nienaturalny, niepojący, a spojrzenie niosło w sobie przerażająca siłę i zdecydowanie.
- Kim jesteś..?- powiedział cicho. Jednak w tej samej chwili palec wskakujący przypominający szpon wskazał na jego serce, a on zaczął spadać w dół.
- Scrimolo*, labbro*- to było ostatnie co usłyszał i zobaczył w tym ‘śnie’.

~~

assonato phantom- senne zjawylabbro, scrimolo- krawędź skraj

18 czerwca 2013

21. [KHR FANFIC] Rozdział 5 "Phantasm"

Witajcie!

    Ten rozdział w przeciwieństwie do poprzedniego powstał bardzo szybko i sprawnie i chociaż w moim zeszycie zajął 3 strony [1,5 kartki] naprawdę wyszedł dość krótki, tak więc musicie to przeżyć. Na pocieszenie dodam, że mam już około połowię r6, więc ujrzycie go dość szybko. Zapraszam do czytania i komentowania. Do tego coś strona źle mi dzisiaj działa i nie chce współpracować, bo czcionkę mi źle ustawiła i odstępy usuwa xd

~~

Rozdział 5 "Phantasm"



    Elena była piękną kobietą, której zależało na Vongolii. Dlatego też dołączył do nich Spade, ponieważ droga była mu ta kobieta. Ona oprócz swego wyglądu miała uczynne, dobre serce i była ważną częścią organizacji, chociaż otwarcie w niej nie działała.
                                                                                 
    Gdy pierwszy raz otworzył oczy, świat wydawał się zamglony i zamazany, przez chwile nie wiedział gdzie jest. Dostrzegł zarys postaci stawiającej coś prawdopodobnie na szafce. Miała jasne, długie blond włosy. Tsuna pomyślał nawet, że umarł i anioł przyszedł po niego. Jednak utracił świadomość równie szybko co ją odzyskał.
    Gdy drugi raz uniósł powieki świat wydawał się normalny, a ktoś właśnie cicho wszedł do jego pokoju. Wolno podniósł się do siadu, krzywiąc się nieznacznie.
- Powinieneś jeszcze leżeć- odezwał się ciepły głos. Tsuna uśmiechnął się nieznacznie do podchodzącego i siadającego na skraju łóżka Giotto.

- Nic mi nie jest, martwiłem się bardziej o ciebie, w końcu z mojej winy zostałeś postrzelony. – Głos mu dziwnie zadrżał i niepewnie wyciągnął rękę dotykając wybrzuszenia od bandaża na jego koszuli. Primo złapał jego rękę w nadgarstku i przyłożył dłonią do miejsca gdzie znajdowało się jego serce.

- Nie masz do tego powodu, gdyż wciąż żyję, póki bije moje serce.- Tsuna odpowiedział mu jedynie lekkim uśmiechem i skinął głową. ~Bije tak spokojnie, chociaż ucierpiał, a mi nie stało się nic, a wydaje się, że moje zaraz wyskoczy. To nie ma większego sensu... A może?~ Poczuł jednak spokój i rozluźnił się nieco.

- Kim była osoba, kobieta, która tutaj przyszła?- Zapytał po chwili, zbyt ciekawy odpowiedzi, chociaż również mogła to być halucynacja, przywidzenie.

- Elena przyszła do ciebie- odpowiedział wstając i zaczął chodzić po pokoju.- Muszę cię przeprosić za to co stało się trzy dni temu.

- Trzy dni?!- Przerwał zaskoczony Tsunayoshi.- Byłem nieprzytomny aż całe trzy dni?

