Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one-shot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one-shot. Pokaż wszystkie posty

09 października 2014

45. Fight for your brother

Witajcie!

   Długo nic tutaj nie było. Nie miałam czasu oraz brak weny. Następny rozdział Collapse jest napisany do połowy, nawet próbowałam napisać jakiegoś shota, ale też został stworzony jedynie początek. Dziś powstał ten. Nie nawiązuje do Naruto ani nic, tym razem czas przywitać dziwaczny, krótki fanfik na podstawie Homestuck. W pewnym sensie postacie są tylko z niego, mimo iż równie dobrze mógłby być to ktokolwiek.

~~

Fight for your brother


    Zamykasz oczy, zasypiasz, budzisz się po drugiej stronie pełnej mroku, bez cienia światła świec. Jesteś sam, walcząc ze swoimi potworami, przekonaniami i prośbami.

‘Nigdy się nie poddam!’

    Wykrzykujesz to niczym swą mantrę, jeśli chcesz żyć, musisz walczyć. To nie jest już gra, to tylko świat, w którym się narodziłeś. Nie masz obrońcy, rodziny, ani przyjaciół. Zostałeś sam. Niczym rycerz w zardzewiałej zbroi. Oni nie widzą tych potworów, ślepi ludzie otaczają cię. Nie ujrzeli końca świata, nie ujrzą i jego odrodzenia. Jesteś tylko ty, zapętlony w samotności. Kim są twe potwory? Jaką mają twarz?

Złamały twój miecz, złamały serce. Upadasz w mrok.

    Zamykasz oczy, zasypiasz, budzisz się… po drugiej stronie pełnej bladego światła świec. Nie jesteś sam, lecz wciąż dzierżysz złamany miecz. Walczysz ze swoimi potworami, tęsknotami i marzeniami.

    Biegniesz coraz szybciej dla swych przyjaciół, rodziny, sióstr i braci, lecz ile można tak biec? Motywację wciąż masz, lecz twe ciało nie nadąża.

Upadasz….

    Ręce łapią cię nim dotknąłeś nosem ziemi. Przyciągają cię w swą stronę i mocno przyciskają do swej piersi. Wciąż żyjesz.

Ale oni będą wciąż ginąć za ciebie.

    Próbowaliście zdrapać rdzę ze zbroi, lecz pod rdzą nic nie znaleźliście. Ani kawałka czystego metalu.

Podobno zbroja to odzwierciedlenie duszy rycerza. Co się z tobą stało?

    Gdzie zgubiłeś swe ołowiane żołnierzyki? Nigdzie nie możesz ich znaleźć. Leżą stopione pod tronem ukutym z bólu i żalu.

Uciekasz. Ściskając mocno dłoń, która cię prowadzi.

    Biegniecie wciąż razem, próbując odgonić zmęczenie i śledzące was potwory. Lecz, w końcu usypiacie, trzymając się za ręce, opierając się o swe plecy.

Doganiają was wasze grzechy..?

    Zamykacie oczy, zasypiacie, budzicie się po drugiej stronie pełnej gasnących świateł gwiazd. Trzymacie się za ręce, stojąc na wzniesieniu. Za wami, morza pełne potworów z waszych wyborów i zmartwień.

Dwa złamane miecze mogą stworzyć jeden cały.

    Biegniecie, nie aby uciec, ale by zwyciężyć. Dość już tego. Nic nie może wiecznie trwać. Fale z potworów rozpływają się, zniszczone, przebite.

Księżyc w pełni wygląda za chmur.

    Widzisz ich oczy, czerwone jak twoje. Ileż to razy zabiłeś dziś siebie? Ile razy, ugodziłeś swe sumienie? Czy teraz twe grzechy ucichną?

Zaciskasz mocniej dłoń, szukając go, mając nadzieje, że nie jesteś znów sam. Czujesz ten sam gest w odpowiedzi. Widzisz nikły uśmiech, na twarzy pokrytej krwią i złote oczy.

    Zamykasz oczy, zamykacie? Zasypiasz, zasypiacie? Budzicie się, budzisz się ostatni raz, świat jest taki jaki powinien być.

Nie masz na sobie swej zbroi, jesteś nagi.

    Unosisz swój wzrok, cały czas spałeś obok niego. Różni was tylko kolor oczu.

Nie masz już sumienia.




21 czerwca 2014

44. Jak należy postępować z ogniem?

Witajcie!

    Zapewne nie spodziewaliście się niczego do końca miesiąca, ale zadziwię was, oprócz tej planuję dać też rozdział 10 w okolicach następnej soboty, taki prezent dla was z okazji mych urodzin. Trochę jak cukierki, które rozdawało się w podstawówce. Ten shot nie zawiera w sobie żadnego paringu (ogień x uchiha to się chyba nawet nie kwalifikuje). Zawiera w sobie naukowe brednie, a podczas pisania niego używałam jedynie swych przemyśleń. W narratora bawi się Madara (z młodzieńczych lat), a większość powtórzeń jest zamierzona.

~~

Jak należy postępować z ogniem?


    Nikt nigdy nie pytał, jak to jest z ogniem. Nikt się nie interesował, miał być niczym posłuszny piesek, ale to nie możliwe. Ci wszyscy pełni ignorancji Senju, których chakra w większości ma naturę wody nie wiedzą, że nie ma z ogniem takiej prostej zabawy jak z wodą. Woda jest przynajmniej ułożona, ma w sobie spokój chociaż potrafi być destrukcyjna to jednak łatwo ją ujarzmić. Zaś jak dogadać się z ogniem?

    Od pierwszych chwil naszej znajomości wiedziałem, że nie będzie to prosta zabawa. Ogień nigdy nie jest taki sam! Nie utrzymuje się długo w swej wielkości, nie karmiony kurczy się zaś gdy tylko dać mu kawałek drewna rozrasta się żądając więcej.

    Pierwsze nauki w używaniu najprostszej ognistej techniki nie są wcale trudne, jednak nie ważne co robisz i tak się poparzysz. Gorący dym czy też niewielki płomyk nie wyrządzają dużych krzywd, ale i tak to nie jest przyjemne. Byłem na to przygotowany, widziałem jak moi starsi bracia to ćwiczyli. Lecz nikt mi nie mówił, że stracę przy tym wszystkie włosy w nosie, kawałek pasma też tych z głowy i ucierpi jakiś krzak! Co z tego iż byłem najzdolniejszy z nich wszystkich,  gdy przez poparzenia nie mogłem ponad tydzień normalnie jeść…

    Później miało już był łatwiej… Ogień wcale nie chciał ładnie i cienkim płomieniem wydobywać się z ust, a dopiero później wybuchać. Gdy weźmie się wdech w nieodpowiednim momencie wraca jak bumerang i znowu ma się mniej włosów…  Teraz już wiem o co chodziło z tą całą tradycją w noszeniu długich włosów. * Ja dodatkowo miałem niefart i wyglądałem w krótkich po prostu głupio.

    W końcu każdy dochodzi do momentu, gdy ogień już tak nie walczy i zaczyna współpracować. Czyli po prostu przestajesz aż tak często podpalać sam siebie.  Zależy od zdolności, każdy uczy się tego w swym czasie. Jednak to wciąż jest krótko dystansowa kulo-podobna broń, o ile to można tak nazwać. Bo najwyżej podpalisz jakimś cudem wodór w powietrzu i ci mlecze poginą. Bravo, masz zadatki na ogrodnika. Gdyby ktokolwiek w tamtych czasach go potrzebował!

    Ale jak w ogóle to jest możliwe, że niczym smoki ziejemy ogniem? Cóż nie mamy jak te gady czy też krokodyle odpornego gardła, równie surowe co u innych. Cóż, to nasza chakra jest dość specyficzna. Bo gdy chcemy wykonać jakieś jutsu, np. ognistą kulę to musimy nabrać dużo powietrza w płuca, nie zależy od tego jak daleko ona sięgnie, nie świadczy to też o jej mocy. Po prostu wtedy chakra miesza się z zawartym w powietrzu wodorem, który jak wiemy jest łatwopalny. Wydmuchiwany, reaguje z tym w powietrzu i zapala się. W tym momencie czas zapoznać się z czymś takim jak manipulacja, np. skupienie jej w nogach umożliwia nam chodzenie po pionowym powierzchniach jak i przemieszczanie się po wodzie, większa jej ilość w palcach powoduje, że możemy używać ich jako ostrza. Jednak manipulowanie nią poza ciałem jest trudne. Gdy jest jeszcze w nas da się jakby przekazać całą trajektorię i siłę zamierzonego płomienia.  I tak robi większość. Nikt nie bawi się w manipulację poza ciałem, a to właśnie dzięki temu jesteśmy w stanie osiągnąć mistrzostwo.

