Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parodia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parodia. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2013

27. [Naruto FANFIC] Jesteś ostry jak ten naleśnik

Witajcie!

    Prezentuję dziś jeden z pierwszych fanfic'ów z Naruto. Ten miał być wesoły i humorystyczny, ale sami oceńcie. Pisany narracją pierwszoosobową.

~~


    Dzień zaczął się jak zwykle zwyczajnie. Słońce wpadało przez okno do pokoju, gdzieś na dole ktoś znowu jak zawsze zamiatał liście, które  nie wiadomo jak i gdzie co rano przykrywały chodniki wioski [w zimę to był śnieg, jednak wciąż podejrzane]. Leniwie wyszedłem z łóżka, to też była codzienność. Nigdzie mi się nie spieszyło, bo niby gdzie.  Ubrałem się na maskę założyłem następną. To mój osobisty sposób na zabicie w ciekawskich ludziach ich logiki. Przecież nikt się tego nie będzie spodziewał! Chwytam w dłoń jeden z nieprzeczytanych tomów książki i chowam do kieszeni. Upewniam się, że zamknąłem drzwi i opuszczam dom przez okno. Pohasałem  po dachach do siedziby Hokage, aby dowiedzieć się jaką grupę otrzymałem w tym roku. Już im współczuje, następna grupka, która nie zda.

    Było dużo po dziesiątej gdy czytałem listę z 3 nazwiskami, która okraszona była zdjęciami. Na jedno ze zdjęć patrzyłem dłuższą chwilę. 

- Ninja w pomarańczowym dresie? To dowalił…- mruknęłam sam do siebie, bo nikogo nie było na przestrzeni kilometra. Do tego nawet nie potrzeba cheaterskiego oka, które obecnie zakryte było przez ochraniacz na czoło.


    Spotkanie z moimi podopiecznymi nie było najlepszym pierwszym spotkaniem w moim życiu. Wciąż nie mogę wytrzepać kredy z włosów, oprócz tego, że są srebrne to teraz jeszcze białe. Czułem, że przedwcześnie zsiwieje, ale żeby tak na dzień dobry? Gdy opowiedzieli mi o sobie, mogę stwierdzić jedynie.  Sakura- Barbie (różowe włosy…) [Sasuke-kun, Sasuke-kun, Sasuke-kun]; Naruto- dziecko ADHD (z lisem w brzuchu- promocja w Biedronce) [Ramen, Hokage, Hokage, Hokage, Ramen, Ramen]; Sasuke- emo (prawdopodobnie nr 1 w wiosce w sztuce emowania) [zabić, zabić, zabić, hoduje najlepsze szafowe grzyby na tym terenie].

    Po jednym dniu w ich towarzystwie muszę stwierdzić, że bez tabletek się nie obędzie. Ten z ADHD w pomarańczowym dresie ciągle kłóci się z emo, gdy Barbie wzdycha do emo, który uważa, że jest irytujący, zaś ADHD wzdycha do Barbie, która też uważa, że lisowaty jest wkurzający. Do tego to gorsza Moda na sukces niż na jedynce. Na pocieszenie dla nich sądzę, że wszyscy są równie upierdliwi. A jak nie pomogą tabsy to najwyżej będę cię ciachać po nadgarstkach zaostrzonym naleśnikiem, wpadnę do Iruki, nie tylko ja byłem świadkiem powstania morderczych naleśników, dobrze, że nie eksplodują gdy się je zje. Chociaż kto wie. Ja wolę nie ryzykować, lubię moje gardło, tchawicę czy nerki. Są fajne.

    Co najgorsze udało im się zdać, nie sądziłem, że emo pierwszy wysunie propozycje nakarmienia ADHD. A niech to dunder świśnie… Gdzie moja książka?!

[Paręnaście misji później, po egzaminie~~]

    Dzień jak zwykle słoneczny, wiatr przyjemnie ochładza, gdzieś słychać miarowe zamiatanie liści (drzewa wciąż są ich pełne, więc ktoś musi je dorabiać, jakaś manufaktura, albo hurtowo made in China), co pewien czas dźwięk przewracania kartek w książce oraz ‘radosne’ dźwięki bijącego się emo z dzieckiem ADHD w stylu dziewczęcym- z paznokci go. Przez dzisiejszy trening nie mogą zrobić nic więcej- czasami jestem zły. Aby obliczyć kto wygrał, trzeba obliczyć ilość zadrapań, ten kto ma ich mniej wygrywa. Chociaż u Naruciaka to raczej trudne, bo przez te lisie blizny a’la wąsy, można zgubić się w liczeniu. Barbie została przez nich zignorowana, więc ja zostałem uraczony jej towarzystwem, co pewien czas potakując czy dorzucając jakieś niezobowiązujące pytanie. Mam podzielną uwagę jednak bardziej ciekawiło mnie co stanie się z Bernardem i Clarą!

    Gdy podniosłem wzrok znad książki zobaczyłem morderczy wzrok Saskłe, który przeznaczony był dla Naruciaka, ale to był inny szczegół. Owe emo miało tak czarne oczy, że na próżno było szukać źrenic. Może gdyby wsadzić mu palec do oka to by dało się znaleźć, a może i nie? Bo w końcu źrenica to dziura tak jakby…

    Zachodzące słońce oznaczające koniec dnia było znakiem, że czas już się zbierać do czterech własnych ścian. Spojrzałem na nich. Emo wraz z ADHD opierali się o siebie plecami i spali pozaznaczani małymi zadrapaniami na twarzy. Zaś na ich głowach znajdowały się wianki z kwiatów, które zrobiła Barbie. Sama też jeden miała na głowie i podeszła do mnie trzymając podobne dzieło, włożyła mi go na głowę z uśmiechem, zadowolona ze swego dzieła.