- Niestety tak, nie dało się ciebie obudzić jakbyś zapadł w śpiączkę- wyjaśnił mu krótko.
- Myślałem, że o wiele krócej… Ale to było dziwne, wydaje mi się, że słyszałem na początku śpiew, a potem widziałem jedynie czerń i nic więcej. Jednak mogło mi się to przesłyszeć, albo to tylko moja wyobraźnia. Nie potrafię tego zrozumieć. Dzieje się to za szybko.- Mruknął przymykając oczy. Położył się i został przykryty kołdrą przez Giotto.
- Oby ci się tylko zdawało- powiedział cicho.- A teraz powinieneś się przespać. Rozmowę dokończymy później.

- Zostałbyś ze mną?- Zapytał niepewnie szatyn, zdawał sobie sprawę, że brzmiało to szczeniacko, ale słowa obecnego szefa zmartwiły go i nie chciał, obawiał się trochę być teraz sam. ~Oby? Jak to oby? Ale co jeśli była to prawda? Co wtedy mam zrobić?~

- Dobrze- skinął głową i pozostał przy nim.

            
~~
             

phantasm- przywidzenie [według jakiegoś dziwnego słownika]

14 czerwca 2013

20. [KHR FANFIC] Rozdział 4 "Passeggiata a notte inoltrata"

Witajcie!

    Ten rozdział zabił moją wenę na amen, umarło przy nim wiele biednych zwierzątek i wszystkiego innego. W ogóle nie mogłam zacząć go pisać, ale właśnie on stał miedzy 'nudnym początkiem' a 'fabułą'. Oceńcie sami jego beznadziejność. Całe szczęście, że jednak udało mi się znaleźć piosenki, które mi pomogły napisać 3 część tego rozdziału. Propozycje, sugestie i opinie mile widziane w komentarzach.
~~

Rozdział 4 "Passeggiata a notte inoltrata"

    G był przyjacielem Giotto od czasów dzieciństwa. Primo zawdzięcza między innymi swoje życie, gdyż przez młodzieńczą głupotę mało go nie stracił. Był lojalny wobec szefa i bronił go nawet wtedy kiedy jego życie było narażone, chociaż nie podobało się temu, który został obroniony. G mimo całej swej porywczości był osobą mądrą i jego rady liczyły się dla Giotto. Jednak ludzie bali się go, jego groźnego wyglądu, tego jak bardzo szybko sięgał po broń, był osobą niebezpieczną dobrze to wiedzieli i uważali na niego.

    Przez naglą zmianę czasu Tsunayoshi nie był w stanie usnąć w nocy pierwszego dnia, gdyż w Japonii minęło dopiero południe, więc właśnie dlatego Primo zaproponował mu, że oprowadzi go wieczorem, chociaż na początku jego Prawa ręka uparcie twierdziła, że powinien wypocząć, ale zbył go machnięciem ręki, więc protest skończył się tak samo szybko jak zaczął.
    Noce we Włoszech były nie wiele zimniejsze od dni w środku lata. Przez tą temperaturę Tsuna chodził ospały i trudniej mu się myślało, jednak po zachodzie słońca było lżej.
    Jedyne co widział do tej pory był to pokój, który został przyszykowany dla niego. Znajdował się na trzecim piętrze co oznaczało chyba, że jest uprzywilejowany, gdyż ci, którzy musieli nocować, spali na pierwszym bądź drugim piętrze, a na trzecim znajdowały się różne ważne osoby, przynajmniej tyle zrozumiał z odpowiedzi G, który nie miał ochoty mu tego tłumaczyć.