    Ogień, który parzy nas, i z którym walczymy, pochodzi od nas, tworzy nas.  Poskromienie go to jak zrozumienie samego siebie, pełna kontrola nad życiem. Przestaje być wrogiem…

    On wraz z naszymi oczami tworzy to czego się wszyscy obawiają. Potęgę, która pożera i chce jedynie więcej, aby rosnąć w siłę.

   Jak należy postępować z ogniem? Ostrożnie, stanowczo. Sparzy cię nie raz, ale ogień należy zwalczać ogniem! W końcu ty go spalisz!

08 kwietnia 2014

40. Sayonara

Witajcie!

    Jakimś cudem udało się dojść do 40 posta, więc idzie całkiem dobrze. Na wstępie informuje, że wcale nie przerywam działaności na moim blogu, po prostu to jest tytuł następnego shota. Nie jest może strasznie długi, ale dłuższy od poprzedniego. Nie będę przedłużać też go stucznie fragmentami utworów, bo raczej nic by tu nie pasowało. Do tego postanowiłam, że na końcu tych jedno rozdziałowych dzieł, będzie jakiś pasujący art. W kwietniu niby nic tutaj miało się nie dziać, ale nagle dostałam przypływ weny i powstało to coś. Mi się osobiście podobowa, więc pewnie jest słabe...

Przy pisaniu tego słuchałam piosenki znajdującej się poniżej, polecam przeczytać shota przy włączonym utworze.


~~

"Sayonara"

    Urodziłem się w tym świecie pozbawionym marzeń, zapomniany przez anioły i dobre duchy. Prowadzony przez czarne gwiazdy wyciągam przed siebie dłoń. Spotkamy się znów? Czy znów złapiesz moją wyciągniętą dłoń? Zabierzesz mnie w swój las, wysłany naszymi marzeniami? „Łaskawy” los chce uciąć tą dłoń, ale ja wciąż wierzę, że spotkamy się. Nawet jeśli jedno życie to za mało, będę czekać. Twój uśmiech w końcu rozjaśni mroki mego świata. Ale czy mam jeszcze prawo w to wierzyć? Czy mogę wspominać ciebie? Przecież byłeś lepszym „ja”, tym niegasnącym promykiem nadziei. Proszę o to ostatnie spotkanie…

Odwracasz ode mnie wzrok…

Jestem zapomnianym cieniem twego serca. Nie chcesz już mnie? Dlatego tak łatwo zapomniałeś o naszym szczęściu?

„Czy pokochasz kogoś bez pamięci?”

„Patrzę właśnie na tą osobę.”

Więc czy te słowa były kłamstwem? Umiesz tak żyć? Najczarniejsza z gwiazd jeszcze nie spadła, więc czemu czuję, że upadam? Nigdy nie miałem skrzydeł, ale ty unosiłeś mnie na swoich i pokazałeś odległe ciepło gwiazd. Te najczystsze… Takie też było wtedy nasze uczucie. Nie patrzysz już na mnie…

„Kocham cię…”

To było tak dawno, a wciąż pamiętam twoje obietnice. Twoje ręce trzymające moje. Nasze uśmiechy równie szerokie.

„Kochałem cię…”

To było zaledwie wczoraj, a już nie pamiętam dni bez ciebie. Zlały się w jedno, nierealne i wyblakły.

„Spotkamy się następnym razem.”

Mam nadzieje, że to prawda…

Nam nami rozciąga się niebo pozbawione blasku gwiazd. Świat bez aniołów i duchów.

Tylko ty i ja.

Twoja ręka spleciona z moją.

Śmierć nas nie rozłączy.


28 marca 2014

39. Hybrid

Witajcie!

    Wiem, że zapewne czekacie na 8 rozdział, jednak przyjdzie wam jeszcze chwilę poczekać. Obecnie piszę dłuższego one shota, miało być coś innego, ale jak zwykle wyszło hashimada. Mam nadzieje, że wybaczycie mi zwłokę z publikacją. Niestety nie mam za często dostępu do komputera, a na to wpłynąć w żaden sposób nie mogę. Gdyż mój popsuł się dłuższy czas temu i sobie dalej czeka. Również z powodu nauki, częstszej publikacji rozdziałów, one shotów czy czegokolwiek podobnego możecie spodziewać się dopiero w maju. Kwiecień niestety nie jest zbytnio optymistyczny w tym roku. Jako, że przyjdzie się wam trochę naczekać zachęcam was do przeczytania wcześniejszych moich dzieł, może są słabsze niż obecnie, ale jakoś czas powinny chodź trochę wam umilić. Jeśli chcecie możecie nawet skomentować, mimo, że nie odpiszę to jednak z chęcią przeczytam co myślicie o poprzednich mych wypocinach. To co mam dla was dzisiaj, jest chyba nawet krótsze niż wstępniak, dlatego specjalnie poszukałam tekstu jakiejś piosenki, aby ciut przedłużyć i być może dodać nastrój, przy którym to pisałam. Musicie się domyślić o co tu chodzi.

W tekście są przetłumaczone fragmenty "In the End"- Linkin Park

~~

"Hybrid"

Patrz, jak umyka z ruchem wahadła
Patrz, jak odlicza koniec dnia
Zegar odmierza twoje życie
To takie nierealne


Kroczą przez mgłę zapomniani niczym duchy. Nikt nie odważył się odwrócić i spojrzeć za nimi. Zignorowani, wypaczeni i niechciani. Oto czym się stali. Wszyscy zapomnieli o poświęceniu, żaden nie dał amnestii. Ludzie o szkarłatnych, wypaczonych oczach. Wykorzystani tak bardzo. Nikt ich nie zechciał.

Obserwuję przez okno upływający czas
Próbując trzymać się, nawet nie wiedziałem
Że straciłem wszystko tylko po to, by
Patrzeć jak odchodzicie
 


    Ich dusze niegdyś czyste, lecz samotne dziś już nie żyją. Zmarłe istnienia wciąż żywe. Umarłe, zgniłe dusze w młodych ciałach. Wypaczeni. Znienawidzeni. Szala między dobrem, złem a szaleństwem jest cienka.

Rozpadło się
To co dla mnie znaczyło, będzie w końcu wspomnieniem
Tak mocno się starałem
I Tak daleko zaszedłem
Ale ostatecznie
To nie ma znaczenia


    Krew obficie ścieka po ścianach, cieknie po podłodze i niczym koszmary wodospad znika w kratce ściekowej. Krzyki nie pomogą. Śmierć uwolni bezdusznych oskarżycieli. Słabe ludzkie ciała padają bez życia.

Zaufałem ci
Naciskany aż do granic wytrzymałości


    Zapomniane poświęcenie…

To nawet nie ma znaczenia

    Nikt tego nie chciał…

Musiałem upaść
By stracić to wszystko
Ale w końcu
To nie ma znaczenia


    Na zawsze pozostaniesz winny…

26 grudnia 2013

34. [Naruto FANFIC/ madaita] Niezapomniany

Witajcie!

    Ten shot jest świątecznym prezentem dla Carli [Berieal jak kto woli], ponieważ wiem jak ją boli brak jej OTP w odmętach internetu, więc powstało to. Obraz Madary jest tutaj przerysowany, bo jak wiadomo, gdy się jest kimś zauroczonym [i nie tylko] nie dostrzegamy wielu wad, wszystko wydaje się bardziej kolorowe jakby objeść się grzybkami. Pomimo, że to nie jest mój ulubiony ship to jednak bardzo przyjemnie mi się to pisało. Ogólnie polecam włączyć jakąś dołującą piosenkę, aby wczuło się lepiej w nastrój shota i zapraszam do czytania jak i komentowania. Święta jak i urodziny Madary minęły, więc mogę życzyć szczęśliwego Nowego Roku.

~~

Niezapomniany

    Gdy teraz spoglądam w gwiezdne, czarne niebo wspominam twoje opowieści o tym jak niegdyś nieboskłon cały jasny był pokryty blaskiem odległych planet. Nigdy nie zapomnę z jaką czułością opowiadałeś i usypiałeś mnie po męczącym treningu. Twój szeroki uśmiech był najwspanialszą z tych wszystkich gwiazd. Byłeś czarny jak niebo, ale twa aura w tych momentach była jaśniejsza od tych bladych punktów nad nami.

    Nigdy nie zapomnę tego jak przychodziłeś co dzień i swym głębokim, ale melodyjnym głosem szeptałeś mi do ucha, abym się obudził. Tego jak cierpliwie czekałeś aż otworzę oczy, powykrzywiam twarz w dziwacznych minach by się ostatecznie rozbudzić.