- Dziękuje, Sakura.- Wszystkie wianki były identyczne, chociaż jak na moje oko to ten, który był na głowie Sasuke zrobiony został lepiej, chociaż może mi się wydaje.- Czas już wracać do wioski. Pomóż mi ich obudzić.

    Gdy oboje się obudzili Naruto wyśmiał kwiatową ozdobę Sasuke, śmiejąc się na cały głos. Dostał w żebro od bruneta.

- Masz taką samą na głowie, młotku- powiedział jak zwykle głosem, które przewijało ślady wiecznego i wieczystego focha na świat. ADHD był niepocieszony gdy został o tym poinformowany, ale ożywił się, gdy usłyszał kto je zrobił.


    Mimo tego wszystkiego potrafią być dobrą drużyną i współpracować. Gdzie jest klucz do domu? Zostawiłem go w środku… No pięknie, to pokazałeś swoje umiejętności Kakashi…

31 lipca 2013

25. Zdziśka i Miećka przygoda życia

Witajcie!

    Dzisiaj dodaję nieśmieszną [według mnie] parodię, do której trochę natchnął mnie Gothic 2. Pod koniec wena mi przeszła, więc może wydawać się dziwne i zmieniać nagle w jakiś inny gatunek, ale chyba da się przeżyć i jest krótkie, więc nie powinno być aż tak źle. Zapraszam.

~~

    Zdzisiek i Mieciek byli przyjaciółmi od czasów tak dawnych, że nikt nie pamiętał aby któryś z nich był osobno. Byli jak bracia syjamscy, ale w dwóch oddzielnych ciałach, z czego powodu chyba ubolewali.
    Zdzisiek był wojownikiem co walczył nożem w wersji dla olbrzyma do tego był zardzewiały i nie jeden troll w zębach nim grzebał.  Mieciek zaś był magiem samoukiem i za kostur robił mu mop tylko bez tej włochatej ścierającej części, ponieważ przerobił ją na efektowną piżamkę w różowe poniacze.
    Gdy razu pewnego oboje postanowili udać w przygodę życia podczas, której to mieli zdobyć bogactwo, chwałę oraz przydrożny burdel nie chcieli zwlekać, aby zdobyć to jak najszybciej, a przynajmniej to ostatnie. Zdzisław i Mieciek pomimo tego, że lubili kasę oraz to, że w przyszłości rozpoznawać będzie nie tylko pani Jadzia z monopolowego, w którym to dostali 5% zniżkę stałych klientów, ale najbardziej lubili dziewczyny, chociaż po mieście inna plotka chodziła.
   Zdzisiek przywdział swój najlepszy armor- sweter od babci -20 do obrony przed atakami starych panien i +10 do obrony przed potworami. Włożył swoją klingę- przyrdzewiały widelec za szlufkę wysłużonych dresów, uczesał włosy w stylowego czuba i spryskał się wodą kolońską, jakby mieli ratować księżniczki czy inne panny, żadną nie pogardził.
    Mieciek zaś nałożył niebieski szlafrok swego ojca, ponieważ jego codzienny strój bitewny- różowy flanelowy w spodku po przyjacielu dziadka z wojska, wojna łączy ludzi; był w praniu gdyż krew z nosa Zdziśka wciąż nie chciała schodzić po ostatnim maratonie seriali cenzurowanych, czyli sławetnej „Mody na sukces”.  Do tego swój staf przytwierdził do pleców za pomocą kropelki wraz z brodą składającą się z 3 włosków. Nałożył ulubione gumofilce i okulary z wybitą jedną szybką.
   Oboje tak przygotowani wyszli z miasta przez główne wrota, a towarzyszyły im okrzyki radości, gdyż miejscowi mogli wreszcie zdjąć spinacze ze swych nosów. Gdy wyszli za mury miasta udali się do stajni gdzie wynajęli jednego dziubdziuba na kredyt. Ledwo udało im się na niego wsiąść, gdy udali się na drogę zobaczyli rozwidlenie w dwie strony. Jedna w prawo przedstawiała: ‘ Do Mordoru 500mil, nikt nie przetrwa’ i efektowne amatorskie czaszki z piszczelami pod spodem. Zaś druga w lewo ‘Kraina gejo elfów 200mil, weź ze sobą kumpla’ do tego rysuneczki tęczy.  Postanowili, że udadzą się w lewo, gdyż droga była krótsza, a zapasów żadnych nie mieli i bardzo nie lubili elfów, więc postanowili zniszczyć zarazę u źródła i wyrwać ten pęd fanów 1D i tego drugiego, ponieważ prawdziwi mężczyźni słuchaj jedynie disco polo.
    Dziubdziub osiągał niewyobrażalną prędkość 1/10 km/h, więc podróż miała trwać jakiś ułamek milenium, ale i tak wszyscy byli zadowoleni.  Po bliżej nieznanym czasie i 3 wieczorach spędzonych na jedzeniu grzybków przy czym Zdzisiek nabawił bolesnego rozwolnienia i wymiotów, które chętnie zjadł wierzchowiec, ponieważ dziub utrudniał mu jedzenie, więc już przetworzone chęcią zjadł. Przy pełni księżyca i akompaniamencie pisków Miećka za każdym razem gdy ugryzł go komar wdarli się do jaskini. Dziubdziub pilnował tyłów.
    W środku znajdowała się chorda nieumarłych  więc zaczęła się walka z wykorzystaniem każdych możliwych chwatów, gdyż szkielety nie posiadały ni mózgu ni oczu, więc dosyć łatwo było je oszukać. Jednak gdy z głębi wyszedł ogromny pająk, który chronił ostatecznego skarbu, Zdzisiek rzucił się na niego z okrzykiem bojowym ‘za mamusię’ i gdy nóż w wersji olbrzymów pękł w miejscu gdzie było najwięcej rdzy. Pająk miał zamiar już zaatakować, lecz kula ognista domowej roboty przyfajczyła mu dupsko tak samo jak Zdziśkowi.
- Chłopacy jak mogliście, mnie tylko wynajęto…- Pająk się fochnął i wyszedł z jaskini w stronę ZUS’u [czyt. Mordoru] po odszkodowanie za szkody moralne i zdrowotne.
- Sorry, nie wiedzieliśmy- odpowiedzieli mu.
- Głupio wyszło…- Mruknął Zdzisiek drapiąc się w tył głowy złamanym nożem.
- Za bardzo się wczuliśmy, ale cóż trzeba iść dalej- Mieciek poklepał go po ramieniu i ruszyli dalej. Gdy weszli do ostatniego pomieszczenia oślepił ich blask tęczy, a potem ujrzeli dwa elfy siedzące na kamiennym tronie, a pod nimi leżała zbroja oraz miecz jakby tylko czekał na zabranie.
- Czy to jest ta legendarna zbroja?
- I miecz?- Oboje rzucili się na te przedmioty.
- Tak to Zbroja Pożeracza Dusz!- Zachwycił się Mieciek.
- I Miecz zniszczenia świata!- Zdzisiek przytulił do siebie ostrze.- Już nigdy cię nie zostawię ukochany…
- W tej jaskini spotkała nas jedynie krew, ból oraz pęknięte wrzody żołądka- podsumował Mieciek gdy wracali na dziubdziubie. Nie wiedzieli, że za ogon wierzchowca trzymał się jeden z tych szkieletowych elfów nucąc pod nosem ‘to już jest koniec’.