    Zmrużył lekko oczy napotykając silne światło latarni podwórkowej, obok niej jak zaczarowane tańczyły ćmy, komary i inne nocne owady. Udał się w stronę ogrodów mając nadzieje, że napotka tam Primo. Skomplikowane wzory z krzewów, kwiatów, kręta ścieżka znikająca na horyzoncie wśród morza zieleni. Miejsce wydawało się dość magiczne, Decimo nie widział piękniejszego ogrodu, jednak nie przypominał sobie, aby to miejsce wyglądało tak wspaniale i czarujące za jego czasów. Przysiadł na jakieś ławce ukrytej w cieniu. Nie spostrzegły go dwie postaci idące niedaleko. Rozmawiały ze sobą cicho czymś zaaferowane pomimo tego, że starały się wyglądać jakby nic się nie działo. Nie był wstanie zrozumieć szybko wypowiadanych słów półszeptem. Jedyne co usłyszał to powtarzające się ‘insorgere*’. Zastanawiał się co to znaczy, jednak owe słowo tak samo szybko jak wpadło do jego głowy to wypadło z niej. Dłuższy czas siedział na ławce zanim zjawiła się osoba, na którą czekał. Zdążył całkowicie zapomnieć o rozmowie dwóch obcych. Przywitał Tsunę z uśmiechem tak jakby żadne troski i zmartwienia nie wyżarły piętna w jego duszy, po ciele tego tym bardziej nie było widać. Nie wiele starszy od Tsunayoshiego.
    Decimo wstał i udał się w przechadzkę w środku nocy z Giotto, w ciemności błyszczały bursztynowe oczy obecnego szefa. Zewsząd otaczała ich cisza tylko ich równe kroki wybijały jakiś rytm. Szatyn przerwał ciszę.
- Mógłbyś mi opowiedzieć trochę co tutaj się dzieje?- Pierwszą odpowiedzią był przyjacielski uśmiech, na który Tsuna nie mógł być obojętny. Czuł jakby znał go od zawsze.
- Zapewne ciekawi cię, w jakiej części Włoch się znajdujesz. Rejon- Kalabria, a najbliższe największe miasto to Catanzaro, portowe tak dokładniej, więc ułatwia to pewne sprawy. Z rodzin, z którymi współpracujemy najbliżej- Shimon, obecnie też prowadzimy negocjacje z Cavallone. Jest o wiele mniejsza i niedawno została stworzona jednak współpraca z nimi może przynieść korzyści dla obu stron, jak nie w tym to w przyszłych pokoleniach. Niedawno w Sycylii ustały zamieszki spowodowane walką kilku rodzin, nas to nie dotyczyło specjalnie. Wpływ Ameryki powoli staje się widoczny w naszej działalności, lecz wciąż największy problem to Rosyjska mafia, w większości chce wyeliminować tutejszą, aby móc przejąć wpływy. Nie jedną już zniszczyli od środka.- Skrócił mu.
- Nie powinniście również uważać na to zagrożenie?- Zapytał po chwili.
- Nie musisz się martwić wszystko jest pod kontrolą- lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Wyszli na otwarty teren, koło wysypane żwirem o średnicy kilku metrów, po środku mała fontanna- niszczona w przyszłości. Granice okręgu otaczał wysoki na ok. półtorej metra żywopłot. Giotto zatrzymał się w pół kroku, obrócił głowę szukając czegoś mroku, mrużąc brwi z niezadowoleniem. ~Coś jest nie tak?~ Tsuna poczuł dziwny lekki niepokój, lecz nie wiedział gdzie znajduje się to co go wywołało. Poczuł jak Primo przyciąga go do siebie zakrywając go swoim ciałem, ukrywając w płaszczu. Mniej niż sekundę później słychać strzał. Krew zabarwia ubranie, przebija się przez kamizelkę. Nabój przeznaczony był dla niego- Dziesiątego. ~Ale dlaczego?~ Myśli jak dzikie psy atakują jego głowę, nic nie wydaje mu się logiczne. ~Przecież bardzo mało osób mnie widziało, skąd mogą wiedzieć kim jestem i dlaczego od razu chcą mnie zabić? Co jest nie tak? Jak mogą?~ Coraz szybciej przewijały się przez jego głowę. Poczuł jak silne ręce przytulają go mocniej i gładzą opiekuńczo po włosach, chociaż Decimo wcale nie ucierpiał.
- Zamknij oczy- usłyszał cichy szept obok ucha, wykonał posłusznie polecenie, chociaż wcale nie chciał tego robić, zacisnął dłoń na jego ubraniu. Nie wiedział co zdarzyło się później, usłyszał jedynie cichy czyjś śpiew, niepodobny do ludzkiego, tak piękny i niepowtarzalny, kusił i wabił do siebie, nic tylko oddać swe życie tej istocie. Stracił przytomność, zaczął opadać w głąb czerni, chociaż nic takiego się nie działo. A słowa odbijały się w jego głowie. ~Volo più persuadersi*~