    Pamiętam twój cichy śmiech, to jak wierzchem dłoni zakrywałeś usta, aby ukryć przecudny uśmiech. Każdy twój wyważony krok, grację twej osoby, zmęczone, ale żywe oczy. Twoją dłoń na mojej głowie, usta na czole. To w jaki sposób twoje umięśnione ramiona zamykały me ciało w mocnym uścisku, twe łaskoczące mój policzek włosy- czarne jak pióra najwspanialszego z kruków, tak długie i miękkie, że pragnąłem nigdy nie wypuszczać ich z dłoni.

    Dzwonienie dzwonków, które zrobiłeś i zawiesiłeś w mym pokoju, ich spokojną melodię, która po dziś dzień przypomina mi twój głos.

    Każde słowo, które skierowałeś do mnie, nie ważne czy dobre czy złe, ale dlaczego już nic do mnie nie powiesz?

    Wciąż przed oczami mam jak siedziałeś w głębokim fotelu z nogą założoną na nogę i czytałeś wiersze. Nikt z nich nie podejrzewał cię o taką wrażliwość, ale wiedziałem, znałem cię lepiej niż oni. To jak na moją prośbę czytałeś mi jakiś wiersz, uczucia w nim zawarte spotęgowane dodatkowo twoim głosem, za każdym razem musiałem powstrzymywać łzy, ale ty to widziałeś. Nic ci umyka twej uwadze.

„Nie wstydź się swoich łez, są one naszymi cennymi uczuciami. Nie ważne co by się działo nigdy nie tłum w sobie tego co czujesz. To nie jest dobre do tego może cię to zniszczyć Itachi. A w końcu teraz jesteś wspaniały. Nie masz powodu by się zmieniać.”

    Twoje słowa spowodowały, że wtedy po raz pierwszy od bardzo długiego czasu po moich policzkach popłynęły słone krople. Zdążyłem zapomnieć o nich i czymś tak trywialnym jak płacz. Po raz pierwszy przyniosło mi to ulgę. Usłyszałem też twój cichy śmiech, zrobiłeś to, aby po krótkiej chwili mnie objąć, przytulić, zatrzymać przy sobie.

    Nic nie mogłem na to poradzić, że z każdym dniem zakochiwałem się w tobie coraz bardziej, Madaro. Aż zdałem sobie sprawę, że nie mogę bez ciebie żyć. Nie wiem czy odwzajemniałeś moje uczucia. Miałeś tyle lat, że moje istnienie mogło być dla ciebie jak machnięcie skrzydeł kruka, ale ja nigdy nie przestanę cię kochać. Byłeś zawsze dla mnie dobry, opiekuńczy, czuły, więc może też kochałeś mnie, ale inaczej niż ja ciebie. Czy też po prostu żaden z nas nie odważył się drugiemu powiedzieć prawdy?

„Jeśli ci na kimś zależy, nie naciskaj. Daj wolność, zamknięcie w klatce spowoduje, że będzie chciał uciec. Pozwól poczuć mu co czujesz w każdym swoim drobnym czynie, ale bądź delikatny.”

    Zabrałeś mnie do ogrodu cieni, pokazałeś kwiaty, które zachwycały swymi barwami jedynie w nocy. Zapytałeś mnie czy zająłbym się tym miejscem, gdy już ciebie nie będzie. Odparłem pewien, że zawsze będziesz ze mną.

„Chciałbym, aby to była prawda. Jednak my ludzie, Itachi jesteśmy stworzeni do przemijania. Ty, ja, wszyscy kiedyś wrócą do ramion swej ukochanej matki. Ale to miejsce jest schronieniem wspomnień o życiu wszystkich Uchihów, każdy z tych kwiatów rośnie ku chwale pamięci innego z naszego rodu. Ten po środku należy do syna Mędrca tego, który założył nasz klan. Bo widzisz oni wciąż żyją w pamięci innych. Póki ktoś pamięta i my będziemy istnieć.”

    Nie zapomnę… Nie zapomnę… Na zawsze będę o tobie pamiętać.

    Delikatnie złapałeś mą zimną, drżącą z przejęcia dłoń, ścisnąłeś ją lekko, oddając cząstkę swego ciepła. Spacerowaliśmy razem. Dlaczego nie mogło to trwać wiecznie?

    Na wspomnienie tych dni, moje serce zaczyna szybciej bić, uśmiecham się lekko, gdy przypominam sobie ciebie, każdą naszą wspólną chwilę.

Nie zamykaj oczu bo
Na zawsze chcę być
W zasięgu Twego wzroku i,
I dłoni Twych.
Bo zawsze gdy wyciągniesz je,
Mogły napotkać mnie

    Zamknąłeś swe powieki, twój duch opuścił to ciało, które wielbiłam jak i samego ciebie. Odeszłeś… Wciąż nie mogę się przyzwyczaić… Że już nie mam ciebie… Krzyczałem, krzyczę… Będę krzyczeć „Mój ukochany, wróć!”

    Nigdy nie zdążyłem powiedzieć tego co naprawdę czułem.

    Płacz wcale nie przynosi ukojenia! Cierpię! Ból wyżera me wnętrzności… Umieram z miłości do ciebie Madaro! Dlaczego teraz musiałeś mnie zostawić?! Pragnę, abyś mnie znów mocno przytulił, tylko tym razem nigdy nie puszczaj. Zabierz ten ból, łzy… Oczyść mnie z tych uczuć… Nie chcę już tego czuć. Pragnę przestać kulić się co noc z oziębłości świata bez ciebie. Zgubiłem mój sens. Nawet nie zdążyłem podziękować ci za to, że nauczyłeś mnie kochać. Dałeś szansę, której nikt nie dał.

    Czemu stałeś się moim światłem? Czemu czuję gniew? Nienawiść do świata, który mi ciebie odebrał?

„ Nawet gdy mnie już nie będzie, nie będziesz sam. Przecież twój brat na ciebie czeka. Potrzebuje cię tak jak ty mnie. Tak to już jest, że jeśli ty się poddasz, ucierpi ktoś inny. Nie powtórz mego błedu.”

    Ale tak bardzo pragnę to wszystko porzucić. Nie ważne gdzie jesteś zabierz mnie ze sobą.

    Będę musiał przeprosić Sasuke, ale trudno jest być starszym bratem. Dobrze o tym wiesz, Madaro. Chciałbym obdarzyć go prawdziwą, nieprzemijalną miłością, ale ja tak nie mogę. Kochałem, kocham tylko ciebie.

    Twój ciemny blask, to twe zatracone szczęście, to wszystko mam ja. Wróć po nie Madaro, mój wspaniały Czarny Motylu*. Czemu twe skrzydła były zwiastunem śmierci, bólu? Moje ciało nie wytrzymuje już tej wojny miłości i rozsądku. Kamień przodków kłamał. Do szczęścia potrzebuję jedynie ciebie. Twego promiennego uśmiechu, czułych ust i dłoni ściskającej moją. Wróć po mnie!

Na zawsze tobie oddany, Madaro,
Itachi

PS Zawsze będę na ciebie czekać.

~~

czarny motyl- podobno przez latynosów uważany za omen nieszczęścia, a ten kto go ujrzy szybko umrze, od dłuższego czasu jakoś kojarzył mi się z Madarą, ale dopiero tutaj to użyłam.

06 października 2013

28. Gdy upada niebo

Witajcie!

    Miałam dodać to trochę wcześniej, ale jak zwykle się nie zebrałam i nie byłam pewna czy kogoś to zaciekawi. Przyszło mi to do głowy słuchając piosenki Riverside- In two minds, może tekst wydać się trochę bez składu, albo raczej ciąg czasowo- zdarzeniowy nie jest zachowany albo po prostu tak mi się wydaje. Sami oceńcie.

