Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

03 lutego 2015

47. Rozdział 11 "Do you even dance?"

Witajcie!

    Tak, należą się wam przeprosiny. Myślałam, że uda mi się to napisać szybko, jednak bardzo się myliłam. Pisanie tego jest dla mnie męczące, może dlatego, że zakończenie 'Naruto' trochę mnie zawiodło? Miałam nadzieje, że to w żaden sposób nie wpłynie na to opowiadanie. Postaram się jednak dokończyć to opowiadanie. W końcu nagle przyszło tu tyle ludzi tylko z tego powodu, to teraz byłoby mi tak głupio to przerywać. Niestety jest krótki, ale lepsze to niż nic. Postaram się zamknąć to opowiadanie w 15 lub 16 rozdziale, może nawet szybciej. Do tego zastanawia mnie, czy któreś z was dalej by czytało tego bloga gdyby np. znalazły się tu moje opowiadania autorskie czy też z innych fandomów. Oglądał ktoś z was może Gravity Falls?

~~

"Do you even dance?"


Dance, Dance
We're falling apart to half time
Dance, Dance
And these are the lives you'd love to lead
Dance, this is the way they'd love
If they knew how misery love me

    Uchylił sennie powieki, mrucząc przy tym z przyjemności i przyciągając jeszcze bliżej siebie, wtulone w niego ciało. Wplótł dłoń w długie, czarne włosy, które mocno kontrastowały z bielą pościeli. Usłyszał jak głośniej wypuszcza powietrze i obraca twarz w jego stronę. Hashirama przesunął swą dłoń niżej, sunąc po karku i nagich plecach kochanka, lekko drapiąc jego bladą skórę. Odpowiedziało mu gardłowe mruczenie podobne do kota. Nachylił się w jego stronę, całując miękkie, krwistoczerwone usta.

- Nie powinieneś mieć takich snów- wyszeptał pomiędzy pocałunkami.

- Snów?- Zapytał zdziwiony Senju, w tym czasie obudził się, otwierając oczy ze zdziwieniem. Był sam w swoim domy, sypialni, łóżku. Nie było przy nim jego ukochanego. To oczywiste, że go nie było, zakończyło się to wszystko na przytulaniu.

    Spojrzał na zegarek, stojący na szafce nocnej, 3:32. Nie widział większego sensu, aby wstawać, więc przewrócił się na drugi bok i spróbował zasnąć.

***

    Madara cały dzień miał złe przeczucia i to bardzo złe. Nie miał żadnych planów na najbliższy czas, nawet nie powinien mieć. Postanowił więc odwiedzić swego brata. Przyodział czarny, długi płaszcz i ruszył przez puste uliczki. Jak cień czy kruk przelatujący przez cmentarz z pustych ludzkich marzeń.

    Nie było mu dane użyć windy, zawieszka z napisem zepsuta obiecała mu przebycie kilkunastu pięter schodami.  Nie było to dla niego większym problemem, ale jednak pozostawało uciążliwe. Przemierzając piętra schodami, osiągając każde następne, widział swoją zmartwioną twarz w szybie. W końcu wciąż noc nadchodziła zbyt szybko.

    Gdy wreszcie osiągnął cel, docierając na odpowiednie piętro, wolnym krokiem udał się do pokoju, w którym leżał Izuna. Zdziwił się, gdy po otwarciu drzwi nie ujrzał nikogo na łóżku. Czyżby jego brat wreszcie się przebudził i zabrali go na badania. Poczuł nagłą ulgę, ale musiał się upewnić, więc udał się do pokoju pielęgniarek, który znajdował się w pobliżu.

- Co się stało z pacjentem z pokoju nr 85?- Zapytał, widząc jedną z nich przy biurku. Spojrzała na niego zdziwiona, po czym zajrzała do kart pacjentów. Była zdziwiona tym pytaniem, bo na tym oddziale rzadko co się działo.

- Dalej jest w śpiączce, dalej jest w swoim pokoju. – Uważnie na niego spojrzała, widząc jak mężczyzna pobladł, a jego usta rozchyliły się jakby w przerażeniu.

- Ale nie ma go w pokoju…

- To niemożliwie, przecież nigdzie nie mógł pójść- zmarszczyła brwi i udała się pospiesznie do pokoju pacjenta. Faktycznie nikogo tam nie było, ale ujrzała, że sprzęt, który wcześniej był podłączony do pacjenta, teraz leżał widocznie jakby został porzucony w pośpiechu. – To niemożliwe…- Powtórzyła cicho. Przecież nie mogli porwać jej pacjenta.

    Szybko udali się sprawdzić nagranie z kamery. Zobaczyli, że ktoś go wyniósł, ale nie było widać kto. Nie mieli pojęcia jakim cudem temu komuś udało się to zrobić. Jedynie przez krótką chwilę było widać sprawcę.

***

    Madara siedział skulony na łóżku, opierając brodę na swoich kolanach. Zanim go wypuścili, dali mu coś na uspokojenie. Był zły na siebie, że nie przyszedł wcześniej, wtedy uratowałby swego brata przed porywaczami. A tak nie był wstanie za wiele zrobić. Wiedział, że musi coś zrobić, ale nie mógł, przecież obiecał. Jednak dla niego Izuna był najważniejszy. Zacisnął dłoń w pięść uderzając w poduszkę z całej siły.

- Chcą ze mną pogrywać? Bawić się? Niedoczekanie ich. Nikt nie wygra ze mną!

    Śmiech, głośny, mroczny, pozbawiony jakiegokolwiek śladu rozbawienia, był w nim nawet nie jeden gram szaleństwa.

26 października 2014

46. Rozdział 10 "The longest way to satisfaction"

Witajcie!

    To już 10 rozdział tego opowiadania, prawdopodobnie najgorszy, ale whatever... Plik, w którym to piszę swą nazwą określał napisane właśnie 10 rozdziałów, taki wyznacznik, że jak to zrobię to udowodnię sobie iż nie jestem aż takim wielkim leniem. Zajęło to 19 stron A4, 10 734 słowa. Nie jest aż tak źle. Jednak dalsze powstawanie Collapse jest pod wielkim znakiem zapytania. Mam naprawdę mało czasu, aby coś pisać, a jeśli już coś, moje twory stricte Stridercestowe. Jednak będę dążyła do skończenia tego hashimadowego opowiadania, mimo iż całe naruto zniechęciło mnie do siebie. Może to znaczy, że po prostu powinnam zacząć pisać opowiadania w swoich uniwersach, a nie fanfiction? Nie wiem, ale tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. A i tak btw nie mam zamiaru pisać ostrzeżeń przed treściami +18 etc, ponieważ i tak wiadomo, że zdajecie sobie sprawę z ich występowania, a ja nie chcę spoilerować.

~~

"The longest way to satisfaction"

You say too late to start, with your heart in a headlock,
You know you're better than this.
Been walking, you've been hidding,
And you look half dead half the time.
Monitoring you, like machines do,
You've still got it, I'm just keeping an eye



    Chodził w kółko po pokoju, tydzień już minął, a spotkanie było coraz bliżej, jednak nie wiedział co powinien właściwie zrobić. Właśnie trwała wewnętrzna narada, przedstawił im temat tegorocznego spotkania, wszyscy mieli podobne miny. Niezadowolenie, niepewność, niektórzy nawet bali się.

- Więc jeśli postanowią, że mamy wyeliminować tych, którzy odeszli, a dalej parają się naszym zawodem to oznacza, że będziemy musieli zabić… Smoka? – Odezwał się po dłuższej ciszy Choza, grubszy mężczyzna o czerwonych włosach i znakach na twarzy, był częścią dobrej trzyosobowej drużyny, posiadał wieloletni staż jak inni tu zebrani.

- Byłoby łatwiej gdyby naprawdę to był wielki smok, łatwiejsze byłoby jego zlokalizowanie. A tak? To jak szukanie przez przypadek maźniętej lakierem do paznokci, mrówki w mrowisku. Jest ich tak wiele i wszystkie są identyczne, ale ty wiesz, że właśnie tam jest ta z różową plamą. Jednak nigdy jej nie znajdujesz. W naszym wypadku jest podobnie. – Shikaku zmarszczył brwi, palcem stukając w plik kartek leżących przed nim, na długim mahoniowym biurku. – Nikt z nas nawet go nie widział, a co mówić o zabiciu. Do tego te całe najemne stowarzyszenia… Jeśli się skupimy na nich to zabraknie nam czasu na inne sprawy.

- Odciążają nas, zabierają nam trochę roboty, dzięki czemu  mamy czas na prowadzenie szkoły- wtrącił się, bujający się na krześle Namikaze.

- Więc może powinniśmy przekonać ich do powrotu? Zrobić oddzielny odział, tak, aby zachowali swoją niezależność, ale nie byli już nielegalnym stowarzyszeniem?- Zamknął raporty i odezwał się Hiruzen, był osobą starej daty. Miał prawie sześćdziesiąt lat, ale trzymał się nieźle i nie jedno wciąż potrafił, lecz obecnie jego funkcja była bardziej doradcza. Większość go poparła, reszta potaknęła zgodnie głowami nie odzywając się.

- Nie ma nawet spisanego prawa, a wy już wymyślacie sposoby, aby je omijać?- Tobirama uniósł nieznacznie głos, patrząc na nich twardo, oni jedynie odwrócili wzrok.

    Hashirama dalej chodził po pokoju, ręce miał złączone razem z tyłu pleców. Długo się zastanawiał nad możliwościami rozwiązania tej sprawy, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Zabicie go nie wchodziło w ogóle w sprawę.