08 marca 2013

14. [tytuł roboczy] Kufufufu a teraz wyłaź z grobu śmiertelniku!


Witajcie!

   Mam dla was wreszcie opo, które może jest nawet śmieszne, lecz nie ma zamiaru ono obrażać niczyich uczuć religijnych to tylko moje, może lekko zabawne wyobrażeni do opowiadania. Enjoy~!

~~~
ilość słów:
1222
stron: 2
dedykacja:
"Dla tych, którzy po nocach przy świetle gwiazd i nowiu szepczą słowa niewypowiedziane, tym, którzy robią złe rzeczy, aby dobre cele mogły przetrwać"
~~~~~~
    Jak każdego dnia tak i teraz słońce wychynęło ze wschodu, niemiłosiernie raziło po oczach mężczyznę. On zasłonił sobie oczy ręką, jęcząc coś o brutalności i chamstwie tego świata. Ja jedynie prychnąłem; nędzna ludzka istota złorzeczy na coś tak pięknego- słońce. Słysząc mój głos, a raczej nie, odsunął rękę i gapił się na mnie. Bezczelność. Ratujesz takiego od miłosnych uścisków łańcuchów w Piekle, a ten patrzy się jakby dopiero dowiedział się, że Święty Mikołaj nie istnieje. Dlatego powiadam wam, gdy proponują wam fuchę anioła, mówią bez zobowiązań, fajnie będzie. To lepiej już wciąć tzw. ’chwilówkę’ i niech ją wasze praprawnuki spłacają jeszcze po was niż bawić się w taki szemrany zawód. Bo tutaj jakiś archanioł jęczy, że go braciszek wkurza i inne takie brednie. Latają z mieczami, demony mordują, a jak się jakiś swoi napatoczy to też nawalają. Nie ma bata, życie ciężkie. Mówili aniołem zostań, kawałek świata zwiedzisz, mówili… Ale ja też wam powiadam. Lepiej umrzeć i zobaczyć własny raj niż zwiedzać czyjeś inne, gdy samemu musisz przeżywać gorsze piekło niż tam na dole. Chociaż to raczej pojęcie abstrakcyjne. Nie ważne. Czy w ogóle się przedstawiłem? Jestem Samael, czy też Sa’el, lecz nikt nie chce używać krótszej wersji, więc z ‘Bożego Syna’ stałem się ‘Bożym Jadem’ czy to w ogóle się czymś różni?