~~

    Kolejny dzień mija nam na rozmowach, kolejny raz próbuję ci wytłumaczyć kim jestem. Lecz ty nigdy nie pojmiesz mego jestestwa, nie ważne jak bardzo próbujesz. Wciąż jestem rozbity w dwóch umysłach. Za późno zdałem sobie sprawę, że bez ciebie nie mogę podjąć decyzji. Chciałbym wrócić do ciebie, ale to już niemożliwe.
    W tych chwilach, gdy razem śniliśmy przy niebie zachodzącego słońca, nie chciałem nic innego niż być blisko ciebie i słyszeć twe serce. Wiedzieć, że istnieje ktoś kogo byłem wstanie ochronić. Jednak nie możemy tak trwać, pozostać w ten sposób. Nie chcę cię skrzywdzić, pozwól mi tylko zniknąć. Zniknąć sprzed twoich oczu z twego serca, duszy. Chcę pozostać marzeniem z twych snów.
    Jednak jeśli utracisz wiarę, ja nigdy nie przestanę być twym przyjacielem. Nawet gdyby niebo runęło na świat, ja wciąż będę cię wspierać. Lecz nigdy nie zbliżę się, nie mogę skrzywdzić cię.
    Chcę abyś był szczęśliwy. Bardzo dobrze pamiętam każde z twych słów, że to właśnie przy mnie czujesz spokój i żadna z trosk cię nie martwi. Nie jesteś w stanie pojąć jak bardzo cieszyły mnie te słowa, jak przez nie jeszcze bardziej cię kochałem. Wiedziałem, że odwzajemniałeś te uczucie może nawet bardziej niż ja, jednak nie zasługiwałem na nie czy też na ciebie. Wtedy wszystko byłoby idealne, a takie nie było. Chciałem ochronić cię przed tym kim naprawdę byłem, jednak nawet gdy jesteśmy tak daleko od siebie, słyszę twój cichy szept. Znów wołasz me imię…

    Słysząc twój krok, szelest wiatru w twych ubraniach nie sądziłem, że odejdziesz. Próbowałem cię zrozumieć, lecz nigdy nie mówiłeś całej prawdy. Zawsze byłeś czujny jakbyś się obawiał o coś. Czy ja byłem twym zmartwieniem, czy może przeze mnie marszczyłeś brwi w ten sposób?
    W mym sercu po tobie pozostała pustka oraz zapach tamtych wieczorów. Chciałeś mnie chronić, lecz czy według ciebie porzucenie mnie to ochrona? Wraz ze swym odejściem zabrałeś część mnie. Dałeś mi wolność i ją zabrałeś ze sobą. Czy skrzywdziłeś mnie przez to, że cię kochałem?
    Przecież razem byliśmy szczęśliwi, to się kiedyś liczyło. Dlaczego teraz jest inaczej, nie ma już nas. Gdzieś tam jesteś ty ubrany w swe sekrety niczym płaszcz, który jak łańcuchy zacisnął się na twoim zdrowym rozsądku. I ja jestem tutaj, sam pusty i rozdarty. Z każdym następnym dniem tracę nadzieję, że znów się spotkamy. Dzisiaj wydajesz się jedynie sennym marzeniem, które zesłały na mnie promienie zachodzącego słońca, podczas naszego pierwszego spotkania. Wtedy nie uśmiechałeś się, byłeś raczej smutny i do tego przemoczony. Był wtedy sztorm. Pomogłem ci z uśmiechem, który później tak uwielbiałeś. Nie wiedziałem kim jesteś, ale tego dnia nikt nie powinien być sam. To nie był czas, w którym można było kogoś porzucić. Zostałeś ze mną o wiele dłużej niż jeden zachód słońca, lecz odszedłeś o jeden za wcześnie.
    Nie powinien rozpamiętywać tego co było kiedyś, ale nie pozostało mi nic innego. Lecz póki resztka nadziei tli się w mym obumarłym sercu, będę przychodzić tu gdzie razem śniliśmy i przy świetle zachodzącego słońca, szeptem wołać twe imię.

- Proszę wróć...

31 sierpnia 2013

27. [Naruto FANFIC] Jesteś ostry jak ten naleśnik

Witajcie!

    Prezentuję dziś jeden z pierwszych fanfic'ów z Naruto. Ten miał być wesoły i humorystyczny, ale sami oceńcie. Pisany narracją pierwszoosobową.

~~


    Dzień zaczął się jak zwykle zwyczajnie. Słońce wpadało przez okno do pokoju, gdzieś na dole ktoś znowu jak zawsze zamiatał liście, które  nie wiadomo jak i gdzie co rano przykrywały chodniki wioski [w zimę to był śnieg, jednak wciąż podejrzane]. Leniwie wyszedłem z łóżka, to też była codzienność. Nigdzie mi się nie spieszyło, bo niby gdzie.  Ubrałem się na maskę założyłem następną. To mój osobisty sposób na zabicie w ciekawskich ludziach ich logiki. Przecież nikt się tego nie będzie spodziewał! Chwytam w dłoń jeden z nieprzeczytanych tomów książki i chowam do kieszeni. Upewniam się, że zamknąłem drzwi i opuszczam dom przez okno. Pohasałem  po dachach do siedziby Hokage, aby dowiedzieć się jaką grupę otrzymałem w tym roku. Już im współczuje, następna grupka, która nie zda.

    Było dużo po dziesiątej gdy czytałem listę z 3 nazwiskami, która okraszona była zdjęciami. Na jedno ze zdjęć patrzyłem dłuższą chwilę. 

- Ninja w pomarańczowym dresie? To dowalił…- mruknęłam sam do siebie, bo nikogo nie było na przestrzeni kilometra. Do tego nawet nie potrzeba cheaterskiego oka, które obecnie zakryte było przez ochraniacz na czoło.


    Spotkanie z moimi podopiecznymi nie było najlepszym pierwszym spotkaniem w moim życiu. Wciąż nie mogę wytrzepać kredy z włosów, oprócz tego, że są srebrne to teraz jeszcze białe. Czułem, że przedwcześnie zsiwieje, ale żeby tak na dzień dobry? Gdy opowiedzieli mi o sobie, mogę stwierdzić jedynie.  Sakura- Barbie (różowe włosy…) [Sasuke-kun, Sasuke-kun, Sasuke-kun]; Naruto- dziecko ADHD (z lisem w brzuchu- promocja w Biedronce) [Ramen, Hokage, Hokage, Hokage, Ramen, Ramen]; Sasuke- emo (prawdopodobnie nr 1 w wiosce w sztuce emowania) [zabić, zabić, zabić, hoduje najlepsze szafowe grzyby na tym terenie].

    Po jednym dniu w ich towarzystwie muszę stwierdzić, że bez tabletek się nie obędzie. Ten z ADHD w pomarańczowym dresie ciągle kłóci się z emo, gdy Barbie wzdycha do emo, który uważa, że jest irytujący, zaś ADHD wzdycha do Barbie, która też uważa, że lisowaty jest wkurzający. Do tego to gorsza Moda na sukces niż na jedynce. Na pocieszenie dla nich sądzę, że wszyscy są równie upierdliwi. A jak nie pomogą tabsy to najwyżej będę cię ciachać po nadgarstkach zaostrzonym naleśnikiem, wpadnę do Iruki, nie tylko ja byłem świadkiem powstania morderczych naleśników, dobrze, że nie eksplodują gdy się je zje. Chociaż kto wie. Ja wolę nie ryzykować, lubię moje gardło, tchawicę czy nerki. Są fajne.

    Co najgorsze udało im się zdać, nie sądziłem, że emo pierwszy wysunie propozycje nakarmienia ADHD. A niech to dunder świśnie… Gdzie moja książka?!

[Paręnaście misji później, po egzaminie~~]

    Dzień jak zwykle słoneczny, wiatr przyjemnie ochładza, gdzieś słychać miarowe zamiatanie liści (drzewa wciąż są ich pełne, więc ktoś musi je dorabiać, jakaś manufaktura, albo hurtowo made in China), co pewien czas dźwięk przewracania kartek w książce oraz ‘radosne’ dźwięki bijącego się emo z dzieckiem ADHD w stylu dziewczęcym- z paznokci go. Przez dzisiejszy trening nie mogą zrobić nic więcej- czasami jestem zły. Aby obliczyć kto wygrał, trzeba obliczyć ilość zadrapań, ten kto ma ich mniej wygrywa. Chociaż u Naruciaka to raczej trudne, bo przez te lisie blizny a’la wąsy, można zgubić się w liczeniu. Barbie została przez nich zignorowana, więc ja zostałem uraczony jej towarzystwem, co pewien czas potakując czy dorzucając jakieś niezobowiązujące pytanie. Mam podzielną uwagę jednak bardziej ciekawiło mnie co stanie się z Bernardem i Clarą!

    Gdy podniosłem wzrok znad książki zobaczyłem morderczy wzrok Saskłe, który przeznaczony był dla Naruciaka, ale to był inny szczegół. Owe emo miało tak czarne oczy, że na próżno było szukać źrenic. Może gdyby wsadzić mu palec do oka to by dało się znaleźć, a może i nie? Bo w końcu źrenica to dziura tak jakby…

    Zachodzące słońce oznaczające koniec dnia było znakiem, że czas już się zbierać do czterech własnych ścian. Spojrzałem na nich. Emo wraz z ADHD opierali się o siebie plecami i spali pozaznaczani małymi zadrapaniami na twarzy. Zaś na ich głowach znajdowały się wianki z kwiatów, które zrobiła Barbie. Sama też jeden miała na głowie i podeszła do mnie trzymając podobne dzieło, włożyła mi go na głowę z uśmiechem, zadowolona ze swego dzieła.