- Panie Hashiramo?- Znowu odezwał się Shikaku. – Co robimy? To może dla ciebie być trudne, ale musimy podjąć jakieś działania.

    Odwrócił wolno głowę w ich stronę, przyglądając się im zbolałym i zmartwionym wzrokiem.

- Nie wiele możemy, jednak spróbuję się z nim skontaktować. Więcej dowiemy się po spotkaniu…

***

    Siedział na kanapie, próbując uspokoić swój oddech, nie zwracał uwagi nawet na ocierającego się o jego nogę rudego kota. Był zdenerwowany, nie lubił poruszać trudnych tematów, gdy był sam na sam z Uchihą. Nie miał śmiałości, nie wiedział nawet do końca dlaczego tak się działo. Uniósł głowę, gdy usłyszał cichy stukot stawianych kubków na szklanym stole.

- Więc?- Madara zapytał go łagodnym głosem, jednak można w nim było wyczuć nutę ponaglenia. Usiadł obok  Hashiramy.

- Chcę cię poprosić, abyś  nie wychylał się przez jakiś czas, podczas spotkania mogą zechcieć was wszystkich usunąć. A wiesz, że nie chcę, aby coś ci się stało. Niedawno co cię połatałem…- położył dłoń na kolanie Madary, patrząc mu prosto w oczy, nachylił się w jego stronę.

- Niech będzie i tak na razie nie mam nic ważnego do zrobienia- westchnął, odwracając głowę w bok.- Ile to będzie trwało?

- Od razu dam ci znać, kiedy to się skończy- obrócił jego twarz w swoją stronę. Patrząc w jego oczy, całe wahanie czy zdenerwowanie po prostu zniknęło. Rozbudzało to jedynie dawne uczucie, gdy tak spokojnie wpatrywał się czarnymi tęczówkami w niego. Madara przymknął na chwilę oczy i delikatnie się uśmiechnął. Hashirama przysunął się bliżej twarzy czarnowłosego, nie mogąc się powstrzymać, od muśnięcia miękkich warg Uchihy. O dziwo ten nie odsunął się, gdy Senju pogłębił ich pocałunek, ten nawet go odwzajemnił, wolną dłoń wplatając w jego włosy.

    Spędzili na pocałunkach dłuższy okres czasu, Hashirama chciał przejść dalej rozpinając guziki czarnej koszuli Madary, jednak powstrzymała go ręka niegdysiejszego kochanka. Odsunął się do niego trochę, unosząc pytająco brew.

- Wystarczy- wyszeptał cicho Uchiha, nie patrząc mu w oczy. Bardziej jakby ciekawiła go pusta ściana. – Nie możemy się w to znowu pakować…- Spojrzał w jego czekoladowe oczy, chociaż włosy skrywały smutne spojrzenie.

- Ciągle tylko słyszę ‘nie mogę’, ‘nie powinienem’. Ale nie obchodzi mnie to… Chcę ciebie, tak po prostu pragnę twej uwagi i uczucia.- Odgarnął włosy z jego czoła za ucho. – Dlaczego zabraniasz mi się kochać?

- Pokochaj kogoś bardziej normalnego niż ja- Madara wyciągnął dłoń i pogładził delikatnie, samymi opuszkami palców policzek Hashiramy, który patrzył na niego spojrzeniem pełnym bólu.

- Dlaczego..?

- Przez te cztery lata zmieniłem się… Nie potrafię być z kimś… Rozumiem twoje uczucia i żałuję, że nie jestem wstanie ich odwzajemnić…- Usiadł do niego bokiem chowając twarz w dłoniach. – Proszę, idź już.

    Hashirama przejechał dłonią po twarzy i westchnął jakby ze zmęczenia. Usiadł bliżej swego przyjaciela i objął go ramieniem, przyciągając bliżej siebie.

- Nie mogę, nie ważne jak bardzo bym chciał…- Wyszeptał cicho, zanurzając nos w jego miękkich, czarnych włosach. Madara wtulił się w niego nie mówiąc już nic.

17 czerwca 2014

43. Rozdział 9 "That‘s what I lost"

Witajcie!

    Dość długo nie pojawiał się nowy rozdział, ponieważ nie miałam ani weny, ani też pomysłu co mogłoby być. Znaczy jakiś niby był, ale nie chciało to się ułożyć w spójną całość. A ten kto jest na bieżąco z mangą może się domyślić, że to co się działo niekorzystnie wpłynęło na postać Madary przez co trudniej było kierować nim. Rozdział jest praktycznie o niczym, dosłownie. Do tego mam nadzieje, że nie drażni was to, że każdy zaczyna się jakby po pewnym czasie od poprzedniego i nie ma aż tak dokładniej ciągłości. Możecie zgadywać kim jest pewna pani w tym rozdziale, i tak nic nie wygracie, ale przynajmniej coś was zajmie.

~~

"That's what I lost"

Dreaming of the way it used to be 

Can you hear me? 
Falling in the black 
Slipping through the cracks 
Falling to the depths 
Can I ever go back?

   
Skulone ciało drżało lekko skryte pod kocem. Za oknem pierwsze latarnie jarzyły się pomarańczowym światłem, pokrywając łuną całe miasto, zmrok zapadał szybciej niż można się było tego spodziewać.

    Wiosna tego roku przybyła szybko, swym ciepłym oddechem zepchnęła zimno w odległe zakątki pamięci. Pierwsze kwiaty zaczęły kwitnąć sprawiając tym radość co poniektórym. Nie mogło też zabraknąć pierwszej burzy. Białe, zygzakowate błyskawice przecinały niebo raz po raz.

    Ciemne oko, wyłoniło się spod kołdry razem z głową pokrytą srebrnymi włosami. Usiadł, szczelnie otoczony przez koc. Nie lubił burzy, nie przepadał za nią, wręcz bał się jej. Hałas jaki przynosiła przeszkadzał mu w pracy, a on bardzo tego nie lubił. Zakłócanie harmonii jego świata było czynem więcej niż haniebnym, ale świat nie był wyrozumiały. Dlatego gdy wszystko mu się waliło na głowę i musiał dużo pracować, przyszło to coś by mu przeszkadzać.

    Wyciągnął dłoń, która natrafiła na miękką okładkę książki, miał zamiar zająć sobie jakoś czas póki nie ucichnie ta cała wrzawa.

***

    Trzymał w ręku pusty wazon na kwiaty, jego wzrok obserwował pogodę za oknem, podobała mu się ona. Wydawało się, że świat wyraża swoje wielkie oburzenie, ciskając gromy w nieporadne, zlęknione istoty. Ale on uważał, że jest ponad nimi wszystkimi, nawet w tej prostej czynności jak zmienienie wody kwiatom. Karmiony swoimi własnymi kłamstwami sądził, że może ich wszystkich pokonać, tych wszystkich, którzy grozili Izunie. Uważał, że pokona ich sam, bo w końcu był wytrwałym geniuszem, cierpliwym. Będzie walczył do ostatniej kropli krwi, gdy nic innego mu nie pozostanie użyje paznokci, zębów- wszystkiego co tylko zdoła by wygrać, gotów poświęcić każdego, by osiągnąć cel.

    Jego spojrzenie natrafiło na trzy stojące przy latarni postacie, każda z nich odziana w ten sam strój- ciemnobordowy płaszcz z kapturem, który zasłaniał ich twarze. Zmrużył lekko oczy, dobrze wiedział kim są, ich obecność mogła sprawić jedynie same kłopoty.

***

    Blade palce z wyuczoną szybkością sunęły po wytartych klawiszach. Nieuważnym ruchem poprawiła okulary na nosie, była krótkowidzem. Dopiero dźwięk przychodzącej wiadomości na jej telefon, oderwał ją od zajęcia. Wzięła czarne urządzenie do ręki i spojrzała na wyświetlacz. Granatowa, duża czcionka pokazywała kto zmącił jej spokój. Wręcz niewidoczny uśmiech zagościł na jej ustach. Nie miała ochoty na zabawę w przesyłanie sobie sms’ów, po prostu zadzwoniła.

- O co chodzi, kuzynie?- Okręciła sobie wokół palca jedno z długich, białych pasem włosów. Bawiła się nim, słuchając jego odpowiedzi. – Hmm… Nie wiem czy będę wstanie zapewnić ci immunitet, ale rozumiem ten problem. Musisz być ostrożny i nie wychylać się póki ta sprawa nie zostanie rozwiązana… Nie masz wyboru jeśli chcesz żyć.

***

    Stosy dokumentów piętrzyły się na jego biurku, nie z powodu niedbalstwa, raczej z mnogości spraw do załatwienia.  Nie miał pojęcia w co włożyć ręce. Odchylił się do tyłu, a jego plecy trafiły na miękkie oparcie. Miał tak wiele na głowie, że zaczęły go nękać bóle głowy. Przejechał dłonią po twarzy wzdychając głośno. Jego biuro znajdowało się na szóstym z dziewięciu pięter wieżowca (pierwsza siedziba Liścia) było przestronnie urządzone w minimalistyczny sposób, jednak wszystkie meble wykonane zostały z drewna nadając naturalności temu miejscu. Znajdowało się także kilka kwiatów, w tym stojące na biurku malutkie drzewko bonsai sprezentowane bez większej okazji przez Madarę; Hashirama przyłapał się na tym, że dbał o nie bardziej niż o inne rośliny. Ubzdurał sobie, że póki nie zwiędnie wciąż ma szansę go odzyskać. Wiedział jak bardzo głupie i nierozsądne było to myślenie, jednak w pewien sposób pokrzepiało go. Wziął do ręki długopis i zamiast wrócić do uzupełniania papierów, zaczął nim stukać o blat. Miarowy, rytmiczny dźwięk pozwalał mu łatwiej skupić pędzące myśli. To co działo się z Uchihą nie było jedynym jego problemem. Dochodził Liść, brat, niezależne organizacje najemników.