    Ów człowiek, cały był uwalony błotem, piachem i trawą, jakby cofnął się do swych korzeni, w końcu z tego zostałam stworzony, oprócz tego ostatniego. Bo z tego chyba się żuki robi, chociaż się nie znam. Gapił się na mnie i próbował coś powiedzieć, ale jego usta otwierały się i zamykały jak u karpia [czy innego upłetwionego bliżej znanego jako ryba], który został wyrzucony na brzeg i próbuje oddychać. Czemu ciągle nie trzymam się tematu? „Ty masz skrzydła!”- Przez 15 minut męczył się, aby mi to powiedzieć, wiesz koleś ślepy jestem i jakoś nigdy nie zauważyłem, że zdarzyło mi się krukowi ukraść skrzydła i przyczepić do plerów. No cóż były czarne, ale nie moja wina, że wszyscy mnie źle rozumieją. Za dużo gadania z tym wężem z raju, ale i tak dyskusję ja wygrałem. Żeby nie było, że ja gorszy. Ale tak naprawdę jego poczynania skomentowałem facepalmem, nawet bolesnym- dla mnie. Tylko owe skrzydła ‘maczane we smole’- jak to mi Misiek wypomniał; odróżniały mnie od człowieka. Czarne, bujne krótkie włosy, mądre niebieskie oczka [jak ta bryza na Karaibach]. A te ładne blade jak trup, wysportowane ciało [to przez ‘bieganie’ po całym świecie] opakowane w koszulę, jeansy, trampki oraz czarny długi płaszcz do kolan. Niestety muszę ubierać się pod kolor skrzydeł, ale przecież czarny pasuje do wszystkiego, więc po co się martwić na zapas? Nawet załatwiłem sobie kolczyk w lewym uchu, taki smok cały je oplatający. Ludzie wciąż myślą, że one nigdy nie istniały. Zabawni są, dlatego ja różnię się od innego mojego braciszka, który podgrzewa sobie dupcię tam na dole.

    Miałem proste zadanie ‘wyciągnij pana X z miejsca Y, bo Z’. Wykonałem je perfekcyjnie, przy tym znowu odbyłem filozoficzną rozmowę z innym bratem. Możecie mówić w tej chwili zapewne ‘więcej was matka nie miała’, ale będę zmuszony prosić o zmienienie tego na ojciec. Mówiąc krótko, grzecznie wyjąłem go z żarzącego się pokoju nr.666 z Piekła. On tylko musiał wyjść z grobu. Inna sprawa, że zakopali go na zadupiu, a duża część jego kości i ciała została zjedzona przez różne leśne dzikie zwierza, ale on tego nie wie. Tylko ja miałem więcej roboty, a i tak przecież mi za to nie płacą, w ogóle mi za nic nie płacą, tylko wymagają. Mruknąłem coś o zgłoszeniu tego do związków zawodowych czy jak się to nazywa, lecz ten się ciągle gapił, jakby nigdy anioła nie widział. Może nie widział, ale to powód, aby gapić się na mnie jak jakieś ciele?
- Bravo Einsteinie- pochwaliłem go. Trzeba jakoś tą całą rozmowę zacząć. Nigdy nie byłem w tym dobry, chociaż każdy myśli inaczej. Bo ja używam do tego głowy i dużo myślę. Tak biedny Sa’el dużo myśli, przez to ma dużo problemów, ale mniejsza o większość.
- Kim jesteś?- Wciąż dąży do odpowiedzi, dobrze…
- Psychopatycznym mordercą kruków, a tak naprawdę aniołem, a czym myślałeś, że wróżką zębuszką?- Przy ludziach łatwo się irytuję, ale ten kamień, na którym siedzę też wcale do najwygodniejszych nie należy.
- Aniołem? Przecież one nie istnieją.
- Powiedział łowca demonów- to powiedziałem na głos, ale trudno mi się było powstrzymać, bo to takie głupie. Zabija demony, a myśli, że anioły nie istnieją.
- Jak masz na imię?
- Samael.- Ja przynajmniej się przedstawiłem, nie to co on.
- Anioł śmierci i zniszczenia, archanioł, który włada dwoma milionami aniołów?- Niby sądzi, że aniołów nie ma, a rzuca tekstami z Wikipedii.
- Ten sam- pokiwałem głową. Ten brązowowłosy facet w ubrudzonych ubraniach zamyślił się chwile.
- Dlaczego znowu żyję? Przecież jesteś Śmiercią.- Acha, czyli nad tym tak myślał.
- Nie jest Śmiercią, on jest sobą dobrze, bez mojej pomocy. Jestem jakby jego anielskim odpowiednikiem dlatego też powstrzymuję egzekucje, lecz mogę znowu wkopać cię do Piekła, więc lepiej bądź grzeczny. Bo nie wiadomo za jakie grzechy muszę się tobą przez pewien czas zajmować, póki się, hmm… Nie ogarniesz, nie wrócisz do normalności, etc. Rozumiesz? Dobrze, bo ja raczej nie chcę.- Przedstawiłem sprawę jasno.
- Aha, rozumiem… Czyli będziesz mi pomagał?
- Przez pewien czas, gdyż nie jestem niańką i nie mam zamiaru nią być. Rozumiemy się?- Trzeba takiemu powiedzieć wszystko od razu, bo potem sobie wyobrażają nie wiadomo co.
- Tak, szefie?- Nie był pewny do tego jak mnie nazywać, najwidoczniej.
- Wystarczy Samael, ale jeśli koniecznie chcesz możesz mówić mi szefie, wtedy to będzie jak dwuosobowa nieustraszona mafia przeciwko hordom demonów z odmętów Piekielnych, lecz nie przyzwyczajaj się.- Szeroki uśmiech, jeden z tych, który wzbudza zaufanie od razu.
- A nie może być po prostu Sam?- Wiedziałem, że to kiedyś wysiąknie.
- Nie, sama litera ‘m’ nie jest dobrą wróżką, spacza istnienia, więc nie chcę, aby była na końcu przeinaczenia mojego imienia.
- Ale w twoim imieniu jest ‘m’!- Oburzył się lekko, nie widział logiki w moich słowach, lecz ludzie zawsze wątpili w słowa aniołów.
- Nie ja je sobie nadałem, byłem Sa’el, stałem się Samaelem tylko dlatego z woli mego Ojca, jako kara za mój niewyparzony język. Nawet tam na górze- wskazałem ręką na niebo- nie lubią tych co za wiele mówią.
- Teraz rozumiem.- Pokiwał głową.
- Więc możemy już iść?- Zapytałem podnosząc me sławetne cztery litery ze starego kamienia.
- Nie widzę przeszkód.- Powiedział mężczyzna próbując wstać. Ja zaś postanowiłem ukryć dwie pary moich skrzydeł. Tak posiadałem dwie, tylko dlatego, że jestem archaniołem, są po prostu świadectwem na władze posiadaną prze ze mnie, lecz tą drugą widzą tylko inne anioły, więc dla ludzi wydawałem się zwykłym czarno-skrzydłym aniołem. Gdy tylko złożyły się zniknęły, na ziemię upadło kilka kruczych piór. Pomogłem mu wstać.