- Dziękuje, Sakura.- Wszystkie wianki były identyczne, chociaż jak na moje oko to ten, który był na głowie Sasuke zrobiony został lepiej, chociaż może mi się wydaje.- Czas już wracać do wioski. Pomóż mi ich obudzić.

    Gdy oboje się obudzili Naruto wyśmiał kwiatową ozdobę Sasuke, śmiejąc się na cały głos. Dostał w żebro od bruneta.

- Masz taką samą na głowie, młotku- powiedział jak zwykle głosem, które przewijało ślady wiecznego i wieczystego focha na świat. ADHD był niepocieszony gdy został o tym poinformowany, ale ożywił się, gdy usłyszał kto je zrobił.


    Mimo tego wszystkiego potrafią być dobrą drużyną i współpracować. Gdzie jest klucz do domu? Zostawiłem go w środku… No pięknie, to pokazałeś swoje umiejętności Kakashi…

17 sierpnia 2013

26. [FFVII FANFIC] Pustka

Witjacie!

    Powracam do was, po małej dłuższej awarii internetów. Złe to stworzenie oj złe. Ale nie obawiajcie się napisałam parę rzeczy, więc niedługo też coś jeszcze dostaniecie. Dzisiaj krótki fanfic, jeden z tych, w których próbuję opisać uczucia bohaterów [czyli treningowy], bo jak wspominałam albo i nie lepiej mi wychodzi opisywanie różnych zwrotów akcji itd. niż samych uczuć, więc trzeba ćwiczyć. Pod wirtualne pióro [czyt. klawiaturę] wzięłam sobie wtedy nieśmiertelne Final Fantasy VII. I jeden ze smutniejszych momentów w całej grze. Zapraszam do czytania i komentowania.

~~

    Gdy zobaczyłem jej ciało upadające bez ducha na kamienną podłogę nie byłem w stanie wypowiedzieć żadnego słowa. W miejscu gdzie znajdowało się jej serce wbite zostało ostrze długiej katany, a białowłosy sprawca wydawał się uśmiechać z triumfu.
    Tylko ona mogła powstrzymać meteoryt, uratować Planetę. Kogo jednak obchodził ten świat? Teraz gdy jej nie ma nic nie miało być takie samo. W końcu Aeris już się nie uśmiechnie, nigdy nie będzie się śmiała czy chociażby nie namówi nas do zrobienia czegoś niemożliwego. Czy ta walka ma jeszcze jakiś sens?
    Nie wiem kiedy upadam na kolana, nawet nie pamiętam co krzyczałem w jego stronę. Spoglądam na swoje ręce. Nie jestem w stanie zobaczyć jak moi towarzysze osłaniają mnie przed atakami, oni wciąż walczą gdy ja tracę przekonanie. Widok przed oczami rozmazuje się, a przez ciało przechodzi dreszcz. Zaciskam powieki chociaż to pomaga tylko na chwilę, przezroczysta, słona ciecz zaczyna ściekać po mych policzkach.
    Nastała cisza, któraś ze stron skończyła walkę, jestem wstanie usłyszeć krople uderzające o posadzkę wybijające smutną wolną melodię. Zasłaniam twarz dłońmi próbując wytrzeć łzy. Stukot butów, ktoś kuca obok mnie. Nie jestem w stanie podnieść wzroku by sprawdzić czy to wróg czy swój. W tym momencie to się nie liczyło. Było mi wszystko jedno, nie przeszkadzało mi by gdyby ktoś teraz skrócił mój żywot.
    Znów tracę kogoś bliskiego, nie mogę tak więcej. Powoli braknie mi sił na tą bezsensowną walkę. Bo jak mogę wygrać ze śmiercią? W końcowym rozrachunku to my ludzie będziemy przegrani i chociaż wrócimy do Niej i spotkamy się z tymi, których utraciliśmy to ile lat przed tym musimy cierpieć i rozpaczać? Czemu szczęście jest takie ulotne i ból trwa tak długo? Dlaczego między tymi uczuciami nie ma równowagi? Czy strata jest wpisana w bycie człowiekiem?
    Czyjeś ręce obejmują mnie i przyciągają w stronę obcego ciała. Zabieram dłonie z twarzy i dopiero teraz spoglądam w górę na twarz tej osoby. Rubinowe oczy, które zawsze patrzyły chłodnie i obojętnie teraz są pełne współczucia i smutku.  On jako jedyny był w stanie zrozumieć to co czuję, w końcu stracił ukochaną. Nie jestem w stanie dłużej powstrzymywać łez, chociaż nigdy nie przynoszą ukojenia i pomimo tego, że obiecałem sobie, że już nie będę płakać nie mogłem nic na to poradzić. Przytulam się do niego, a ubranie tłumi mój cichy szloch. Dłuższy czas wszyscy milczą, ktoś przestąpił z nogi na nogę.
- Jej ofiara nie może pójść na marne- nawet głos bez emocji w tej chwili wydaje się być ich pełen.
- Wierzysz w to czy tylko tak mówisz?- Jedynie tyle jestem w stanie odpowiedzieć, gdyż w mojej głowie pełno oskarżeń i sprzecznych myśli. W ich oczach byłem już słaby, nie musiałem tego pogłębiać.
- Ja mogę wierzyć tylko w przebaczenie, od ciebie zależy co zrobisz. Ucieczka może i jest najprostszym wyjściem to jednak w końcu nadchodzi czas, aby wziąć odpowiedzialność za swoje czyny by móc później nie obwiniać się, że nie udało się czegoś zmienić.- W tych słowach było trochę racji i chociaż bardzo chciałem się poddać, może nawet uciec to przecież im też nie przychodziło to z łatwością. Też ją znali. Byli jej przyjaciółmi, znali ją bardziej lub mniej, ale wciąż nimi pozostawali.
- Powinniśmy ją pochować- przerywam ciszę. Zgodzili się ze mną.
    Niosę jej ciało w drżących rękach, udaję się w stronę jeziora, wchodzę do niego. Pozwalam jej ciału utonąć w nim, opaść na dno wraz z naszym sukcesem w tej misji. Ale to nie było już ważne. Pewnie chciałaby abyśmy dalej kontynuowali tą misję, skończyli to co zaczęliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak spróbować, chociaż to będzie strasznie trudne. Będziemy musieli odwlec żałobę. W końcu poświęciła się dla nas. Jednak czemu nie poczekała na nas? Gdybyśmy spróbowali zrobić to razem, nikt nie musiałby umierać. Teraz jej uśmiech jest jedynie wspomnieniem…

31 lipca 2013

25. Zdziśka i Miećka przygoda życia

Witajcie!

    Dzisiaj dodaję nieśmieszną [według mnie] parodię, do której trochę natchnął mnie Gothic 2. Pod koniec wena mi przeszła, więc może wydawać się dziwne i zmieniać nagle w jakiś inny gatunek, ale chyba da się przeżyć i jest krótkie, więc nie powinno być aż tak źle. Zapraszam.