    Każda ze Stron i krajów miała własne wojsko, lecz ono pełniło jedynie funkcje reprezentacyjną zaś Organizacje były prawdziwą zbrojną ochroną państwa, wynajmowani byli też często przez inne kraje, lecz bezpieczeństwo ich narodu było najważniejsze.

    Zdecydowane pukanie do drzwi wyrwało go z zamyślenia, rozejrzał się pół przytomnie do pomieszczeniu po czym spojrzał na przybysza, który nie czekał na jego zezwolenie. Tobirama w jednej ręce trzymał list w żółtej kopercie, a w drugiej butelkę zawierającą procentowy płyn.

- To chyba raczej się przyda- uniósł trochę butelkę, po czym podszedł do biurka i postawił ją, wręczył mu także list. Szatyn spojrzał na nadawcę, w tej samej chwili chciał sięgnąć po drugi przyniesiony przedmiot, lecz został on zabrany przez młodszego brata. – Podzieliłbyś się- skarcił go, odkręcając i nalewając przezroczystej cieczy do dwóch kubków po kawie. Jeden był w kropki, a na drugim namalowane było drzewko.

- Więc…- Hashirama otworzył kopertę i wyjął z niej złożoną kartkę, na której równym pismem została przekazana wiadomość. Nie musiał nawet wczytywać się, aby domyślić o co chodziło. Wolną ręką chwycił kubek z drzewkiem i uniósł go jakby chciał wznieść toast. – Za nasza wątpliwą przyszłość. – Po czym wypił duszkiem wszystko, krzywiąc się przy tym.

- Czy to jest to..?- Białowłosy odstawił w połowie pusty kubek.

- Spotkanie czterech stron- potwierdził z krzywym uśmiechem, po czym znowu zerknął na kartkę.

„Szanowny Panie Hokage- Hashiramo Senju,
Mamy przyjemność poinformować całą Organizację Liścia, że dnia X marca odbędzie się 7 Spotkanie Czterech Stron, całe dowództwo ma zjawić się w umówionym miejscu jak co roku. Obecność jest obowiązkowa i nie podlega i nie podlega usprawiedliwieniu. […] Najważniejszym tematem jak i problemem do rozwiązania będą: najemne stowarzyszenia oraz zbiegli z Organizacji.



Podpisano,

 Prezydent R. Hogoromo”

23 kwietnia 2014

42. Rozdział 8 "Undying memories about you"

Witajcie!

    Nie przedłużając, głosujcie w ankiecie. I pytanko: chcecie więcej zwykłej fabuły i np. ItaSasu w następnych rozdziałach? Powrót Kakashiego itd? Wyjaśnienie sprawy z Izuną?

~~

"Undying memories about you"


All alone, lost in this abyss
Crowling in the dark
Nothing to wipe my longing clips
And I wonder where You are


    W domach mamy wiele przedmiotów, niektóre specjalnie znajdują się na widoku, aby można było je podziwiać i chwalić się nimi. Wystawione po to, aby je podziwiać, by inni je chwalili. Jednak są też takie, które chowamy na dnie szafy, na najniższej półce, głęboko ukryte przed ciekawskim wzrokiem, ponieważ zawierają bolesne wspomnienia. Każdy posiadał tego typu przedmioty, więc Madara Uchiha nie był wyjątkiem.

    Zwykłe kartonowe pudełko, które najczęściej stało sobie grzecznie bokiem na najniższej półce szafki otoczone grubymi tomiszczami książek. Pech chciał, że jeden z jego kotów naruszył ten umowny spokój trącając karton przez co odwróciło się, że skrywany napis był zbyt dobrze widoczny. Brunet odkąd się obudził nie miał specjalnie dobrego humoru, sen jak zwykle przyniósł mu to czego najmniej pragnął. W normalnym stanie kopnął by pudło, aby znowu przestało być widoczne dla jego oczu, ale teraz to była całkowicie inna sytuacja.

    Nie zdążył zrobić sobie ani herbaty czy porządnego śniadania ledwo co wyszedł ubrany, gdy jego oczy spotkały się  z napisem ‘H&M’- w tym pudle wcale nie znajdowały się tajne projekty ubrań dla znanego sklepu odzieżowego, to były tylko pierwsze litery ich imion. Schowane były tak wszystkie wspomnienia w tej namacalnej wersji zdjęcia czy kubek wygrany na jakieś głupiej loterii fantowej. Miały tam zszarzeć i zostać zapomniane, a pudło kiedyś bez otwierania i przeglądania wyrzucone na śmietnik. Można popełnić błędy większe i mniejsze. Czy zajrzenie do kartonu kiedyś komuś zaszkodziło? Według filmów czytanie książki może być bardzo niebezpieczne, bo nie wiadomo czy to będzie przypadkiem księga, która ożywi jakąś przeklętą mumię.

    Madara nawet nie wiedział kiedy ukucnął i wyciągnął ręce, które dotknęły pudła, wziął je na ręce, i udał się w stronę kanapy, aby wygodniej móc przeglądać zawartość. Siedział po jednej stronie mebla zaś karton leżał przed nim. Zdjął lekko zakurzone wieko i odłożył na podłogę.  Na samej górze znajdował się album, którego okłada była ozdobiona ręcznie wyciętymi liśćmi oraz gałązkami z papieru. Przejechał po nim dłonią, mimo wolnie przypomniał sobie okoliczności jego otrzymania.

***

     Jego osiemnaste urodziny wypadały w dzień podczas, którego ludzie czas spędzali ze swoją rodziną niżeli na świętowaniu czyjegoś postarzenia się o następny rok. Dwudziesty czwarty grudnia sześć lat temu był śnieżnym dniem lecz nie na tyle zimnym, aby przesiedzieć ten czas w domu. Zbudził go cichy szept i łaskoczące jego policzki długie włosy. Nim zdążył do końca się obudzić był już mocno przytulany przez swego chłopaka. Spojrzał na niego nieprzytomnie nie wiedząc o co dokładnie chodzi, ale widząc szeroki uśmiech i radosne iskierki w jego czekoladowych oczach wolał nawet nie wiedzieć. Zapewne trudno jest zapomnieć o swoich urodzinach, ale są tacy, którzy to potrafią.

    Hashirama puścił go po chwili wręczając mu owinięty w czerwony, błyszczący papier prezent. Trochę już bardziej rozbudzony przyjął od niego prezent, zdążył nawet sobie przypomnieć dlaczego go dostał. Rozerwał papier i jego oczom ukazał się album, a po otworzeniu go zobaczył ich wspólne zdjęcia. Nawet nie miał pojęcia kiedy większość z nich została zrobiona.

- Dlaczego jest w połowie pusty?- Spojrzał na szatyna.

- To przecież oczywiste. Nasza historia wciąż trwa, więc niby dlaczego ten album miał być pełen i nie mieć miejsca na przyszłość?- Szeroki uśmiech widniał na jego wargach. Madara uśmiechnął się lekko kiwając głową, wyciągnął ręce, aby znów się do niego przytulić.

***
    Otworzył album i zaczął przeglądać zdjęcia, znajdowały się tam również bilety czy inne ozdobniki w wolnych miejscach. Widać było, że został zrobiony z dużą dbałością o szczegóły. W tej chwili wypełniony już po brzegi zdjęciami, które nawet w oddzielnych kopertach włożone zostały między strony, gdyż nie było na nie miejsca. Większość z nich nie przedstawiała nawet nich. Śmieszne zdjęcia Madarowych kotów, które właśnie zrobiły sobie z Hashiramy ‘nowe legowisko’, jakieś dziwne widoczki, zawierające m. in. dziwnie powyginane gałęzie przypominające różne przedmioty, czy też z nieznanych brunetowi powodów z 30 zdjęć jego włosów, ułożone w najróżniejsze fryzury, które zostały zrobione gdy spał sobie na brzuchu pewnego razu.

    Wziął do ręki jedno ze zdjęć, które było starsze od wszystkich znajdujących się w albumie. Leżało luzem, miało pozaginane rogi. Madara zasłonił usta dłonią gdy je zobaczył, zacisnął na chwilę powieki, na jego twarzy wyrysowany był ból. Zdjęcie przedstawiało go z młodszym bratem, zrobione przeddzień jego wypadku. Oboje byli uśmiechnięci, nawet spojrzenie starszego z braci miało w sobie tą zapomnianą już przez niego łagodność, wory pod oczami prawie nie istniały. Na tym zdjęciu był szczęśliwy, w przeciwieństwie do obecnego jego stanu.

- Izuna…- wyszeptał, czując jak jego oczy stają się wilgotne. Jednak nie płakał, ani jedna łza nie poleciała z czarnych oczu. Nie był wstanie już dłużej płakać. Cały swój żal przelał niegdyś w gniew, co pozwoliło mu się stać jeszcze skuteczniejszym, bezwzględnym i zimnym zabójcą. Gdyby nie ten wypadek prawdopodobnie porzucił by to. Zawsze chciał tańczyć, ale nie w balecie, to nie było dla niego, do tego nie lubił zbyt obcisłych strojów. Jednak jego taniec obecnie był całkowicie inny, był skąpany w krwi i prochu, dziwaczna odmiana pasji i zaciętości łączyła się i powstał sposób, w który walczy, wpłynęło też to na sposób jego poruszania się, a nawet charakter w pewnym sensie.