    Ramię w ramię poszliśmy w głąb zamglonego lasu. Wiedziałem, że już nie będzie jak zwykle coraz bliżej było spełnienia moich celów. Coraz bliżej… Lecz teraz ukryła nas mgła, nikt niepowołany nie mógł nas teraz znaleźć.

    Teraz gdziekolwiek byśmy nie poszli, słońce i księżyc, chmury i gwiazdy, dobro i zło będzie nas śledzić. Czekać aż się potkniemy i spadniemy w dół, lecz hej jestem upadłym aniołem, więc będzie tylko lepiej. Bo gdy zagubione dusze spojrzały na czarne skrzydła upadłych to w ich oczach został wypalony ślad zwątpienia, spaczenie ich ogarnęło i tak powstały demony. Ale przecież dam radę!

25 kwietnia 2012

5. Szukając weny- czyli reportaż prosto z wypadku

Witajcie!

Był sobie zwykły dzień, a ja jak zwykle przemierzając rzędy cyfrowych informacji poszukiwałam tego co zwykle, tego co powinno być zawsze przy mnie, a nie uciekać w nierealny świat, zamknięty w prostokątnych puszkach, wydających warkoczące dźwięki. Tak więc podczas szukania weny (przy okazji jakiś gifów z anime na nowego avatara na NWD) natrafiłam na tłumaczenie jednej piosenki.


Jak ktoś ciekawy to niech w obrazek klika to go przeniesie do tłumaczenia. Chociaż większość z was słyszała o takich 'tworach' jak Vocaloidy. Przyznam się, że nie za bardzo pasjonowało mnie to, nawet ich nie słuchałam, wiedziałam, że są i tyle. Ale też właśnie z zaciekawienia wysłuchałam tego utworu i wprowadził mnie we wszech ogarniający optymizm wraz z inną piosenką. Tak, więc wszyscy którzy piszą ze mną na gg powinni cieszyć, się, że siostra zabrała mi komputer xD Żałuję niestety ale ani gifów na avatara, ani weny nie znalazłam. Wiec już przestał dziwić mnie fakt dlaczego ludziom podobają się śpiewające syntezatory mowy, ale nasza IVONA wymięka na starcie. I tak sobie myślę kiedy to będą wakacje *.* Większość kwietnia spędziłam w domu, a to dlatego, że tylko 12 dni do szkoły chodzimy! No więc w nagrodę napiszę wam króciutkie opowiadanko, abyście mogli zacieszować i się cieszyć jak ja! Bo tą notkę musiałam kończyć innego dnia i już 3 dni zacieszuję ^..^ A wiec... *fanfary, werble i inne taki*. Zapraszam serdecznie!