~~

    Zdzisiek i Mieciek byli przyjaciółmi od czasów tak dawnych, że nikt nie pamiętał aby któryś z nich był osobno. Byli jak bracia syjamscy, ale w dwóch oddzielnych ciałach, z czego powodu chyba ubolewali.
    Zdzisiek był wojownikiem co walczył nożem w wersji dla olbrzyma do tego był zardzewiały i nie jeden troll w zębach nim grzebał.  Mieciek zaś był magiem samoukiem i za kostur robił mu mop tylko bez tej włochatej ścierającej części, ponieważ przerobił ją na efektowną piżamkę w różowe poniacze.
    Gdy razu pewnego oboje postanowili udać w przygodę życia podczas, której to mieli zdobyć bogactwo, chwałę oraz przydrożny burdel nie chcieli zwlekać, aby zdobyć to jak najszybciej, a przynajmniej to ostatnie. Zdzisław i Mieciek pomimo tego, że lubili kasę oraz to, że w przyszłości rozpoznawać będzie nie tylko pani Jadzia z monopolowego, w którym to dostali 5% zniżkę stałych klientów, ale najbardziej lubili dziewczyny, chociaż po mieście inna plotka chodziła.
   Zdzisiek przywdział swój najlepszy armor- sweter od babci -20 do obrony przed atakami starych panien i +10 do obrony przed potworami. Włożył swoją klingę- przyrdzewiały widelec za szlufkę wysłużonych dresów, uczesał włosy w stylowego czuba i spryskał się wodą kolońską, jakby mieli ratować księżniczki czy inne panny, żadną nie pogardził.
    Mieciek zaś nałożył niebieski szlafrok swego ojca, ponieważ jego codzienny strój bitewny- różowy flanelowy w spodku po przyjacielu dziadka z wojska, wojna łączy ludzi; był w praniu gdyż krew z nosa Zdziśka wciąż nie chciała schodzić po ostatnim maratonie seriali cenzurowanych, czyli sławetnej „Mody na sukces”.  Do tego swój staf przytwierdził do pleców za pomocą kropelki wraz z brodą składającą się z 3 włosków. Nałożył ulubione gumofilce i okulary z wybitą jedną szybką.
   Oboje tak przygotowani wyszli z miasta przez główne wrota, a towarzyszyły im okrzyki radości, gdyż miejscowi mogli wreszcie zdjąć spinacze ze swych nosów. Gdy wyszli za mury miasta udali się do stajni gdzie wynajęli jednego dziubdziuba na kredyt. Ledwo udało im się na niego wsiąść, gdy udali się na drogę zobaczyli rozwidlenie w dwie strony. Jedna w prawo przedstawiała: ‘ Do Mordoru 500mil, nikt nie przetrwa’ i efektowne amatorskie czaszki z piszczelami pod spodem. Zaś druga w lewo ‘Kraina gejo elfów 200mil, weź ze sobą kumpla’ do tego rysuneczki tęczy.  Postanowili, że udadzą się w lewo, gdyż droga była krótsza, a zapasów żadnych nie mieli i bardzo nie lubili elfów, więc postanowili zniszczyć zarazę u źródła i wyrwać ten pęd fanów 1D i tego drugiego, ponieważ prawdziwi mężczyźni słuchaj jedynie disco polo.
    Dziubdziub osiągał niewyobrażalną prędkość 1/10 km/h, więc podróż miała trwać jakiś ułamek milenium, ale i tak wszyscy byli zadowoleni.  Po bliżej nieznanym czasie i 3 wieczorach spędzonych na jedzeniu grzybków przy czym Zdzisiek nabawił bolesnego rozwolnienia i wymiotów, które chętnie zjadł wierzchowiec, ponieważ dziub utrudniał mu jedzenie, więc już przetworzone chęcią zjadł. Przy pełni księżyca i akompaniamencie pisków Miećka za każdym razem gdy ugryzł go komar wdarli się do jaskini. Dziubdziub pilnował tyłów.
    W środku znajdowała się chorda nieumarłych  więc zaczęła się walka z wykorzystaniem każdych możliwych chwatów, gdyż szkielety nie posiadały ni mózgu ni oczu, więc dosyć łatwo było je oszukać. Jednak gdy z głębi wyszedł ogromny pająk, który chronił ostatecznego skarbu, Zdzisiek rzucił się na niego z okrzykiem bojowym ‘za mamusię’ i gdy nóż w wersji olbrzymów pękł w miejscu gdzie było najwięcej rdzy. Pająk miał zamiar już zaatakować, lecz kula ognista domowej roboty przyfajczyła mu dupsko tak samo jak Zdziśkowi.
- Chłopacy jak mogliście, mnie tylko wynajęto…- Pająk się fochnął i wyszedł z jaskini w stronę ZUS’u [czyt. Mordoru] po odszkodowanie za szkody moralne i zdrowotne.
- Sorry, nie wiedzieliśmy- odpowiedzieli mu.
- Głupio wyszło…- Mruknął Zdzisiek drapiąc się w tył głowy złamanym nożem.
- Za bardzo się wczuliśmy, ale cóż trzeba iść dalej- Mieciek poklepał go po ramieniu i ruszyli dalej. Gdy weszli do ostatniego pomieszczenia oślepił ich blask tęczy, a potem ujrzeli dwa elfy siedzące na kamiennym tronie, a pod nimi leżała zbroja oraz miecz jakby tylko czekał na zabranie.
- Czy to jest ta legendarna zbroja?
- I miecz?- Oboje rzucili się na te przedmioty.
- Tak to Zbroja Pożeracza Dusz!- Zachwycił się Mieciek.
- I Miecz zniszczenia świata!- Zdzisiek przytulił do siebie ostrze.- Już nigdy cię nie zostawię ukochany…
- W tej jaskini spotkała nas jedynie krew, ból oraz pęknięte wrzody żołądka- podsumował Mieciek gdy wracali na dziubdziubie. Nie wiedzieli, że za ogon wierzchowca trzymał się jeden z tych szkieletowych elfów nucąc pod nosem ‘to już jest koniec’.

03 czerwca 2013

19. Luminous Shadows

Witajcie!

    Dzisiaj mam dla was coś innego niż ff, a mianowicie krótkie opowiadanie wprost z uniwersum, które stworzyłam (kiedyś spiszę całą jego historię). Jednak na rzecz tego zostało pokazane w najczarniejszych możliwych barwach. A natchnął mnie do tego obrazek zobaczony na dA, znajdziecie go na końcu tego posta.

~~

Luminous Shadows

    Szary świat ukryty w cieniach, zardzewiałe mosty, zardzewiali ludzie i ich serca. Ci, którym ufali zostali uwięzieni i pogrzebani przez ich zdrady. Niewybaczalne kary i czyny. Krew niczym powietrze otacza ich wszędzie. Gdzie ta utopia zniknęła? Czemu bogowie pochowani są wśród ruin dusz-miast? Czemu tylko ona widzi to i wylewa łzy? Słone łzy... Nawet one nie przyniosą oczyszczenia. Zapomniani, zagłodzeni przez wojny, bogowie czemuś cie pozwolili na coś takiego? Dlaczego wasze łuski nie lśnią? Czemu nie niosą nadziei? Gdzie ją zgubiliście? Zamknięci wśród własnej przeszłości, świetliste cienie... Obietnice niczym karty na stół rzucone zostały przysypane miedzianymi monetami. Nie znaczą nic. Zupełnie nic. Nic nie ma już wartości.
    Szelest błoniastych skrzydeł. Jedno spojrzenie zielonych oczu, czyjś blady uśmiech kamuflujący ból oraz czyjaś dłoń trzymająca miecz. Słabe światło świecy rozjaśnia cienie. Pysk unosi się w górę, zielone oczy, a w nich iskra nadziei. Uśmiech z ulgą wymieszany. Dłoń w górę podniesiona. "Jesteśmy ostatnią nadzieją tego świata, czas dać im to czego potrzebują!"- Powiedział trzymający świecę.
    Głośny ryk, okrzyk radości, następny i jeszcze jeden bojowy. Czas, w którym spaczenie przeżarło ludzkie dusze, czasy zamglone przez odór śmierci. Era Końca Czasów. Pięć istnień- upadły bóg, wybrana, przeklęty, szlachetny oraz stwórca. Ich wrogiem będą nawet oni sami, ale siłą ich umysły i jeden wspólny cel.
    Pokonani? Wymazani? Spaczeni? Odszczepieni? Zamordowani? Póki jedno serce bije, będą bić wszystkie, cienka pajęcza nić przeznaczenia łączy ich i owija się wokół ich krtani. Gdy jeden spadnie w dół pociągnie w ramiona śmierci pozostałych. Krucjata dla świata? Czy może dla ich serc? Usprawiedliwienie dla sumienia? Łzy wciąż spływają po policzkach.
    Czarnowłosy przerzucił miecz przez ramię idąc na przodzie z poważną miną. Z twarzy szatyna nie schodził lekki uśmiech. Wybrana szła jednak bez wyrazu, słowa, które zapomniała, przepowiednia odbiła się echem w jej głowie. "Ci którzy światłem byli, popadli w mrok, aby uratować lub zniszczyć ten świat. Oni są sprawiedliwością subiektywną, nie rozgrzeszą, lecz wydadzą osąd, niemoralny osąd..."
    Przeklęty był niegdyś magiem, jednym z najlepszych magów światła, blask jego czarów rozgramiał mrok, lecz dosięgnęło go ramię zazdrosne, ramie złe, przeklęło go. Teraz na granicy stoi między światłością, dla której walczył i mroku, z którym walczył. Pomiędzy. Jedno oko lazurowe jak bezkres nieba, drugie czerwone jak pożar w duszy, jak lawa w otchłani krateru...
    Szlachetny niegdyś zwykłym strażnikiem miejskim był, lecz oszustwo, wina za coś czego nie popełnił spadła na niego jak głaz. Żelazne kraty zatrzaśnięto przed nim, rdza została na jego rękach. Stracił wiarę w ludzi. Spadał wgłąb dziury ziejącej w jego piersi, coraz głębiej i niżej... Aż uderzył o dno...
    Wybrana była zwykłą dziewczyną, którą ktoś kiedyś porzucił na próg domu wujostwa. Została naznaczona przez najpotężniejszych mocą zrozumienia. Jednak słaba została skurzona pięknymi słowami przez demona, zrozumienie odeszło w cień. Gdy została z niej tląca się drzazga, wiara stracona  dogasała, lecz wciąż pozostała nadzieja...
    Upadły bóg był sprawiedliwym, dobrym sędzią. Wyrozumiały do czasu utraty, zniszczenia jego brata. Serce przepołowione przez ból na miliony kawałków niczym diament zaczął rozdzierać go od środka. Konając przybyło wiele pytań i brak odpowiedzi- tak szaleństwo zapukało do jego drzwi, które uchylone zostały...
    Stwórca wykreował świat, dumny ze swego dzieła zbyt późno zobaczył swoje błędy. Zaczął powątpiewać w swoje dzieło, porzucił czas i natchnienia, umywając ręce. Pycha go zgubiła...
    Upadłego boga łuski już nie lśnią, czerń i smutek je pokryły, nadzieja umarła, smok ryczał z rozpaczą, aż w końcu na swej drodze spotkał stwórcę. Białowłosy uśmiechnął się do niego uspokajająco pokazał mu świecę, którą trzymał. "Czasami możemy być lepsi, lecz musimy wierzyć, żeby ktoś mógł zaufać". Słowa bez sensu pokrzepiły rozbite serce i zaleczyło skaleczenia. Smok ruszył przed siebie niosąc blask nadziei na smolistych skrzydłach. Aż na swej drodze spotkał dziewczynę, przez błąd i naiwność wyniszczoną nadzieją podzielił się z nią, wtedy żar zmienił się w ogień i nadzieja przerodziła się w wiarę. Dziewczyna na swej drodze spotkała nędzarza, który po wyjściu z więzienia stracił wszystko co posiadał. Ona dała mu wiarę, która przebudziła i odrodziła wszystko inne w tym szlachetność jego. Strażnik podczas podróży spotkał maga na skraju, zagubionego, który chciał targnąć się na swe życie jednak szlachetność mężczyzny, stałość w przekonaniach pomogła mu wybrać właściwą ścieżkę i harmonię w swej duszy osiągnąć.
    Ci, którzy na jasną drogę zawrócili, z mroków zimnego całuny się wyrwali swą ostatnią wolą się uwolnili są nadzieją jedyną. Siła ich przekonań i czynów zwrócili losu świata ku destrukcji bądź przetrwaniu.
    Lecz dlaczego łzy wciąż płyną z jej oczów..? Czemu ciągle siedzi zapłakana? Gdzie zgubiła swą nadzieje? Gdzie jej wiara? Gdzie jej przekonania? Czyżby zatraciła je? Na czyją część to zrobiła? Dlaczego przestała ufać? Czemu przestała szukać zmian?
    Całun mroku rozświetliła wielka fioletowa źrenica- spaczenie tego świata, zamęt, chaos, zdrada, obłuda; różne nazwy tego samego upadłego boga niezgody. Wielki prastary smok o łuskach dymnych, mgłą spowity, za ciemnością skryty. Czyj oddech będzie ostatni? Zła czy dobra..?