    Nie pamiętał nawet jak i kiedy to zdjęcie znalazło się w tym albumie, który znowu otworzył pospiesznie na ostatniej stronie, gdzie za ostatnim wklejonym zdjęciem była włożona biała koperta. Wyjął ją ostrożnie, zobaczył krótki napis, który na pewno nie wyszedł z pod jego ręki- ‘reszta C:’. Otworzył kopertę i uważnie przejrzał zawartość. W środku były jeszcze starsze zdjęcia, które kiedyś bez większego ładu i składu znajdowały się w jego pokoju gdy mieszkał u Yuzuki, nawet nie zauważył ich zniknięcia. Uwiecznione zostały na nich momenty, których prawie wcale nie pamiętał. On ze swoją rodziną, dawno nie żyjącymi braćmi, matką czy ojcem.  Odchylił głowę do tyłu, pozwalając sobie na chwilę żalu. To jakie miał życie kiedyś wydawało mu się takie beztroskie mimo tych wszystkich krzywd, gdy teraz pozostawał sam. Przez większość czasu z nikim nie rozmawiał, jak już coś były to same groźby. Wykonywał zlecenia albo spał, czy trenował. Nie widział życia w tym życiu. Mai, rudy kot wszedł na jego kolana i zamiauczał głośno, chcąc uświadomić mu, że albo go wspiera, albo jest totalnym frajerem. Ten kot zawsze wolał Senju…

    Z rozmyślań wyrwało go ciche pukanie do drzwi, jednak na tyle stanowcze, że nie mógł go zignorować. Wstał, a kot zeskoczył z jego kolan z cichym syknięciem, że zapamięta sobie tą zniewagę, po czym usiadł w wieczku od kartonu i zaczął z niewinną miną lizać swoją łapę.

    Nie próbował nawet ukrywać swojego podłego humoru przed przybyszem, a nóż ktoś się zainteresuje. Otworzył szeroko drzwi, umożliwiając temu komuś wejście. Patrzył w dół, więc dopiero po chwili spostrzegł kto to jest. Te długie brązowe włosy rozpoznał by zawsze. Tyle razy je dotykał, że samo spojrzenie wystarczyło, aby przypomnieć sobie ich fakturę i zapach. Uniósł swój wzrok i zobaczył te duże, czekoladowe oczęta wpatrzone w niego z wielkim zmartwieniem, smutne, że nie mogą być przy nim, gdy tego najbardziej potrzebuje.

- Madara..?- Wyszeptał cicho, jakby nie chciał go spłoszyć. Swoje wierzchnie ubranie odwiesił w korytarzu, więc teraz wyciągnął niepewnie ręce w jego stronę, chciał objąć mocno jego kruche, delikatne ciało i móc pocieszyć. Postawił jeden niepewny krok w jego stronę, po czym bez wahania przeszedł resztę drogi, aby znaleźć ukojenie w ramionach Hashiramy, przytulił się do niego mocno chcąc poczuć znajome ciepło. Nie musiał długo czekać na reakcję Senju, który objął go jak najciaśniej umiał. Rozmawianie z Madarą o uczuciach było katorgą, więc zazwyczaj jak go coś trapiło potrafił spędzić parę godzin w ramionach jedynej zaufanej osoby.

    Nie miał zamiaru czekać aż powie chociaż słowo. Poprowadził go w stronę kanapy, posadził, sam również znalazł się obok niego, przyciągając niższego mężczyznę bliżej siebie. Madara oparł głowę o jego ramię, kładąc dłoń na ramię Hashiramy. W odpowiedzi poczuł na swej głowie dłoń gładzącą jego włosy. Uwagę Senju skupił jednak otwarty album, na którym leżały stare fotografie. Zdawał sobie sprawę, że brunet musiał być samotny, u niego w rodzinie często bywało tak, że ktoś z dalszej rodziny jest traktowany niczym obcy. Był zdziwiony jedynie tym,  że wytrzymał w tej izolacji tak długo.

24 lutego 2014

38. Rozdział 7 "Never trust a doctor"

Witajcie!

    Ten rozdział jest dłuższy niż poprzednie, trochę bardziej przyjemniejszy i podobne będę następne dwa, więc możecie się cieszyć, albo jęczeć z bólu, cokolwiek chcecie. Jeśli chcecie poznać bliższy wygląd zwierzyńca Madary wejdźcie na stronę opowiadania, o tu.

Od rozdziału 2 aż do 6 towarzyszyła nam piosenka "Comatose" zespołu Skillet, polecam wam cały zespół, w przyszłych częściach tego opowiadania możecie się spodziewać innych ich utworów.


Zapraszam do komentowania i oceniania.

~~

"Never trust a doctor" 

Are you far?
Will you come to my rescue?
Am I left to die?
But I can't give up on You

    Kilka metrów bandaża leżało rozwiniętych wokół całej kanapy. Zaś na samym meblu po środku siedział brunet rozmyślając jak coś tak prostego może mieć, aż tak bardzo skomplikowaną obsługę. Trwał w tym zajęciu jakieś dwie godziny, wokół niego zebrały się dwa koty z trzech, których był właścicielem. Michi najstarszy z jego zwierzyńca i najbardziej leniwy leżał na jego kolanach, wyciągając łapę, aby szturchnąć jeden z nieskończonych sznurów materiału. Mai- najmłodszy rudo-biały kot za kanapą polował na bandaż, był już z nim 4,5 roku. Wciąż dobrze pamiętam jak się znalazł u niego, trudno mu było o tym zapomnieć. Spojrzał na swą półnagą pierś, którą otaczał jedynie idealnie założony bandaż, jednak był świadom, że powinien go zmienić, ale wszystkie jego próby wychodziły zbyt marnie. Więc czy chciał czy nie musiał ruszyć tyłek do lekarza, aby jakiś zmienił to za niego. Z taką oto inicjatywą społeczną ubrał się z powrotem. Wyplątał się z bandaży odkładając gdzieś kota ze swych kolan.

    Gdy już dotarł do korytarza, zatrzymał się przed schowaną w ścianie szafą, którą można było znaleźć po tym, że na jej drzwiach było lustro. Po łebkach ogarnął swój wygląd jak i włosy, po czym otworzył ją i wyjął wysłużony czarny płaszcz, który sięgał mu do kostek. Miał niewielki problem z zasznurowaniem butów, gdyż ręka wciąż mu doskwierała, jednak poradził sobie z tym problemem.

    Wybrał się do najbliższej przychodni w pobliżu obecnego miejsca zamieszkania. Podróż nie zajęła mu wiele czasu, jedynie klika przejść i małe krążenie wokół budynków, aby to znaleźć. Wcześniej miał lekarza na wyłączność, więc jedynie w ostateczności bywał w tego typu placówkach.

    Otworzył drzwi i wszedł do środka, podszedł do recepcji, przedstawił swój cel przybycia pielęgniarce, która powiadomiła go, że najpierw muszą mu założyć kartę pacjenta. Jakieś pięć minut później siedział już w poczekalni, po tym jak musiał podać wszystkie swoje dane od daty urodzenia, aż po grupę krwi.  Zdziwiła go jedna rzecz, znajdowały się tu same kobiety, jedna była z dzieckiem. Poczuł się jakby co najmniej przez przypadek zaszedł do ginekologa, a nie do zwykłej przychodni. Wolał nie wnikać w ten temat, jednak słyszał jak kobiety szeptają coś cicho ‘o nowym przystojnym lekarzu’.  Westchnął jedynie w myślach, że zachwycają się jakimś lalusiem.

    Są trzy typy przypadków, które można dzielić na: osoba- spotkanie kogoś w bardzo nieodpowiednim czasie; miejsce- nie wiele wymaga to tłumaczenia, zła okolica, pora i czas, wypadek murowany; zjawisko- jak piorun walnie ci w sąsiada to wiedź, że coś się dzieje. Jedna przypadkowość, powoduje kolejną, która powoduje następna. W końcu ścieżka jest w całości. To jest teoria chaosu. Madara bardzo dobrze wiedział dlaczego to wszystko przypomniało mu się właśnie teraz.  Owym ‘przystojnym lekarzem’ był pewien aż za dobrze mu znany szatyn, nie kto inny jak – Hashirama Senju. Zbyt późno zdał sobie sprawę, że się na niego gapi, gdyż tamten to zauważył. Odwrócił wzrok, ale i tak wiedział, że podszedł do niego.

- Zapraszam do środka, panie Uchiho –powiedział z nutą rozbawienia w głosie, nie sądził, że ten kogo tak desperacko próbował ujrzeć, przyjdzie do niego z własnej woli. Dlatego nie mógł powstrzymać uśmiechu, ani radości w głosie.

    Madara podniósł się, ale zanim wszedł do pokoju, szatyn przyjrzał mu się uważnie. Był zdecydowanie za blisko, odchylił kołnierz jego bluzki i zajrzał, dostrzegł bandaż, który wcale nie prezentował się najlepiej. Najwidoczniej dla niego wydawało się to całkowicie normalne, takie gapienie się i oglądanie po środku korytarza, gdy oczy zazdrosnych kobiet wwiercały się w Bogu ducha winnego Uchihę.

- Powinieneś zmieniać ten bandaż. Do tego co ty robiłeś, że uszkodziłeś szwy? – Westchnął niezadowolony, chwytając go za nadgarstek i prowadząc do środka.

- Właśnie po to tu przyszedłem- to było ostatnie co usłyszały kobiety, bo po chwili drzwi zostały zamknięte i pozostały same ze sobą zmieszane przez mającą tu miejsce sytuację.

- Pozwól, że pomogę ci z płaszczem, musisz oszczędzać swoją rękę.- Hashirama zaoferował swoją pomocą.