~~

passeggiata a notte inoltrata- spacer, przechadzka późną nocą
insorgere*powstać, pojawić się, zbuntować sięvolo più persuadersi- latać i uwierzyć

25 maja 2013

18. [KHR FANFIC] Rozdział 3 "Repente ospite"

Witajcie!

    Dziś jest 3 dzień i czas przywitać 3 rozdział, jednak nie jestem pewna czy jutro ujrzycie rozdział 4, ale kto wie. Postanowiłam zmienić adres bloga, bo znalezienie go przez google wcześniej było prawie nie możliwe, a teraz przynajmniej jest łatwiej. I muszę nadmienić, że nazwa nie ma nic wspólnego z khr czy strażnikiem chmury, gdyż została wymyślona przed obejrzeniem przeze mnie wymienionego wyżej anime. W dzisiejszym rozdziale wciąż trwają początkowe nudy, ale zmieni się to niedługo mam zaplanowanych kilka ciekawszych momentów- już współczuje Tsunie. To tyle, oczywiście zapraszam też do komentowania mojego fanfika, w końcu muszę wiedzieć czy ktoś to w ogóle czyta :)

~~

Rozdział 3 "Repente ospite"


    Giotto Primo Vongola Taru był uważany za osobę o wysoce rozwiniętej empatii, nieomylnej intuicji oraz wyczuloną na krzywdę innych. Do tego nieprzyzwoicie przystojny, szarmancki, któremu jeszcze żadna kobieta nie skradła serca.
    Vongolę stworzył tylko po to, aby chronić swoich przyjaciół, a raczej ludzi żyjących w miasteczku, w którym mieszkał, ponieważ ów miejsce było wiecznie napadane, grabione przez mafię, która bardzo lubiła zabijać przypadkowych mieszkańców. Nie zostało, więc mu nic innego jak spróbować obronić ich przed tą niesprawiedliwością, aby mieć jakąś możliwą szansę założył mafijną rodzinę.

    Oboje patrzyli na siebie zszokowani, co jak co, ale przenieść się ponad wiek w czasie do przeszłości nie zdarza się często tak samo jak zobaczenie wnuka z piątego pokolenia i swojego następce.
- Decimo..?- Pierwszy otrząsnął się Giotto przyglądając się uważnie Tsunayoshiemu. On był jedynie w stanie skinąć głową, nawet zabrakło mu siły by wstać.- Tsunayoshi, jak ty się tutaj znalazłeś?- Primo perfekcyjnie posługiwał się japońskim za co Tsuna był mu wdzięczny, bo nie było bariery językowej, ponieważ wyjątkowo śmiesznie musiałoby wyglądać gdyby chciał za pomocą rąk wytłumaczyć mu jak to nastąpiło.
- Bo Reborn chciał wypróbować nową kulę, więc mnie postrzelił do tego trafiła mnie bazooka Lambo- powiedział szybko na jednym wdechu. Do tego twarz wykrzywiła mu się grymasie jakby miał się zaraz rozpłakać. Ramiona zaczęły mu drżeć tak samo jak dolna warga, którą zagryzł. Nie miał zamiaru płakać jak dzieciak przed nim. Może to zrobić później, gdy będzie sam, a nie teraz. Giotto ukucnął przed nim i uśmiechnął się pokrzepiająco. O dziwo to pomogło i trochę się uspokoił.
    Do pomieszczenia wszedł różowowłosy mężczyzna z tatuażem na prawej części ciała, który ciągnął się coraz niżej, znikając pod koszulą, przedstawiał płomienie.
- Co się stało Giotto?- Zapytał go, jednak Tsuna nie był wstanie zrozumieć tego co mówił, gdyż rozmowa odbywała się po włosku.
- Później ci wszystko wyjaśnię, a teraz idź i przygotuj pokój, mamy ważnego gościa- zwrócił się do podwładnego, który powiedział coś pod nosem i niechętnie opuścił pomieszczenie.- Pojawienie się tutaj musiało być dla ciebie dużym szokiem tak samo jak dla mnie, ale poradzimy sobie jakoś z tym.- Zwrócił się do Tsuny w zrozumiałym dla niego języku, podniósł się i wyciągnął rękę w jego stronę, aby pomóc mu wstać. Szatyn z wdzięcznością skorzystał z tej pomocy, bo wciąż nie czuł się pewnie na nogach.