~~

- Witamy w studiu Wydarzeń.- Odezwał się prowadzący z telewizora, mężczyzna miał brązowe włosy, ubrany był w garnitur. Dwie znudzone postacie oglądały program jedząc przy tym popcorn.- Dzielnice Tokio nadal mogą spać spokojnie, ponieważ Heiwajima Shizuo ograniczył rzucanie przedmiotów ciężkich w ludzi, a dokładniej jednego, ale nie o tym są te wiadomości.- Spiker zaczął mówić o 'światowym kryzysie'.
- Tęsknią za tobą Shizu-chan.- Niższa z  postaci, która dzierżyła pilota, na głowie miała nałożony kaptur na głowę, którego brzegi obszyte były beżowym futerkiem.
- Dla ich uciechy nie będę ganiał po mieście z automatami i tym bardziej nie będę nimi w ciebie rzucać bo to nudne.- Blondyn wrócił do jedzenia popcornu. Drugi zaczął szukać czegoś ciekawego w telewizji, lecz o tej może zazwyczaj szły serwisy informacyjne lub telenowele. Z nieudolnego poszukiwania czegoś ciekawego wyrwał go telefon. Krótki sygnał oznajmił, że ktoś wysłał do niego sms'a. Wyjął telefon z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz. Tekst zawierał chaotyczne słowa bez większego sensu. Podczas czytania zdjął z głowy kaptur.
- Co się stało?- Shizuo przyglądał się mu.
- Znowu dziewczyna ma życiowe problemy. Nawet gdybym chciał rozszyfrować jej wiadomości co jest raczej nie możliwe, bo te słowa nie mają większego sensu.- Schował telefon do kieszeni.- Trzeba wybrać się w odwiedziny.- Uśmiechnął się i radośnie udał się w stronę drzwi.
- Izaya, od kiedy tak bardzo lubisz pomagać innym?- Chociaż wydawało się mu, że zna odpowiedź na to pytanie, był po prostu ciekawy.- Czy po prostu ludzi szalonych ciągnie do siebie?
- Ty to powiedziałeś, bym zrozumiał gdyby to było o mnie, ale o Autorce? Przecież jak się wkurzy to nawet może z tego nawet yaoi¹ zrobić.- Gdy tylko o tym wspomniał Shizuo skrzywił się.
- Dobra to ja nic nie mówiłem...- Wyszli z domu informatora, udając się w kierunku domu autorki.
   Alice mieszkała w jednym z wieżowców, który na pozór wyglądał zwyczajnie. Budynek miał 28 pięter, a ona mieszkała na najwyższym. Weszli do budynku, Czekali aż przyjedzie winda. Gdy tylko otworzyły się drzwi weszli do środka. Mały ekranik pokazywał liczbę pięter. Jak zwykle w windach było radio, tutaj można było usłyszeć 'Paradichlorobenzene'. Bez pukania weszli do jej domu. Salon, który łączył się z korytarzem i był ścianką oddzielony od kuchni i jadalni, był w odcieniach zieleni. Dziewczyna której szukali, siedziała sobie przed kominkiem w pomarańczowej bluzie bez kaptura z nadrukowaną pandą, na uszach miała słuchawki i bawiła się telefonem, z którego leciała jakaś piosenka². Informator podszedł do niej, a gdy tylko Alice zobaczyła jego cień, odwróciła się i spojrzała na niego. Wyjęła słuchawki z uszu.
- Wynoście się stąd.- Przywitała ich, nie spowodowało to jednak zamierzonego celu, ponieważ brunet stojący obok niej uśmiechnął się jedynie szerzej.- Nie potrzebuję waszej pomocy, więc możecie sobie iść.- Nikt nie drgnął nawet o milimetr.- Nie chcecie po dobroci? Mam wam zacząć grozić?
- Nie przyniesie to dużego skutku, więc  może czas się poddać?- Informator nadal stał nad nią.
[Ciąg dalszy nastąpi...]

Czy Alice się podda?
Czy wreszcie napisze coś z sensem?
Czy Ona odzyska swój rower?
Czy dowiecie się dlaczego oni się pogodzili?
Dlaczego w Tokio oglądali Polsatowsie Wiadomości?

To i wszystko inne w następnej części. 
---
¹- związek dwóch facetów (naprawdę muszę to wyjaśniać?)
²- taka fajna piosenka o tytule 'Alice in Black Market'
                                                                                                                                Sayo~!

20 marca 2012

4. Mafia porywa babcię klozetową.


 Witajcie!

Coś czego jeszcze nie było, a miało tu zaistnieć. Pierwszy post z poprzedniego bloga (po 3 zmianach), może kiedyś dalsza część nastąpi. Każdy z was może tutaj ujrzeć insynuacje z różnorakich anime jak i mang, tutaj są chyba tylko dwie... No ale zapraszam do lektury, niektóre błędy zostały tu wprowadzone specjalnie, ponieważ owa postać (narracja 1 osobowa tutaj występuje) na dziwną psychikę. To wszystko napisane było na początku roku, więc styl mógł mi się nieznacznie zmienić. Zapraszam wszystkich do lektury. I chyba nie muszę wspominać, że jest całkowity zakaz kopiowania moich opowiadań?