- Nie dzięki, poradzę sobie- jednak to zaprzeczenie nie zostało wysłuchane, gdyż Senju pomógł mu zdjąć z siebie płaszcz. Wskazał mu ten dziwny, mały kręcący się stołek, który umiejscowiony był obok fotela, na którym lekarz miał w nawyku wypisywać recepty. Zrobił to, Uchiha bez większego problemu czy też marudzenia zasiadł na nim, gdy szatyn zajął miejsce naprzeciwko niego.

- Muszę lepiej przyjrzeć się twojemu bandażowi i go zmienić, więc muszę cię prosić o zdjęcie koszulki. – Brzmiało to jak prośba, ale również pomógł mu w tym, chcąc, aby pacjent jak najrzadziej używał swej ręki. Zaczął rozwiązywać bandaż, który wrzucił do kosza na odpadki. Mruczał coś pod nosem niezadowolony z tego co zobaczył.- Muszę jeszcze raz założyć ci te szwy, coś ty robił, że je naruszyłeś? Będę musiał cię ukarać za złe traktowanie własnego ciała.- Hashirama podczas wykonywania swej lekarskiej pracy, stawał się bardziej bezwzględny i czasami straszny.

- Nic specjalnego- odpowiedział brunet patrząc na sufit, czuł się niezręcznie z powodu ich bliskości, do tego był podenerwowany z faktu, że ze wszystkich możliwych lekarzy to właśnie Senju się nim teraz zajmuje.

- Chyba będę musiał je usunąć i założyć nowe bez znieczulenia- rozmyślał na głos, rana znajdowała się w dość wrażliwym miejscu, przez co robienie tego ‘na żywca’ mogło na pewno spowodować duży ból.

- Mam nadzieje, że żartujesz- Madara spojrzał na niego z niedowierzaniem, bo ten nigdy nie chciał zadawać mu bólu, a teraz usłyszał coś całkowicie innego.

- Oczywiście, że nie. Myślisz, że pozwolę na takie zaniedbanie z twojej strony?- Wyciągnął odpowiednie przyrządy do tej czynności i gdy zbliżył się z nożyczkami do jego piersi, aby usunąć szwy, widząc jego bladnącą twarz z jakiegoś rodzaju strachu, nie mógł powstrzymać śmiechu. – Naprawdę myślałem, że zrobiłbym to bez znieczulenia?- Mówiąc to sięgnął po strzykawkę.- Za to mógłbyś mnie pozwać jakbyś się uparł. I gotowe, trzeba tylko chwilę poczekać.- Odłożył ostry przyrząd na tackę.

- To miał być żart?- Brunet nie wyglądał jakby miał się śmiać.

- Możliwe, że tak- odparł wzruszając ramionami. – Rozwiązał ci się but.- Wskazał na jego nogę.

- Znowu?- Uchiha westchnął rozdrażniony, parę już razy musiał się zatrzymać podczas swej drogi, aby zawiązać je. – Jeśli chcesz możesz zasznurować.

- Wcześniej jakoś odrzucałeś moją pomoc.

- Cóż, zmieniłem zdanie?- Uśmiechnął się cienko kącikami ust. Hashirama westchnął jedynie rozbawiony, nachylił się, aby zawiązać jego but. Madara jednie odchylił głowę przymykając oczy, czując działanie znieczulenia. Drzwi od pokoju otworzyła pielęgniarka, która widziała plecy pacjenta oraz nachylające się w dziwny sposób Senju, wyciągnęła z tego dalekie od prawdy wnioski.

- Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać!- Powiedziała, wychodząc i zamykając drzwi.

- O co mogło jej chodzić?- Szatyn oparł swoją dłoń na kolanie Madary, gdy zakończył skomplikowany proces zawiązywania butów, gdy długie włosy chciały bliżej zaprzyjaźnić się ze sznurówkami.

- Mnie się pytasz?- Patrzyli na siebie dłuższą chwilę w milczeniu spowodowanym rozmyślaniem nad sytuacją, a przynajmniej oboje mentalnie zaakceptowali tą wersję, gdyż chcieli po prostu się pogapić na siebie.

    Tą sytuację można było porównać do psiego obwąchiwania tyłków, jednak to było bardziej akceptowalne przez społeczeństwo i wykazywało mniejsze zgorszenie.  Szatyn zabrał się wreszcie za ponownie nakładanie szwów.  Zaczął przy tym opowiadać mu wiele różnych często śmiesznych jak i głupich historii ze swego życia, których to nie mógł poznać brunet. Słuchał go z lekkim uśmiechem na ustach, nie przyznałby się nawet przed sobą, że brakowało mu trochę tych bredni. Senju założył nowy bandaż i pomógł mu się ubrać w koszulkę i płaszcz.

- Jeśli chcesz mogę przychodzić do ciebie i zmieniać ten bandaż skoro ci to nie wychodzi, do tego przypilnowałbym, abyś nie zrobił sobie większej krzywdy- pogroził mu palcem, trzymał pod pachą kartę Uchihy, gdzie był zapisany jego nowy adres.

- Niech ci będzie, bo i tak byś przychodził nawet bez mojego pozwolenia- skinął głową, odpowiedział mu szeroki uśmiech Hashiramy, który położył dłoń na jego ramieniu i lekko ścisnął.

- Dbaj bardziej o siebie.

- To raczej niemożliwe.- Madara zdjął jego dłoń ze swego ramienia.

- Przynajmniej miej to na uwadze, nie jest przyjemnie patrzeć na ciebie, gdy jesteś w takim stanie.- Szatyn wykorzystał tą sytuację, aby złączyć na chwilę ich dłonie razem.

- Będę- powiedział, patrząc na ich ręce, jednak szybko je rozdzielił i wyszedł z pomieszczenia. Gdy przechodził obok recepcji, jedna z pielęgniarek zarumieniła się odwracając wzrok. Nieświadomy o co jej chodzi Madara ruszył w drogę powrotną do zacisza swego domiszcza. Hashirama w tym czasie zapisał w swym telefonie adres i numer telefonu swego ‘najważniejszego pacjenta’, robił to z szerokim uśmiechem na twarzy.

18 lutego 2014

37. Rozdział 6 "Empty place in heart"

Witajcie!

    Trudno określić ten rozdział, nie mogłam się na nim skupić, przez co nie zawiera tego co mógł i może wydawać się dziwny podczas czytania, ale już nawet nie mam ochoty się z nim bawić, więc po prostu wam go daję. Miłego czytania i proszę o komentarze, bo to naprawdę zachęca do dalszego pisania.

~~

"Empty place in heart"

Comatose
I'll never wake up without an overdose you

    Przyglądał się uważnie siedzącemu naprzeciwko bratu, wyglądał jak zwykle, niby ten sam pogodny uśmiech, ale mimo wszyscy coś było inaczej. Jego oczy nie miały tego samego radosnego blasku, przygaszone jakby znów coś rozpamiętywał. Udawał tylko, że jest skupiony na tych papierach leżących przed nim, które uzupełniał.

- Tutaj jest błąd- upomniał go, szatyn spojrzał na kartkę i westchnął poprawiając błędy.- Czemu jesteś taki rozkojarzony? Od paru dni nie możesz się na niczym skupić, mówiłem, upominałem cię kilka razy, abyś go tutaj nie sprowadzał, że jedynie będzie z tego więcej kłopotów niż pożytku, a ty swoje. Nie masz ani obowiązku czy też powodu, aby się opiekować kimś kto uciekł i nas zdradził. Jednak ty się uparłeś. To twoja sprawa, że mnie nie posłuchałeś, ale mogłeś darować sobie już po skończeniu opieki nad nim całego tego tęsknego wzdychania, smutnego wzroku i jeszcze nie wiadomo czego. Tylko ty jeden nie możesz pojąć, że to co było kiedyś nigdy nie powróci. Życie przeszłością jedynie niszczy, jeśli chcesz być odpowiedzialnym przywódcą musisz pozbyć się sentymentów. Prawo powinno być jasne, jeśli ktoś nie jest w żadnej Organizacji, ponieważ odszedł czy uciekł powinien zostać zgładzony.

-  Ale tak nie można- podniósł na niego wzrok ze swoich kartek.

- Ty nie możesz, bo jesteś zbyt miękki.  Ten świat nie jest ani łagodny czy dobry, ludzie tacy jak ty wcześniej czy później zostaną przybici do muru, nie będziesz miał wyboru i zostaniesz zmuszony do podjęcia decyzji. Nie możesz go ochraniać, przecież Madara tego nie chce.-  Białowłosy był jego młodszym bratem, jednak był rozsądniejszy dlatego też często mu doradzał, chociaż Hashirama często nie słuchał jego rad.

- Ale mu to obiecałem.- Powiedział cicho, wpatrując się pusto w kartę. – Jak po tym wszystkim mógłbym go zostawić?

- Jak po tym wszystkim go nie zostawiłeś?- Tobirama westchnął głośno, nie potrafił nigdy zbyt dobrze rozumieć toku myślenia swego brata.

- Bo ja wciąż go kocham- wyszeptał, nie patrząc na swoje brata, który nic już nie mówił. Wiedział, że walka z jego uczuciami nie ma większego sensu, więc nawet nie chciał próbować. Nie mógł być na niego zły, ale był podirytowany tym, że po tym czasie nie zmądrzał ani ociupinę.

- A co jeśli on zapomniał o tym co was łączyło? Co jeśli wyparł to uczucie?

- On nie jest taki jak ty.- Hashirama dopiero teraz podniósł na niego swój wzrok.

- Co masz na myśli? Nie jestem taki jak ty- Tobirama warknął podnosząc się z krzesła.

- Wiem, że wciąż go odwiedzasz.- Zwrócił się do niego łagodnie starszy z braci Senju.