- Działanie bazooki kończy się po 15 minutach, ale w połączeniu z tą kulą to nie jestem pewien ile to może trwać.- Odezwał się Tsunayoshi gdy szedł razem z Primo korytarzem siedziby Vongolii. Po drodze mijali paru podejrzanych mężczyzn w garniturach, którzy przynajmniej skinieniem głowy witali szefa. Widać było, że bardzo go szanują i czują respekt wobec niego.
- Niedługo się przekonamy czy czas działania wydłużył się, a jeśli tak to o ile.- Wyjął złoty zegarek z kieszeni i otworzył go.- Minęło ponad dziesięć minut.- Zamknął go, zacisnął rękę, w której trzymał przedmiot i spojrzał na Tsunayoshiego. Jednak ich rozmowa została przerwana przez różowowłosego mężczyznę, który podszedł do nich.
- Zrobiłem to o co mnie prosiłeś, więc może mi wreszcie to wytłumaczysz?- Zapytał już zirytowany mężczyzna.
- Więc chodź za mną- odpowiedział mu Giotto i ruszył przed siebie. Przeszli jeszcze kilkanaście metrów długim korytarzem, aż Primo nie zatrzymał się przed drzwiami jednego z pokojów, otworzył drzwi i wszedł do środka, za nim jeden z jego ludzi i przyszły następca.
    Tsuna rozpoznał ten pokój, tylko raz był we Włoszech i to właśnie w tym miejscu przyjął go Dziewiąty. W tym pomieszczeniu od zawsze był pokój szefa, z tego miejsca wychodziły wszystkie rozkazy, decyzje czy wyroki. Jednak pokój w obecnej chwili nie wyglądał tak dostojnie jak za czasów Tsuny. Na biurku stojącym na środku pokoju piętrzyła się sterta papierów, krzesło ustawione było w stronę drzwi tyłem do okna. Po jednej stronie pokoju stała szafa o nieznanej zawartości oraz mała kanapa zaś po drugiej znajdował się kominek, nad którym wisiał herb Vongolii.
    Giotto zajął miejsce przed biurkiem ignorując papiery znajdujące się na nim. Tsuna także usiadł zaś różowowłosy stanął przed swoim szefem i patrzył wyczekująco.
- To jest Tsunayoshi Sawada, będzie dziesiątym szefem Vongolii. Przez mały wypadek cofnął się w czasie i znalazł się tutaj.- Wyjaśnił ogólnie Primo, po chwili wyjął w kieszeni zegarek i spojrzał na jego tarczę.
- Dziwniejsze rzeczy się zdarzały- westchnął jedynie podwładny.
- Jednak zostaniesz z nami trochę dłużej Tsunayoshi- Giotto spojrzał na szatyna siedzącego na kanapie, który wyglądał na zdziwionego, obecna sytuacja zaczynała go lekko przerażać.
- Więc zostało cię przywitać w siedzibie pierwszego pokolenia Vongolii- różowowłosy, który nie był tylko podwładnym, ale także prawą ręką Primo nazywał się G. Uśmiechnął się przyjaźnie do chłopaka, jego japoński też był bez zarzutu. Tsuna odetchnął głęboko. Zawsze ciekawiło go jak żyli, ale co z jego czasami, martwiło go jak wróci, ale wierzył, że mu pomogą.