08 marca 2013

14. [tytuł roboczy] Kufufufu a teraz wyłaź z grobu śmiertelniku!


Witajcie!

   Mam dla was wreszcie opo, które może jest nawet śmieszne, lecz nie ma zamiaru ono obrażać niczyich uczuć religijnych to tylko moje, może lekko zabawne wyobrażeni do opowiadania. Enjoy~!

~~~
ilość słów:
1222
stron: 2
dedykacja:
"Dla tych, którzy po nocach przy świetle gwiazd i nowiu szepczą słowa niewypowiedziane, tym, którzy robią złe rzeczy, aby dobre cele mogły przetrwać"
~~~~~~
    Jak każdego dnia tak i teraz słońce wychynęło ze wschodu, niemiłosiernie raziło po oczach mężczyznę. On zasłonił sobie oczy ręką, jęcząc coś o brutalności i chamstwie tego świata. Ja jedynie prychnąłem; nędzna ludzka istota złorzeczy na coś tak pięknego- słońce. Słysząc mój głos, a raczej nie, odsunął rękę i gapił się na mnie. Bezczelność. Ratujesz takiego od miłosnych uścisków łańcuchów w Piekle, a ten patrzy się jakby dopiero dowiedział się, że Święty Mikołaj nie istnieje. Dlatego powiadam wam, gdy proponują wam fuchę anioła, mówią bez zobowiązań, fajnie będzie. To lepiej już wciąć tzw. ’chwilówkę’ i niech ją wasze praprawnuki spłacają jeszcze po was niż bawić się w taki szemrany zawód. Bo tutaj jakiś archanioł jęczy, że go braciszek wkurza i inne takie brednie. Latają z mieczami, demony mordują, a jak się jakiś swoi napatoczy to też nawalają. Nie ma bata, życie ciężkie. Mówili aniołem zostań, kawałek świata zwiedzisz, mówili… Ale ja też wam powiadam. Lepiej umrzeć i zobaczyć własny raj niż zwiedzać czyjeś inne, gdy samemu musisz przeżywać gorsze piekło niż tam na dole. Chociaż to raczej pojęcie abstrakcyjne. Nie ważne. Czy w ogóle się przedstawiłem? Jestem Samael, czy też Sa’el, lecz nikt nie chce używać krótszej wersji, więc z ‘Bożego Syna’ stałem się ‘Bożym Jadem’ czy to w ogóle się czymś różni?

    Ów człowiek, cały był uwalony błotem, piachem i trawą, jakby cofnął się do swych korzeni, w końcu z tego zostałam stworzony, oprócz tego ostatniego. Bo z tego chyba się żuki robi, chociaż się nie znam. Gapił się na mnie i próbował coś powiedzieć, ale jego usta otwierały się i zamykały jak u karpia [czy innego upłetwionego bliżej znanego jako ryba], który został wyrzucony na brzeg i próbuje oddychać. Czemu ciągle nie trzymam się tematu? „Ty masz skrzydła!”- Przez 15 minut męczył się, aby mi to powiedzieć, wiesz koleś ślepy jestem i jakoś nigdy nie zauważyłem, że zdarzyło mi się krukowi ukraść skrzydła i przyczepić do plerów. No cóż były czarne, ale nie moja wina, że wszyscy mnie źle rozumieją. Za dużo gadania z tym wężem z raju, ale i tak dyskusję ja wygrałem. Żeby nie było, że ja gorszy. Ale tak naprawdę jego poczynania skomentowałem facepalmem, nawet bolesnym- dla mnie. Tylko owe skrzydła ‘maczane we smole’- jak to mi Misiek wypomniał; odróżniały mnie od człowieka. Czarne, bujne krótkie włosy, mądre niebieskie oczka [jak ta bryza na Karaibach]. A te ładne blade jak trup, wysportowane ciało [to przez ‘bieganie’ po całym świecie] opakowane w koszulę, jeansy, trampki oraz czarny długi płaszcz do kolan. Niestety muszę ubierać się pod kolor skrzydeł, ale przecież czarny pasuje do wszystkiego, więc po co się martwić na zapas? Nawet załatwiłem sobie kolczyk w lewym uchu, taki smok cały je oplatający. Ludzie wciąż myślą, że one nigdy nie istniały. Zabawni są, dlatego ja różnię się od innego mojego braciszka, który podgrzewa sobie dupcię tam na dole.