- Ty nic nie wiesz, nie rozumiesz, więc przestań dopisywać sobie niestworzone historie!- Białowłosy opuścił pokój trzaskając drzwiami.

    Szatyn westchnął odkładając papiery na bok i opierając swój podbródek na blacie biurka.

- Ale co mam poradzić na to, że wciąż za nim tęsknie. Gdybym mu tak po prostu to powiedział, to pewnie by mnie wyśmiał i zignorował. Chcę być blisko niego, jednak jak mam to dokonać? Jak?- Mówił sam do siebie, gdyż myślenie o tym już go męczyło.

***

    Szedł korytarzem sterylnie wyczyszczonego szpitala. Bywał tu dość często, więc lekarze i pielęgniarki nie zwracali na niego uwagi, jedynie czasem witali się milczącym skinieniem głowy. Na takim oddziale jak ten wszystko było jakby zatrzymane i zamrożone w czasie. Ludzie w śpiączce leżeli tu wiele lat, czasami się budzili, czasami nie. Odwiedzali ich jedynie najbliżsi krewni, ci, którzy mają jeszcze czas, chęci i nadzieję na zmianę obecnego stanu rzeczy.

    Białowłosy nie wiedział dlaczego tu jeszcze przychodzi, może miał nadzieje na przebaczenie, że jeśli będzie to robił przestanie się winić. Sala, w której leżała osoba, odwiedzana przez niego od ok. 8 lat nie zmieniła się prawie w cale.  Chłopak wciąż leżał w tym samym łóżku, przypięty do tej samej aparatury. Na szafce stały te same, ale razem inne kwiaty- żółte goździki. Zbyt zatroskany brat zmieniał je czasami częściej niż co tydzień. Były to niegdyś ulubione jego kwiaty, ale w stanie śpiączki chyba niezbyt go to obchodziło.

    Podsunął sobie krzesło, na którym usiadł. Spojrzał na bladą twarz i westchnął jedynie.

-  Twój głupi starszy brat naprawdę chciał się do ciebie wybrać. Jednak to spowodowało jedynie wiele problemów dla nas. Naprawdę mnie to martwi, gdy Hashirama z taką łatwością się przywiązuje do osób, których nie powinien. Wiesz dobrze, że nie lubię twego brata, ale dlaczego nie mogę ich rozdzielić? Dla nich obu byłoby łatwiej gdyby nie spędzali ze sobą wiele czasu. Ale prędzej czy później osiągnę ten cel i uda mi się ich rozłączyć.


04 lutego 2014

36. [Naruto FANFIC/ hashimada] R. 5 "My guardian angel"

Witajcie!

    Bez większych wstępów następny, obiecany rozdział.

~~

"My guardian angel"


Oh, how I adore you
Oh, how I thirst of you
Oh, how I need you


    Dni mijały w zawrotnym tempie, ale on wciąż przy nim trwał i opiekował się jego uszkodzonym ciałem, w końcu obiecał mu to, mimo, że on nigdy tego zapewnienia nie usłyszał. Nie budził się przez ten czas, ale tak było lepiej, gdyż nie musiał mu wyjaśniać całej tej sytuacji, chociaż zdawał sobie sprawę, że nie powinien przedłużać jego snu. Gdy zaprzestał tego jego pacjent budził się często w środku nocy, a ciemność jaka go otaczała nie dawała mu spokoju, jednak usypiał szybko nękany przez niespokojne sny. Przeszłość jest już takim stworzeniem, że jeśli próbujesz o niej zapomnieć ona będzie cię gonić aż do skutku, łapać za rękaw czy najdrobniejszym gestem, ułożeniem przedmiotów, czy choćby zapachem czy smakiem przypomni to co było bolesne jak i szczęśliwe. Nie da się nigdy całkowicie zapomnieć.

    Przebudził się, a panujący wszędzie półmrok nie raził jego oczu. Duża sala wyglądała jak wyjęta z izby przyjęć jakiegoś szpitala, jednak miejsca dla pojedynczego pacjenta było więcej, ale tam samo oddzielały je parawany, wszystkie obecnie były zasłonięte, chociaż wydawało się jakby nikogo tutaj nie było. Nie był aż taki samotny, znajdował się tutaj ktoś jeszcze. Wielkie okna, których żaluzje były zasłonięte aż po sam dół, jednak jedno z okien było otwarte, wyglądał przez nie jego lekarz opierając dłonie na parapecie.

    Jasne promienie słońca padały na jego uśmiechniętą, jednak nieobecną twarz. Wyglądał na rozmarzonego, albo wspominał coś miłego. Brunetowi wydawało się przez krótką chwilę, że to nie była mu dobrze znana osoba, przez chwilę nie dłuższą niż widzi się coś dziwnego kątem, on był przekonany, że przez to okno wygląda anioł, jego anioł stróż. Wiedział, że to niemożliwe, że jego umysł go zwodzi, jednak w tamtej chwili mógł przysiądź, że widział właśnie to.

    Zbył te myśli cienkim uśmiechem, jego spojrzenie przeniosło się na swoją lewą dłoń. Wyglądała całkowicie normalnie jakby nic się nigdy z nią nie stało, no może oprócz tego, że był podłączony do kroplówki. Czuł się jakby ten wypadek nie miał w ogóle miejsca. Nie dostrzegł nawet kiedy podszedł do niego ten, którego omyłkowo wziął za anioła.

- Jak się czujesz?- Przyjazny głos, przepełniony był dziwnym szczęściem jak gdyby cieszył się, że widzi go w lepszej formie.

- Gdzie jestem?- Madara nie raczył odpowiedzieć mu, nie miał zamiaru udawać miłego, w końcu nie kazał Senju się sobą zajmować, nie był na tyle słaby, aby kiedykolwiek prosić go o pomoc już nie. Próbował o nim zapomnieć, ale los cały czas kazał im się spotykać jakoby ich losy i przeznaczenia były splecione ze sobą cienką linią, której on nie ważne jak bardzo się starał nie mógł przerwać. Wiedział, że takim swoim zachowaniem zniszczy tą małą radość w nim spowodowaną zobaczeniem go, w tej chwili najmniej go to obchodziło. Gdy zobaczył gasnący mały przypływ szczęścia, aż poczuł się źle, że zachował się w taki sposób.

- Jesteś w drugiej siedzibie liścia, w części szpitalnej, więc jak już zapewne się domyśliłeś zabrałem cię tutaj, aby zająć się twoim uszkodzonym po wybuchu ciele, upadek z trzeciego piętra może nie jest zbyt widowiskowy jak na twoje możliwości, ale wybuch uzupełnił całą tą scenę. Minęło już dość dużo czasu odkąd tu jesteś, ale mam nadzieję, że nie jesteś specjalnie zły, że cię tu przeniosłem.- Hashirama usiadł na łóżku, w którym leżał Uchiha, zajmował niewiele miejsca.

-  Kto cię o to w ogóle prosił? Uważasz, że nie mogę przeżyć bez twojej ochrony?- Niewiele podniósł głos, lecz jego wrogość o wiele bardziej wbijała się w uszy. Szatyn pokręcił przecząco, energicznie głową.

- Oczywiście,  że nie, ale nie mogłem patrzeć na to…

- To wcale nie dotyczy ciebie!

- Proszę daj mi skończyć… Madaro oni by cię tam nie pozbierali, może to wyglądało niegroźnie, ale ich lekarze pominęli by to co ja zobaczyłem. W twoje ciało wbite były tak małe fragmenty, że gdybym je nie usunął w porę mogły przedostać się krwiobiegiem do serca. Wybacz mi, ale ja chciałem ci tylko pomóc. – Chciał złapać go za dłoń, aby mu uwierzył jednak brunet nie pozwolił mu na to.

- Daj mi moje ubranie i odłącz od tego żelastwa. – Jego głos może i był trochę łagodniejszy, ale wciąż nieugięty.

Nie zostanę ani chwili dłużej, muszę się wyrwać od przeszłości, wyrwać od twych oczu i ciebie. Nie mogę ci pozwolić znowu mnie zwieść, to wszystko co było jest nieważne. Dlaczego nie możesz zaakceptować faktu, że nigdy już nie będziemy razem? Nie ma już dla nasz przyszłości, nie ma nas, nie jesteśmy już ani przyjaciółmi, ani sojusznikami. Patrząc na to ze strony zawodowej jesteśmy konkurencją. Przestań żyć sentymentem.

    Szatyn milcząc wstał, oparł kolano o łóżku i nachylił się nad jego ręką, aby wyjąć igłę od kroplówki z jego ręki, oparł się czołem o ramię Madary. Uchiha poczuł aż za dobrze znany zapach brązowych włosów. W pewnym sensie zazdrościł mu ich, były takie gładkie i łatwo dawało się je czesać. Gdy jego wydawały się żyć własnym życiem do tego okiełznanie ich było wręcz niemożliwe, dlatego też przestał próbować.

Dlaczego tak uciekasz? Wiesz to nie jest wcale jakimś wielkim grzechem mieć uczucia i kogoś kochać. Widzę to w twoich oczach. Ich czerń, szkarłat czy purpura może zwieść innych, ale mnie nigdy nie oszukasz. Widzę w nich te jedyne uczucie, któremu usilnie zaprzeczasz. Czemu nie może być jak wcześniej? Może ty się poddałeś i zrezygnowałeś, ale ja nigdy. Będę wierzyć za nas dwóch i czekać na ciebie.