~~

Repente ospite*- niespodziewany gość

24 maja 2013

17. [KHR FANFIC] Rozdział 2 "Scavalcare"

Witajcie!

    Jak widzicie już następnego dnia spotykamy się z drugim rozdziałem, tego się nie spodziewałam po sobie. Bądźcie przygotowani na spam tego fanfika, cieszcie się bo to lepsze niż spamowanie obrazkami z Primo [dlaczego mam ich tak dużo? xD]. Drugi rozdział ma tym bardziej więcej właściwej akcji, bo poprzedni nie miał chyba żadnej wnoszącej coś do fabuły, ale trzeba jakoś zacząć. I jest dłuższy nie wiem o ile, ale zawsze. Przecież muszę mieć co wam tu wrzucać, więc lepiej częściej i krócej niż rzadko i dłużej [czyli raz na miesiąc]. Mój nick się trochę zmienił, a raczej otrzymał nazwisko, ponieważ posługuję się tutaj imieniem mojej OC, może nawet, w którymś opowiadaniu się kiedyś pokaże, ale mniejsza nie ważne. To tyle. Oto i drugi rozdział.

~~

Rozdział 2 "Scavalcare"
    Tsunayoshi-Beznadziejny-Tsuna-Dziesiąty-Jyuudaime-Decimo Sawada był osobą nieudolną w każdej możliwej dziedzinie. Dlatego w szkole zyskał przydomek Beznadziejnego Tsuny, ponieważ nie był dobry ani w sporcie, ani w nauce otrzymując najniższą liczbę punktów z każdego sprawdzianu zapewne to było powodem, przez który nie posiadał on przyjaciół.
    Zmieniło się to jednak po przybyciu do jego domu korepetytora (płatnego zabójcy) Reborn'a, który oświadczył mu, że z jego pomocą stanie się dziesiątym szefem Vongolii- mafijnej rodziny. Wywrócił jego życie do góry nogami, wielokrotnie narażając jego życie. Jednak po morderczym treningu Tsunayoshi zyskał nie tylko przyjaciół, ale ten gram odwagi oraz umiejętności przywódczych i stracił przydomek beznadziejnego.
    Jego życie zaczęło dzielić się na dwie części, spokojny okres, w którym nic się nie działo i mógł odpocząć, zaś drugi na szalone oraz niebezpieczne wydarzenia dotyczące Vongolii. Tsuna o wiele bardziej lubił ten pierwszy okres i obecnie trwał on w najlepsze.