 ~~

Kibole atakują! Czy tylko yakuza? cz.1

- Była ciemna noc, deszcz wybijał o szyby masz żałobny, albo weselny. Zawsze mi się mylą.- Westchnąłem zrezygnowany.
- Zaraz wybije ci marsz żałobny!- Grupka zakapturzonych postaci, trzymała w ręku różne dziwne przedmioty jak np. pałki, ale także z tej na oko 10 osobowej grupki byli trzej goście którzy trzymali w ręku podejrzane puszki. Pierwszy z nich był po mojej lewej w drugim rzędzie, miał w łapsku, które było wielkości trzech moich; trzymał ową puszkę, napis który jakimś cudem nie uległ zniknięciu pod ręką owego dużego mężczyzny głosił: Strong. "Dobrał se piwo które go opisuje, albo tylko zgrywa cwaniaka, ale z takimi mięśniami raczej trudno udawać nie strong'a."- Takie było pierwsze spostrzeżenie do niepokojącej postaci. Drugi był najbardziej chuderlawy, miał widoczną wadę kręgosłupa i na 200% nie skończył 18-stki, a jednak przedmiot który miał w ręku głosił tezę Żubr. Nie skomentowałem go, ale jednak martwiłem się o jego zdrowie. "Czyżby instynkt macierzyński?"- Pytanie zawisło w mojej głowie jak kat, który zaraz miał mnie pozbawić jedynej rzeczy która była u mnie warta Grę o świeczkę. Trzeci, chociaż nadal byłem skołowany własnymi myślami oczy nadal działały mi wyjątkowo dobrze. "Dzięki Bogu!"- Kat w głowie przestraszył się tych słów, więc mogłem ocenić czy chociaż przyswoić jak wygląda i co ma w rąsiu owy człek ma. Trzeci stał pod latarnią i jako jedyny z Przyjaciół Butelki miał coś prócz puszki, mianowicie trzymał ciupagę, a sam mężczyzna przypominał górala, trzymając w ręku na dokładkę puszkę z lub od Harnasia. I każdy z nich miał szalik od jakiegoś klubu czy coś.
    I w tedy przerażająca prawda mnie dosięgnęła. "KIBOLE!" Oczy moje mało co mi nie wypłynęły poza biedne oczodoły. Strach tak mnie sparaliżował, ale gdyby stan trwał trochę dłużej pewnie im bym się znudził i by mnie zlali tak bardzo, że by mnie własna matka nie poznała, ani pies! Musiałem z tego wybrnąć. Przecież jestem Sprzątaczem Miesiąca Na Stadionie Miejskim w Orzeszku Środkowym! A ten tytuł zobowiązuje.
- P-panowie! C-czemu zaczynać od razu od takiej nie miłej s-sprawy!- Nie potrafiłem do końca ukryć zdenerwowania.- A-a czy p-przypadkiem nie powinien najpierw zabrzmieć Marsz W-weselny?- Zapytałem podchwytliwie, bo mój zastępca i kolega mówił, że przyjaciel jego przyjaciela, a koleżanka jego dziewczyny czyli siostra od matki ojca szefa McDonaldu w Orzeszku Wschodnio-Południowym, mówiła, że Kibole są głupi i nie wiedzą co to parabole ani jak wygląda ich taniec, co mnie trochę zmartwiło, bo powinni to przeżyć sami w gimnazjum, ale jak widać na przykładzie jednego z Przyjaciół Butelki o pseudonimie I'd love Żubr, a w skrócie Żubr, który pewnie był w gimnazjum jak się domyślam w Ogólno Defraudującej Szkole dla Idiotów nr.-1 w Orzeszku Południowym lub jak kto woli w Orzeszku Dolnym.
- No niby masz rację...- Szef który dzierżył jakiegoś Belzenefa na ręku, pluszowego made in China.
- Niech Mrs.0 go nie słucha! Bo jak giną niemowlęta i dzieci, nastolatki i niektórzy młodzi dorośli, dorośli i emeryci nigdy tego marsza nie słyszeli!- Jakim cudem się domyślił? I jeszcze jego angielska wymowa "0". Z czymś mi się kojarzy owy zwrot:"Mrs.0", ale teraz nie mogę sobie przypomnieć, ale czemu ten kolo z pałką tyle wie? C-c-czekaj no chwilunię... On wypił RedBula, ze starterem w Play!
- Ty chciałem mnie Krokodyla tego miasta oszukać?!- Coraz bardziej zaczęło mi świtać, ale nadal nie pamiętam z czym kojarzy mi się to zero i ten krokodyl...
- Ale ja sam tego nie widziałem, drogi Krokodylu!- Trzeba jakoś przeżyć.
- Skąd wiesz jak się nazywam?!- Wkurzył się, że aż para w tą jesienną noc zaczęła wydobywać się z niego.
- Sam mówiłeś.
- Zapomnij o tym imieniu!- Odwrócił się na pięcie.- My cię jeszcze znajdziemy!- Odszedł.
- Wezmę ciacha i kawa, o szanowny Mrs.0.- Ostatnie 2 wyrazy powiedziałem za głośno...
- Bierzcie go do Fantoma!- Wkurzył się Krokodyl.
- A nie przypadkiem Phantoma?- Zapytał się koneser Harnasia.
- Jak zwał tak zwał, żeby mieć takie pokichane nazwiska... A wy co tak sterczycie? Nadal nie rozumiecie? To może powiem tak: Zabierzcie go do jednookiego dzieciaka z przyrostem ego i do jego nienormalnej chałupy ze zbitki drzewnej.- Ostatnie zdanie powiedział z taką przymilnością jak do ludzi inteligentnych inaczej, oni radośnie odkrzyknęli jakieś niezrozumiałe zdanie unosząc dziwne przedmioty wraz z ręką do góry, a na tych rzeczach było napisane BW. Czekajta no ludzie BW! Te BW?! I ten Jednooki z przyrostem ego?! W tamtej chwili skończyły się moje przemyślenia, bo oberwałem czymś lub od kogoś i straciłem przytomność.