    Nałożył swój czarny płaszcz, udał się w stronę wyjścia, jeszcze pamiętam drogę. Nie należało się odwracać, ale on to zrobił. I ujrzał to czego się najbardziej obawiał- siedział tam, na tym zwykłym szpitalnym łóżku niczym anioł, na którego nie zasługiwał, ale który chciał o niego walczyć, walczyć o jego serce.

03 lutego 2014

35. [Naruto FANFIC/ hashimada] R.4 "Against bleeding"

Witajcie!

    To już drugi miesiąc nowego roku, a notka miała ukazać się wcześniej, jednak nie miałam jak przysiąść do komputera, aby ją wrzucić, ale jako rekompensatę mam to, że jutro prawdopodobnie będzie następny rozdział. Zapraszam do czytania i komentowania.

~~

"Against bleeding"


I don't wanna live
I don't wanna breathe
'Less I feel you next to me
You take the pain I feel
Waking up to you never felt so real

    Otworzył leniwie oczy, nigdzie mu się nie spieszyło, tym bardziej do wstawania. Barbarzyńska pora jak na wstawanie w ostatnich dniach wolnych między semestrami. Przewrócił się na bok tyłem do drzwi, schował twarz w kołdrze i próbował znowu zasnąć.


- Koniec tego spania- gdy myślał, że usnął, ktoś dotknął jego ramienia i lekko potrząsnął, aby słowa dotarły do pół przytomnego chłopaka. Wyłonił się wolno spod kołdry, by krytycznie spojrzeć na przybysza. Stojąca przed nim osoba nie była starsza od niego o więcej niż 3 lata, miał on czarne długie do jednej trzeciej pleców włosy, związane w luźny niski kucyk.  Jego oczy miały taki sam kolor do tego otoczone długimi rzęsami. Itachi był starszym bratem Sasuke, młodszy był do niego bardzo podobny, równie blada skóra, czarne oczy i włosy, które różniły się jedynie długością-  krótkie zawsze zaczesane w taki sposób, że przypominały kolce.



- Czyżbyś zapomniał braciszku, że matka zarządziła dzisiaj porządki?- Lekki uśmiech wygiął jego wargi jakby miał pobłażać jego niepamiętliwości.



- Dobrze o tym pamiętam, tylko nie lubię wstawać o tak wczesnej porze, a przez ciebie poszedłem późno spać i teraz oczy same mi się zamykają- usiadł, rozciągając się i głośno ziewając.



- To był twój pomysł, więc nie zwalaj na mnie winy.- Itachi podszedł do szafy i ją otworzył.- Naprawdę przydało by się tutaj posprzątać, minęło już kilka dobrych lat, gdy bawiłeś się klockami.



- Długo cię nie było, czy to źle, że chciałem spędzić z tobą chwilę zanim znowu wyjedziesz? Przestań grzebać w mojej szafie.- Młodszy z braci wygrzebał się z kołdry i zaścielił łóżko. Starszy posłusznie zamknął szafę, by podejść do niego.



- Oczywiście, że nie, bardzo cieszy mnie to, że lubisz spędzać czas w moim towarzystwie- położył dłoń na jego głowie i zmierzwił już, i tak poczochrane po nocy włosy. Sasuke przymknął oczy i uśmiechnął się delikatnie.



- Przestań mówić jakbyś był wyrzutkiem społeczeństwa- nie odtrącił jego dłoni ze swojej głowy.



- Wiesz jak to jest, do tego nie lubię tłumów, twoje towarzystwo w zupełności mi wystarcza. A teraz ubieraj się, zjedz śniadanie, a później pomogę ci w spakowaniu tych wszystkich niepotrzebnych rzeczy. – Po tych słowach wyszedł przesyłając braciszkowi całusa, po tym został sam w pokoju.



- Dobrze, dobrze- mruknął, uzyskując tego lotnego całusa.



     Nie minęło wiele czasu, gdy obaj bracia siedzieli przy otwartej szafie wydobywając z niej różne zapodziane, zapomniane przedmioty. Worek klocków, stare puzzle czy drewniany miecz, który zapadł się gdzieś wylądowały w jednym pudle ozdobionym napisem ‘stare zabawki Sasuke’.



    Itachi sięgnął po zielonego pluszowego dinozaura, miał zamiar już włożyć go do pudełka, gdy młodszy brat zabrał mu ją z ręki przytulając do siebie niczym największy skarb.



-  On zostaje, to pierwszy pluszak  jakiego mi dałeś, do tego lubię z nim spać- mruknął Sasuke, wstając i odkładając starą zabawkę na łóżko. Itachi się jedynie uśmiechnął widząc jego zachowanie.



***



    Niedaleko jednej z zapomnianych ulic, na osiedlu żyją jedynie biedni, bezdomni, narkomani, alkoholicy, handlarze narkotykami, dawny popularny bar zamieniony w burdel, inny zaś zamieniony w lokum herszta narkotykowego, niczym pięciogwiazdkowy hotel wyrósł jak pożywka dla niego i jego spaczonych ludzi.



    Niesłyszalne kroki, cichy, ledwo słyszalny szelest materiału, ostrze zanurza się w ciele, krew wolno leci stróżką po skórze, ubraniu, oczyszczająca czerwień znaczy wszystko. Następny trup, tak blisko, a wciąż daleko celu. Oczy równie szkarłatne co życiodajna ciecz rozglądają się, szukają, znajdują, pada następne ciało. Podchodzi do jednego z nich, kucając przy chłodnym już ciele. Dłonie odziane w czarne rękawiczki sprawnie przeszukują ciało, mała zgięta kilkukrotnie kartka z pozaginanymi rogami, dowód na to, że często była przez kogoś otwierana; skryta w wewnętrznej kieszeni kamizelki. Zostało mu już tylko jedno piętro do sprawdzenia, ale od początku mu coś tutaj nie pasowało. Ludzi było wyjątkowo mało, a dobrze słyszał, że będzie tutaj duża ochrona, która nie przepuści nawet myszki, jednak to co zobaczył, słabych i nieuważnych ludzi, którzy byli niczym ślepcy w dużym pomieszczeniu. Coś było stanowczo nie tak.



    Wyprostował kartkę pospiesznie czytając co było tam napisane, jego obawy się potwierdziły, podłożyli bombę pod ten budynek, jakimś cudem dowiedziano się o tym zleceniu, ludzie, którzy tutaj byli jedynie zastępstwem prawdziwej ochrony, mieli uciec przed detonacją. Spojrzał na zegarek, jego źrenice zwęziły się, pozostała mu niecała minuta, a znajdował się na 3 piętrze. Odbiegł od ciała, kierował się w stronę okna, wyważył je silnym uderzeniem z podeszwy buta. Zdążył wskoczyć jedynie na parapet, gdy wybiła równa godzina i wybuch zaczął pożerać cały budynek, ta sama siła wypchnęła go z budynku.



***



    Ból… Czemu czuję ból..? Co się stało? A tak, zlecenie… Bomba… Więc skoro czuję ból-  żyję. Muszę otworzyć oczy. Jasno. Wszędzie lata pył. Na czym leżę? Śmieci, worki pełne odpadów uratowały mi życie. Powinienem być wdzięczny, że śmieciarze tu nie zaglądają. Słyszę zawodzące syreny, cała ferajna: pogotowie, policja i straż pożarna. Muszę wstać, nikt mnie tutaj nie zobaczy, nie znajdzie. Co z moją nogą? Nie widać kości, dobrze, dobrze… Nie krwawię też na tyle mocno, aby coś zagroziło mojemu życiu, mogę przejść te parę metrów, ale noga. Złamana? Zwichnięta? Muszę sprawdzić… Pięknie, do tego lewa ręka, trudno stwierdzić co się z nią stało, nie ważne. Powinienem poradzić sobie z przejściem stu metrów, może trochę więcej. Dam radę, w końcu miewało się gorsze rany. Tylko dlaczego wszystko musi się tak rozmazywać… Podnieść się bardzo wolno… Dobrze… Teraz nogi… Świetnie! Złapać jakąkolwiek równowagę i iść, aby do przodu, dobrze…



    Jeszcze kilka kroków, tylko kilka. Zauważyli mnie. Ich miny..? Czemu patrzą na mnie jakby zobaczyli śmierć? Coś mówią, słyszę jedynie dziwne echo… Zapewne to wszystko przez wybuch, nic to ważne, że żyję. Nie łap mnie za lewą rękę.  Kurwa! Czyli nie jest za dobrze. Chyba musiał zauważyć moją minę. Dlaczego przeraża ich widok mojej twarzy? Co to? Lepka, gorąca… Krew. Cała twarz jest w niej, do tego włosy się przykleiły, teraz to się im nie dziwię. Prowadzą mnie do karetki. Świat rozmywa mi się przed oczami… Czemu wszystko zaczyna się kręcić? Jednak nie byłem aż w takim dobrym stanie… Nie czuję swojego ciała… 



    Jeden z lekarzy podtrzymuje trącącego przytomność mężczyznę, wskazuje ręką na drugiego, aby pomóc mu w przeniesieniu go do ambulansu.



- Kto to?



- Nie wiem, przyszedł stamtąd- pierwszy z lekarzy wskazuje stronę, z której przybył.



- Zapewne wybuch wyrzucił go z budynku. Parę osób od tego zmarło, jednak większość miała precyzyjne zadane cięcia jakimś ostrym narzędziem, wykonane nawet z większą precyzją niż chirurgiczną.- Zaczął zajmować się nowym pacjentem.



- Myślisz, że ktoś z Organizacji tu był?- Pierwszy, widocznie młodszy świeżo upieczony lekarz zlękną się.



- Zapewne, ale wiesz, że lepiej o tym nie rozmawiać Hideki- starszy z lekarzy przerwał tą rozmowę karząc kierowcy ruszać.