    Słoneczna sobota, ani jednej chmury na niebie, żadnych walk mafii, nic tylko leniuchować. Taki właśnie był zamiar Dziesiątego. Leżał on z zamkniętymi oczami na kocu rozścielonym w ogródku jego domu. Spokój trwał krótko, ponieważ poczuł jak coś mocno uderza go w brzuch. Otworzył oczy i ujrzał piłkę Lambo, która odbiła się od jego ciała. Chwilę później wybiegł jej właściciel wraz z I-Pin. Jak zwykle się o coś kłócili i strasznie o przy tym hałasowali. Tsuna usiadł z delikatnym uśmiechem patrząc na tą scenę, nawet takie coś było dla niego oznaką tego, że nic niebezpiecznego się nie dzieje i może spokojnie nic nie robić.
- Dobrze, że tutaj jesteś Beznadziejny Tsuno- w oczach korepetytora wciąż daleko było mu do szefa takiego jak Pierwszy czy Dziewiąty. Od Tsunayoshiego była wymagana perfekcja (której nigdy nie osiągał), ponieważ poprzeczka postanowiona była w najwyższym możliwym miejscu. Był on aż nazbyt podobny do pierwszego szefa jak i założyciela Vongolii- Giotto Taru, więc wymagane było, aby był do niego podobny, niektórzy nawet sądzili, że Primo powrócił, co osobiście smuciło go, że po pierwsze nigdy nie będzie to prawdą, ponieważ łączy ich jedynie wygląd. Po drugie: wydają się nie doceniać go i jego możliwości.
    Odwrócił głowę w stronę Reborna, który wyglądał jak niemowlak ubrany w garnitur i kapelusz na którym siedział kameleon Leon, ale najdziwniejszą częścią jego stroju były bokobrody, który były naturalne.
- Leon wyprodukował nową kulę, więc chcę ją jak najszybciej wypróbować- wyjaśnił arcobaleno- Reborn.
- Nową kulę? Czekaj czy to aby nie oznacza, że chcesz mnie nią postrzelić? Nie ma mowy!- Tsuna kategorycznie się nie zgadzał i wystawił ręce do przodu chcąc się tak obronić. Korepetytor jak zawsze nie zwracał uwagi na takie wymówki tylko zdjął z kapelusza Leona, który przemienił się w zielony pistolet i wymierzył w głowę Sawady. W momencie, w którym niezwykła kula dosięgnęła jego głowy także dziesięcioletnia-bazooka Lambo trafił go, co spowodowało nieprzewidywalny efekt.

    Podróż w tym międzyczasie wydawała się całkowicie inna od poprzednich, które przeżył. Wszystko było w odcieniach sepii. Stracił przytomność.
    Ocknął się w ciemnym pokoju, jedynie świecznik rzucał blade światło, ów przedmiot był przez kogoś trzymany.
- Per il lesto!* - Kobiecy głos krzyknął i wypuścił świecznik z rąk i wybiegł z pokoju.- Intruso* - Było słychać na całym korytarzu. Tsuna usłyszał jakąś wymianę zdań, kobiecy poddenerwowany głos mówił coś szybko, zaś drugi męski był spokojny. Zanim jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności, ktoś otworzył drzwi i zapalił światło. Szatyn przetarł oczy, a gdy spojrzał na osobę przed nim zdziwił, że czynność musiał powtórzyć raz jeszcze.
    Przed nim stał blondyn niezwykle podobny do niego, był jednak wyższy bardziej przystojny, dostojny i dumny z wyglądu od niego. Bursztynowe tęczówki przyglądał mu się rozszerzając się ze zdumienia.

- Decimo..?

~~

Scavalcare*- przeskoczyć [przeskok]
Per il lesto!*- co do reszty [nie mogłam znaleźć w słowiku czegoś odpowiedniego, więc padło na to]
Intruso*- intruz

23 maja 2013

16. [KHR FANFIC] Rozdział 1 "Farsi da parte"

Witajcie!

    Tym razem, krótki rozdzialik do mojego fanfika, wymyślonego na dniach i o dziwno postanowiłam go spisać, a rzadko takie cuda się zdarzają, więc się cieszę. W najbliższym czasie raczej to będzie pojawiać się na blogu, gdyż mam na to ogromnego weniacza, a raczej na początek. Oczywiście jak w tytule posta zostało napisane, będzie to całkowicie mój pomysł z wykorzystaniem postaci z anime khr [tak bardzo mi się pełnej nazwy nie chce pisać]. Wiecie Reborn i te sprawy, ogólnie dużo mafii, bishów w garniakach i innych tego typu rzeczy. Tytułu rozdziałów są w języku włoskim, aby zrobić jakiś klimat, staram się używać pojedynczych słów, aby było jak najmniej błędów, ale co ja mogę więcej na to poradzić. Może uda mi się dorwać w swoje rączki słownik tego języka, ale pewna nie jestem. Więcej informacji będzie przy następnym rozdziale, bo też można uznać za wstęp czy cokolwiek innego prolog, albo kawałek przeszłości. To tyle ode mnie.