                                                                     ***

    W owym miejscu w którym obecnie się znajduje jest ciemno, morko i wilgotno. A nie mam tylko zamknięte oczy, ale te dwa inne określenia pasowały. Gdy otworzyłem oczy blade światło przedzierało się przez zasłonę. Leżałem na granitowej podłodze. Usiadłem i to był błąd. Poczułem silny ból i inne dziwne odczucia, które świadczyły o tym, że sobie coś zrobiłem w głowę. I w tej chwili trafiłem w dziesiątkę. Moją głowę otaczał bandaż, który mocno owijał moją głowę. Wzrokiem omiotłem pokój, lecz nie chciałem, żeby moja głowa się ruszała. Przy każdym ruchu bardzo bolała, musiałem z czegoś ciężkiego oberwać. Mam nadzieje, że Mrs.0 nie przywalił mi ze swojego Belzenefa, bo nigdy nie wiadomo co Chińczycy upychają to tych zabawek made in China. Nadal zmartwiony nie zauważyłem gdy ktoś wchodził do pokoju.
- Widzę, że się już obudziłeś.- Aksamitny głos bez jakichkolwiek emocji zabrzmiał za moimi plecami. Postać nie czekała na odpowiedź tylko postawiła na stoliku jakąś tackę. I wyszedł. Odwróciłem głowę, ponieważ poczułem zapach jedzenia. Nie zważając na ból i inne dziwne uczucia zaczęłam jeść.
    Nie skończyłem jeszcze jeść, a znowu ktoś/coś (niepotrzebne skreślić) zaczął mi przeszkadzać. Stare drzwi zaskrzypiały i w nich stali Przyjaciele Butelki. O dziwo byli bez swych najlepszych kumpli butelek. Nadal jadłem czekając aż oni zaczną, nie mam zamiaru ich witać jak przed tym rozpapciali mi tył głowy. Co oni sobie kurde wyobrażają? Ja się pytam! Nadal konsumując bliżej nieznane jedzenie, które pewnie były jakimiś słodkimi bułkami, albo czym innym. Popsuli mi chyba też mózg. A do domu to już nie łaska dowieść?
- My prze pana, przyszliśmy pana zabrać do...- Nieletni koneser Żubra definitywnie nie umiał się wysłowić, lecz nadal kulturalnie czekał aż dokończy. Nie doczekałem się bo tą bardzo intrygującą i ciekawą konwersacje jednego mówcy, czytaj monolog przerwał koneser Harnasia.
- Szefa. Przyszliśmy cię zabrać do szefa naszego szefa.- Także bardzo interesująco mi wyjaśnił.
- Do przełożonego waszego szefa?- Podsunąłem kulturalnie, żeby te trochę przerośnięte dzieci nauczyć kilku zasad naszego języka. "I zapamiętajcie: powtórzenia to zUo, gdy tak robicie to siły nieczyste przez ciebie przemawiają."- Przynajmniej tak mówiła moja nauczycielka w klasie I szkoły podstawowej. Szkoda, bo dla niej obydwa marsze już zagrano. Ale zostawmy moich nauczycielu w spokoju i pokoju. Nadal czekałem na odpowiedź któregoś z Przyjaciół Butelki. Aż w końcu po minucie, a może to tylko były najdłuższe 5 sekund w ich życiu? Tylko czemu w moim musiały cztery razy więcej czasu minąć?
- No tak.- Odpowiedział koneser Harnasia.
- Nie mam zamiaru marnować czasu na filozoficzne gadki tego faceta, bierzcie go do szefa!- Zjadacz Stronga był najbardziej rzeczowy i łatwo się niecierpliwił, ale to zmieniało faktu, że nie dokładnie się wypowiadał. Ej czy on moje nauki językowe nazwał filozofią? Zmarła nauczycielka miała miała rację, bo przez 3 lata powtarzała mi tylko:"Ty tylko filozofujesz i filozofujesz, a pracy domowej jak nie masz tak nie masz!" Ale moja wina, że tata kochał zwierzęta, a zwierzęta kochały moje prace domowe, więc nigdy ich nie miałem. Chociaż ładnie filozofowałem!
- Do przełożonego.- Poprawiłem podchodząc do nich. Miałem z nim sobie do pogadania, bo to jego ludzie z niby mózgami zrobiły mi jak najbardziej prawdziwą krzywdę!
- Tak, Przełożonego.- No przecież mówię. Drażliwy jakiś. Pozwoliłem się wyprowadzić, w miejscu w którym mnie przechowywali musiało być światowym zabytkiem. Z moją ciekawością nawet ja nie wygram, zaciekawiony miejscem i tym, że 'studiuję' historię domów zagaiłem do konesera Harnasia.
- Ten budynek musi być stary.
- Oczywiście, że tak. Jest nawet starszy od Przełożonego!- To chyba normalne... I czegoś go przynajmniej nauczyłem.
- Serio?- Postanowiłem się dostosować do ich toku myślowego, co wcale nie było łatwe.
- Oczywiście, że tak!- Ma gość swoje powiedzonko, utożsamił się z nim.- Ten stary budynek wybudowali pod koniec 1800 roku!- Że aż prosi się o "Wow!" Oj odmóżdżają mnie.
- W XIX wieku?
- No przecież mówię, nie słuchasz?- Widać nie potrafił rozróżnić roku od wieku.
- Skończcie trajkotać jak baby na bazarze przy stoisku z gaciami! Jesteśmy już na miejscu.- Zjadacz Stronga na prawdę był drażliwy i jaki niemiły. Ale miał racje staliśmy przed wielkimi drzwiami, takich to nawet na stadionie nie znajdziesz. Chuderlak zastukał w drzwi, lecz nie było reakcji, wkurzony Zjadacz odepchnął go w tył z wiązanką przekleństw w podzięce. Uderzył kilka razy w wrota, które od razu się utworzyły. Przyjaciele Butelki stali za mną, Strong popchnął mnie do przodu, reszta pewnie szła za nim. Bali się swojego szefa. A może to była mafia? "YAKUZA?!"- To też była możliwość, że aż zabrakło mi tlenu i innych dziwnych składników powietrza w płucach.
    Sala była średniej wielkości, marmurowa posadzka odbijała moją postać jak i innych ludzi zgromadzonych w tym pomieszczeniu. Jeżeli były jakieś tu okna to zasłaniały je długie zasłony, które wisiały na ścianach, które wyglądały na zrobione z granitu. Mebli nie było tu wcale oprócz wielkiego krzesło-fotela, które można było spokojnie nazwać tronem. Stał także stół przed majestatycznym siedziskiem, był bardzo długi na oko ponad 4 metry długości, a na nim znajdowało się bardzo dużo słodkiego jedzenia. Obydwa meble stały do mnie tyłem, przez co nie widziałem czy ktoś jadł te słodkości czy nie.
    Ominęliśmy drzwi, przy których stali odźwierni? Czy jak tak się nazywają goście co otwierają drzwi, ale było ich dwóch. Razem ze mną w pokoju było sześć osób, czy wreszcie poznam Siódmą, Przełożonego?