***



- Pacjent jest w poważnym stanie, nie można go nigdzie przenosić, bo pan tak chce! Skoro jest pan lekarzem to powinien zrozumieć, że to zagraża jego życiu.- Hideki ścisnął w ręce wyniki, które trzymał. Osoba, która się przedstawiła jako prywatny lekarz ich pacjenta nie wydawała się jakby była skora do usłyszenia odmowy.



- Pokaż mi jego wyniki, ja zadecyduję o tym co z nim zrobić.- Odgarnął pasmo długich brązowych włosów za ucho, a jego głos nie brzmiał jakby miał znieść następny sprzeciw. 



- Ale…



- Hideki daj mu te wyniki, nie możemy się wtrącać do tego.- Pojawił się starszy lekarz, stał przy wejściu do sali.



- Ale Kohaku, przecież regulamin zabrania.- Jednak podał długowłosemu wyniki pacjenta.



- Zaufaj mi on zna się na tym lepiej od ciebie, chodź mamy jeszcze wiele innych pacjentów- skinął rękę na współpracownika, który wyszedł z pokoju razem z nim.



    Przeczytał dokładnie wyniki, przeglądając zdjęcia rentgenowskie oraz inne załączone dokumenty.  Odłożył je na szafkę stojącą przy łóżku pacjenta, razem z torbą.  Obojętnym wzrokiem spojrzał na całą tą migającą aparaturę, jego stan był stabilny, ale do najlepszej formy było mu daleko. Mężczyzna odziany w ciemnobrązowy płaszcz sięgający nad kolana, usiadł na łóżku obok swego podopiecznego, który jeszcze się nie wybudził. Założył nogę na nogę i spojrzał na nie pierwszej świeżości sufit publicznego szpitala. Po krótkiej chwili zwrócił swe spojrzenie na bladą twarz śpiącego. Nachylił się w jego stronę i odgarnął czarne pasmo, miękkich włosów z jego twarzy. Czułym gestem pogładził jego policzek, zjechał swoim kciukiem na jego usta, uśmiechnął się delikatnie nachylając się bardziej w jego stronę.



- Madaro jesteś taki piękny jak śpisz, dlaczego tak usilnie próbujesz zapomnieć to co było między nami? Wiesz, brakuje mi ciebie, tęsknię za tym twoim wrednym uśmiechem. Nie wiem dlaczego to mówię, przecież mnie nie słyszysz.  I co ty sobie zrobiłeś? Naraziłeś się na takie niebezpieczeństwo z powodu takiej głupoty, gdybyś się nie odłączył nic by ci się nie stało, a teraz trzeba cię pozbierać. I tym, który to zrobi będę ja, ponieważ nikt inny nigdy nie zrozumie jak delikatny naprawdę jesteś. Zawsze udawałeś tego złego, ale jesteś strasznie wrażliwy, ale ten świat obdarł cię z tego co w tobie było najwspanialsze, a raczej sam to schowałeś tak głęboko, że zapomniałeś o tym. Pragnę cię ochronić, nie mogłem pomóc moim braciom, ale tobie mogę.- Zamilkł, a jego usta prawie dotknęły warg Uchihy, jednak rozmyślił się i złożył lekki pocałunek na jego czole.



    Wstał z łóżka i podszedł do torby, wyjął z niej małe pudełeczko, w której znajdowały się strzykawki pełne jakiegoś płynu. Wybrał jedną z nich i podszedł z nią do kroplówki, wymierzył odpowiednią ilość płynu po czym wstrzyknął zawartość.



Co się dzieje? Czemu światło tak bardzo razi? Co ty tutaj robisz? Hashiramo…



    Nie zdążył ledwie uchylić swych powiek to już zaczął się czuć,  że zaraz uśnie. I tak też się stało, przed tym udało mu się ujrzeć promienny uśmiech Senju, który jak obiecał miał zamiar się nim zająć.

14 grudnia 2013

33. [Naruto FANFIC/hashimada] R.3 "Sit down and tell me all about it"

Witajcie!

    Krótszy od innych rozdział, ale taki był właśnie plan, ponieważ w następnym przenosimy się do drugiej pary. Notki będę raczej dawać w weekendy, ponieważ ostatni tydzień przed świętami zawiera trochę w sobie nauki. Zapraszam do czytania i komentowania!

~~

"Sit down and tell me all about it"

I'm asleep and all I dream of
Is waking to you
Tell me that you will listen
Your touch is what I'm missing
And the more I hide I realize I'm slowly losing you

    Pierwsze spóźnione płatki śniegu ulatywały z nieba niczym małe gwiazdy spadające na ziemię. Onyksowe oczy obserwowały uważnie ich skomplikowany taniec. Całkiem niedawno wzeszło słońce, a mu udało się wyswobodzić z łóżka. Siedział na parapecie z kubkiem gorącej, parującej herbaty w dłoni. Odwrócił głowę w przeciwną stronę, zobaczył niezliczoną ilość długich brązowych włosów wystających spod puchatej kołdry.  Nie wiedział dlaczego wpuścił go do swojego życia, chociaż raczej chciał odciąć się od Liścia niżeli Senju, ale to nie szło ze sobą w parze. Wybrał swoje ideały, a nie według niego, krótkowzroczne zapędy. Wiedział, że zaczną się buntować wcześniej czy później, ludzie żyjący w odizolowaniu, a nagle zmuszeni do spędzania czasu we wspólnocie nie zawsze będą pokojowo nastawieni względem siebie.

    Znów zaczął wpatrywać się w okno, popijając herbatę z kubka. Nawet nie zauważył kiedy osoba zajmująca jego łóżko wstała i podeszła do niego. Wierzchem ciepłej dłoni dotknął nagiego ramienia Madary, który odwrócił głowę lekko spłoszony jego zachowaniem, ale jego spojrzenie wyraźnie mówiło, że nie życzy sobie aby ten zakradał się do niego. Odpowiedział mu jedynie lekki uśmiech szatyna, oparł się plecami o ścianę. Uchiha dotknął ramię w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą spoczywała dłoń Hashiramy, wydawało mu się, że tamte miejsce parzyło, wręcz paliło jego skórę, rozpalało dawno tlące się wspomnienia, które za wszelką cenę pragnął zapomnieć. Aczkolwiek trudno było to zrobić, gdy znajdował się na odległość, wyciągnięcia dłoni, czy odchylenia głowy do tyłu, aby natrafić na jego rękę. Wszak wiedział, że musi to zrobić inaczej to czego tak pragnął nigdy się nie ziści.

- Nigdy nie kończysz tych swoich przemyśleń?-  Ciepły głos zabrzmiał zdecydowanie za blisko ucha bruneta. Madara odwrócił głowę w jego stronę, w myślach powtarzając aby ten nie patrzył na niego w ten rozczulający sposób.

- Nie- odparł chłodno, ruszając dumnie z kubkiem do kuchni w akompaniamencie dzwonków kapciowych. Hashirama poszedł za nim.

- Czy twoje wypowiedzi nie umieją być dłuższe?

- Nie.

- Jesteś na mnie zły?

- Hashirama, proszę cię nie zaczynaj mnie denerwować swoją paplaniną, bo wywalę cię stąd tak jak stoisz.- Zatrzymał się i odwrócił w jego stronę mrużąc oczy gniewnie, ale zaraz ruszył dalej.

- O jednak potrafisz mówić coś więcej niż ‘nie’- usłyszał za sobą radosny głos Senju, Uchiha westchnął męczeńsko.

    Szatyn usiadł przy wysepce w kuchni, złączając razem dłonie na blacie, gdy Madara wkładał pusty kubek do zmywarki.  Obserwował uważnie każdy ruch jego dłoni.

- Mógłbyś przestać?- Zirytowanie w głosie bruneta można było poczuć na kilometr.

- Co mam przestać?- Zapytał zdziwiony, nie rozumiejąc o co mu chodzi.

- Jak to co, wgapiać się na mnie jakbym był… nie wiem- warknął, mrużąc brwi i zaciskając zęby.

- Siódmym cudem świata?- Niewinnie się uśmiechnął do stojącego przed nim Madary kipiącego ze złości, który wyraźnie uniósł rękę z zamiarem uderzenia go.- Oj spokojnie złośnico, podawałem tylko przykład.

- Zaraz przykładem będzie twoja twarz rozsmarowana po całej powierzchni tego miasto jako przykład tego co się stanie jeśli zaczniesz mnie denerwować.

- Naprawdę musisz taki być?- Zapytał wzdychając brązowowłosy.

- Jaki?- Opuścił rękę.

- Wciąż udajesz kogoś kim nie jesteś.

- Może się zmieniłem?

- Proszę cię, Madaro. Nie rób ze mnie głupka, każdą taką zaczepkę zbywasz milczeniem albo jakąś błyskotliwą ripostą, a nie groźbą. Co się stało?- Cisza, która między nimi zapadła jak kosa kata, trwała dłuższą chwilę. Jednym słyszalnym dźwiękiem był warkot silników samochodów za oknem.

- Tak jest łatwiej, zresztą to teraz nie twoja sprawa- brunet podszedł do szafki i wyjął z niej dwie szklanki, które postawił na blacie.

- Więc może później?- Hashirama znów spojrzał na niego, zaprzestając przyglądania się blatu.

- Później- zgodził się nalewając czegoś do szklanek, a jedną z nich postawił przed Senju, zajmując miejsce obok niego.- Więc jak mają się sprawy w Organizacjach?- Zapytał po dłuższej chwili, gdy obaj pili w milczeniu.

- Wszystko się całkiem dobrze układa- szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. – Współpracują ze sobą i z każdym dniem jest coraz lepiej…