~~

Rozdział 1 "Farsi da parte"


Jedynym świadkiem tego wydarzenia był księżyc w pełni i niezliczone gwiazdy na nieboskłonie. Płaszcz powiewał szarpany przez nocny wiatr. Obojętne spojrzenie bursztynowych oczów spotkało się z nienawistnym pełnym żądzy mordu. Dwie postacie odziane w garnitury, dwóch dorosłych tylko jedna broń. Pistolet wymierzony w skroń blondyna, który pozostawał nieczuły na rychłą śmierć.
- Osare!* Nie masz szans, aby mi uciec! Ty i ci twoi ludzie wyciągnęliście od nas informacje i myślicie, że ujdzie wam to płazem?! Nigdy na to nie pozwolimy! My z herbu Syrmaticus reevesi* [bażant królewski] nie pozwolimy, a tacy ludzie jak wy mogli chodzić i niszczyć tą ziemię!- Słowa pełne przekonania były nawet podkreślane w jego czynach. Ręka nie drgnęła mu ani o milimetr, odważnie i pewnie był bliski spełnienia obietnicy pozbawienia go życia tylko jedno pociągnięcie za spust wystarczyłoby, aby zakończyć żywot mężczyzny.
- Jak my? A czy kiedykolwiek spojrzałeś na wasze działania? To, że wasze czyny niczym trucizna zatruwają tą ziemię? Zabijają ludzi, niszczą ich od wewnątrz, wy jesteście zarazą tego miejsca, nie my. Obiecałem chronić tych ludzi i tej obietnicy dotrzymam nawet kosztem mego życia, niezbyt to wielka cena za dobro ogółu.- Odpowiedziała mu jego ofiara także pewna swych przekonań.
- Będziesz za swe herezje odpowiadał przed...- Oczy jak i usta niedoszłego kata otworzyły się szeroko, jego ciało bezwładnie opadło na ziemię przed blondynem. W jego ciało wbita była strzała, zmarł nim zdążył dokończyć zdanie, czy choćby poczuć wiatr na karku od nadlatującego niebezpieczeństwa.

- Najbardziej przykre jest to, że nie mam tego wyboru, czy ktoś musi zginąć czy nie, dlaczego nie umieją spojrzeć na sytuację z innej strony i ją zaakceptować? Nie chciałem nikomu z nich odpierać życia.
- Dlatego właśnie on nas zdradził, to uznał za naszą słabość, chciał abyśmy byli niezwyciężoną potęga, ale cóż wyszło inaczej. Jednak moim zdaniem nie był to dobry wybór, przecież z łatwością mógłbyś pozbyć się go. Stanowił problem.- Powiedział idący z tylu różowowłosy.
- Czy nie bylibyśmy wtedy podobni, do tego czego chciał? Lepiej jest tak jak jest. Jeżeli będą potrzebować pomocy znajdą nas, jednak dla każdego czas kiedyś się kończy.- Wyjął z kieszeni złoty zegarek na łańcuszku, który wybijał rytmicznie sekundy. Gdy spojrzał na tarczę zamknął go i schował z powrotem.- Nic tu po nas, czas odejść- powiedział spoglądając na podwładnego.
- Jesteś tego pewny?- Zapytał mając nadzieje, że to tylko żart i jutro będzie jak zwykle, jednak wszystko się skończyło. Niebezpieczny mafijny świat stał się nagle odległym wspomnieniem. Po tym wszystkim trudno będzie przejść do normalnego życia.


~~~

farsi da parte* - wycofać się, odejść
osare*- śmieć [według Carli]
Syrmaticus reevesi*- bażant królewski