    Miałem proste zadanie ‘wyciągnij pana X z miejsca Y, bo Z’. Wykonałem je perfekcyjnie, przy tym znowu odbyłem filozoficzną rozmowę z innym bratem. Możecie mówić w tej chwili zapewne ‘więcej was matka nie miała’, ale będę zmuszony prosić o zmienienie tego na ojciec. Mówiąc krótko, grzecznie wyjąłem go z żarzącego się pokoju nr.666 z Piekła. On tylko musiał wyjść z grobu. Inna sprawa, że zakopali go na zadupiu, a duża część jego kości i ciała została zjedzona przez różne leśne dzikie zwierza, ale on tego nie wie. Tylko ja miałem więcej roboty, a i tak przecież mi za to nie płacą, w ogóle mi za nic nie płacą, tylko wymagają. Mruknąłem coś o zgłoszeniu tego do związków zawodowych czy jak się to nazywa, lecz ten się ciągle gapił, jakby nigdy anioła nie widział. Może nie widział, ale to powód, aby gapić się na mnie jak jakieś ciele?
- Bravo Einsteinie- pochwaliłem go. Trzeba jakoś tą całą rozmowę zacząć. Nigdy nie byłem w tym dobry, chociaż każdy myśli inaczej. Bo ja używam do tego głowy i dużo myślę. Tak biedny Sa’el dużo myśli, przez to ma dużo problemów, ale mniejsza o większość.
- Kim jesteś?- Wciąż dąży do odpowiedzi, dobrze…
- Psychopatycznym mordercą kruków, a tak naprawdę aniołem, a czym myślałeś, że wróżką zębuszką?- Przy ludziach łatwo się irytuję, ale ten kamień, na którym siedzę też wcale do najwygodniejszych nie należy.
- Aniołem? Przecież one nie istnieją.
- Powiedział łowca demonów- to powiedziałem na głos, ale trudno mi się było powstrzymać, bo to takie głupie. Zabija demony, a myśli, że anioły nie istnieją.
- Jak masz na imię?
- Samael.- Ja przynajmniej się przedstawiłem, nie to co on.
- Anioł śmierci i zniszczenia, archanioł, który włada dwoma milionami aniołów?- Niby sądzi, że aniołów nie ma, a rzuca tekstami z Wikipedii.
- Ten sam- pokiwałem głową. Ten brązowowłosy facet w ubrudzonych ubraniach zamyślił się chwile.
- Dlaczego znowu żyję? Przecież jesteś Śmiercią.- Acha, czyli nad tym tak myślał.
- Nie jest Śmiercią, on jest sobą dobrze, bez mojej pomocy. Jestem jakby jego anielskim odpowiednikiem dlatego też powstrzymuję egzekucje, lecz mogę znowu wkopać cię do Piekła, więc lepiej bądź grzeczny. Bo nie wiadomo za jakie grzechy muszę się tobą przez pewien czas zajmować, póki się, hmm… Nie ogarniesz, nie wrócisz do normalności, etc. Rozumiesz? Dobrze, bo ja raczej nie chcę.- Przedstawiłem sprawę jasno.
- Aha, rozumiem… Czyli będziesz mi pomagał?
- Przez pewien czas, gdyż nie jestem niańką i nie mam zamiaru nią być. Rozumiemy się?- Trzeba takiemu powiedzieć wszystko od razu, bo potem sobie wyobrażają nie wiadomo co.
- Tak, szefie?- Nie był pewny do tego jak mnie nazywać, najwidoczniej.
- Wystarczy Samael, ale jeśli koniecznie chcesz możesz mówić mi szefie, wtedy to będzie jak dwuosobowa nieustraszona mafia przeciwko hordom demonów z odmętów Piekielnych, lecz nie przyzwyczajaj się.- Szeroki uśmiech, jeden z tych, który wzbudza zaufanie od razu.
- A nie może być po prostu Sam?- Wiedziałem, że to kiedyś wysiąknie.
- Nie, sama litera ‘m’ nie jest dobrą wróżką, spacza istnienia, więc nie chcę, aby była na końcu przeinaczenia mojego imienia.
- Ale w twoim imieniu jest ‘m’!- Oburzył się lekko, nie widział logiki w moich słowach, lecz ludzie zawsze wątpili w słowa aniołów.
- Nie ja je sobie nadałem, byłem Sa’el, stałem się Samaelem tylko dlatego z woli mego Ojca, jako kara za mój niewyparzony język. Nawet tam na górze- wskazałem ręką na niebo- nie lubią tych co za wiele mówią.
- Teraz rozumiem.- Pokiwał głową.
- Więc możemy już iść?- Zapytałem podnosząc me sławetne cztery litery ze starego kamienia.
- Nie widzę przeszkód.- Powiedział mężczyzna próbując wstać. Ja zaś postanowiłem ukryć dwie pary moich skrzydeł. Tak posiadałem dwie, tylko dlatego, że jestem archaniołem, są po prostu świadectwem na władze posiadaną prze ze mnie, lecz tą drugą widzą tylko inne anioły, więc dla ludzi wydawałem się zwykłym czarno-skrzydłym aniołem. Gdy tylko złożyły się zniknęły, na ziemię upadło kilka kruczych piór. Pomogłem mu wstać.

    Ramię w ramię poszliśmy w głąb zamglonego lasu. Wiedziałem, że już nie będzie jak zwykle coraz bliżej było spełnienia moich celów. Coraz bliżej… Lecz teraz ukryła nas mgła, nikt niepowołany nie mógł nas teraz znaleźć.

    Teraz gdziekolwiek byśmy nie poszli, słońce i księżyc, chmury i gwiazdy, dobro i zło będzie nas śledzić. Czekać aż się potkniemy i spadniemy w dół, lecz hej jestem upadłym aniołem, więc będzie tylko lepiej. Bo gdy zagubione dusze spojrzały na czarne skrzydła upadłych to w ich oczach został wypalony ślad zwątpienia, spaczenie ich ogarnęło i tak powstały demony. Ale przecież dam radę!

16 marca 2012

3. Rytm Wspólnego Szczęścia

Witajcie!

Słuchając sobie Complication naszła mnie ochota na napisanie czegoś takiego. Takie optymistyczne coś o przyjaźni, chociaż miało to być na początku opowiadanie, ale nie miałam pomysłu na postacie, więc wyszło to. Mam nadzieje, że się spodoba.

~~

Rytm Wspólnego Szczęścia

Siedzieliśmy szczęśliwi,
Nic złego nie miało już nas nigdy spotkać,
W końcu słońce nie może cały czas zachodzić dla jednych,
A dla innych tylko wschodzić.
Pełnia zdarza się więcej niż jeden raz w życiu.
Zaćmienie też w końcu kończy się.

Ławka w parku niczym azyl,
Uśmiechnięci żyjemy dziś.
Zapominając o wczoraj.
Żadne z nas nie martwi się,
Jesteśmy i niech świat przed nami klęka.
Pani własnego życia!

Jesteśmy tu, a zarazem tam!
W blasku własnego szczęścia żyjemy.
Słuchając własnego serca i dusz.
Biegniemy chodnikiem.
Nie zważając na innych,
Nie odwracając się za siebie.

W pogoni za marzeniami,
Szukając siebie samych.
Jednak zawsze szczęśliwi.
Chodnik już kończy się,
Ludzie przestali nas już zauważać.
Zwolniliśmy już zmęczeni.

Nasze dni coraz krótsze kończą się,
Coraz szybciej zachodzi słońce.
Jeden z nas już dawno zgasł.
My podążamy za nim, aby spotkać się gdzieś.
Nieważne gdzie, ale szczęśliwi razem.
Na wieczność...

11 marca 2012

2. 'Mroczna Istota- wyznania'

Witajcie!

 Pragnę wam przedstawić istotę mroczną i nieznaną oraz jej wyznania o tym kim jest. Nie ma ze mną nic wspólnego, po prostu następna postać wymyślona przeze mnie. Nawet będzie miała swoje dłuższe opowiadanie, ale nie wiem czy będzie występować często.

~~

Czy tylko ja widzę, że ten świat spowija czarna mgła obłudy?
Czy tylko ja zważam tych niezauważonych?
Nie, są też inni, którzy patrzą na ten świat inaczej niż ja.
Nie wiem dlaczego tylko ja patrzę na ten świat, tak jak ja.
Może to, że jestem inna niż wszystko obok mnie?
Może...
Nigdy nie przyjdzie mi się dowiedzieć dlaczego jestem taka, a nie inna.
Czemu nie mogłam być kimś innym?
Ale tacy jak ja są potrzebni, aby tym innym lepiej się żyło.
Marzeń nie ma wiele, ale i tak w głębi siebie czuję, że się nie spełnią.
'Szkoda'- mówię do siebie każdego ranka.
'Żałuję'- tego, że jestem nikim.
'Istnieje'- najbardziej boli.
'Samotna'- jedyna prawdziwa wiara.
Ktoś raz zatrzymał się obok, przyjrzał mi się.
'Świat nie jest tak okrutny jak ci się wydaje'- nie wierzyłam.
Moje życie było spowite niczym.
Kłamstwem?- A i owszem.
Cierpieniem innych?- Zawsze.
Brnęłam przez mogiły innych, by sama być na szczycie.
Nigdy nie lepsza, zawsze najważniejsza.
Przez większość czasu ukryta pod płaszczem muzyki i sztuki.
Czasami morderczo krążąca po ciemnych zakamarkach miasta.


~END